Test

Opel Grandland X 1.6 TURBO D Elite | TEST

SUVologia

Na dystansie:
661 km

Pierwszy od czasów Antary SUV Opla w zasadzie SUV-em nie jest. Ba, nawet trudno powiedzieć, czy jest Oplem. Ile w Grandlandzie X jest „z Niemca”, a ile „z Francuza”?

Opel Grandland X jest bowiem drugim dzieckiem współpracy Opla i koncernu PSA. Model ten powstawał jeszcze przed finalnym przejęciem, aczkolwiek na rynku zadebiutował już w momencie, w którym Opel wszedł w skład PSA. Niech Was więc nie zmyli stylistyka nadwozia oraz wnętrze – samochód ten ma w sobie znacznie więcej francuskich genów, co zaowocowało dość ciekawym efektem końcowym.

Ile jest tutaj Opla?

Stylistycznie – bardzo dużo. Technicznie i technologicznie – bardzo mało. Grandland X to w zasadzie wariacja na temat modelu 3008. „Niemieckiego” SUV-a zbudowano na platformie EMP2 z wykorzystaniem wszelkich dobrodziejstw koncernu PSA. Wizualnie Grandland X prezentuje się bardzo dobrze. Przeniesiono tutaj wiele pomysłów z Astry i Insigni, dzięki czemu udało się uzyskać stosunkowo lekką stylistycznie sylwetkę. Jednocześnie uniknięto błędów z modelu Crossland X, gdzie postawiono na masywniejsze linie, zupełnie nie pasujące do takiego auta.

W środku z kolei poczujemy się jak w typowym Oplu. Deska rozdzielcza jest prosta wizualnie i dobrze rozplanowana pod kątem ergonomii. Wszystkie przyciski i przełączniki umiejscowiono w taki sposób, że korzystanie z nich nie wymaga żadnej ekwilibrystyki oraz wertowania instrukcji obsługi. Nie zdecydowano się też na żadne fajerwerki – analogowe zegary połączono z klasycznym wyświetlaczem komputera pokładowego, zaś „centrum dowodzenia” zgromadzono w systemie multimedialnym, z poziomu którego ustawiamy także część funkcji klimatyzacji. Niestety PSA wrzuciło tutaj swój własny system inforozrywki, zastępując oplowskiego IntelliLinka. Jest on wolny i dość irytujący w obsłudze. Na szczęście niebawem ustąpi miejsca nowemu autorskiemu rozwiązaniu, które będzie wyróżniało Ople. Póki co trzeba jednak przeboleć problemy z podłączeniem telefonu (zarówno przez Bluetooth jak i funkcją CarPlay) oraz różne inne kaprysy, które pojawiają się w mało oczekiwanych momentach.

W Grandlandzie X, podobnie jak w innych modelach Opla, można wybrać fotele AGR (nazwa podchodzi od niemieckiej akcji na rzecz zdrowego kręgosłupa). Są one dobrze wyprofilowane oraz wyróżniają się oferowanym wysokim komfortem. Długie siedzisko (z możliwością wydłużenia podparcia ud) oraz szeroki zakres regulacji lędźwiowej pozwala na łatwe znalezienie idealnej pozycji za kierownicą. Niektórych zdziwi natomiast fakt, iż miejsca z tyłu zbyt wiele nie ma. Jeśli z przodu podróżują wysokie osoby (a zwłaszcza kierowca), to osoby jadące na tylnej kanapie będą przytulały kolanami oparcia foteli.

Miejsce Opla w szeregach koncernu PSA pokazują zastosowane materiały wykończeniowe. Te są mocno przeciętne. Deska rozdzielcza oraz część boczków wykończona została miękkimi plastikami, choć ich faktura oraz spasowanie pozostawia nieco do życzenia. Nie brakuje tutaj jednak twardych tworzyw, które dodatkowo trzeszczą. Wykończenie Piano Black, tak kochane przez wszystkich, rysuje się od samego patrzenia – w aucie z przebiegiem przekraczającym nieco 20 000 kilometrów prezentowało się dość kiepsko. Prezentowany egzemplarz najprawdopodobniej pochodzi z jednej z pierwszych serii produkcyjnych. Miejmy nadzieję, że to jest wyjaśnienie dla fatalnego montażu wielu elementów. Przykładowo maskownice słupków A można bez problemu zdjąć (odłażą po obu stronach), zaś podłokietniki na drzwiach skrzypią niemiłosiernie, podobnie jak plastikowe rączki do zamykania drzwi.

Na szczęście w tym wszystkim nie zapomniano o praktyczności. W Grandlandzie X wygospodarowano kilka większych schowków, które pozwalają na ukrycie podręcznych przedmiotów. Szkoda tylko, że uchwyty na kubki są stosunkowo niepraktyczne, zwłaszcza gdy korzystamy z rozsuniętej pokrywy podłokietnika.

Grandland X rozpieszcza za to przyzwoitym bagażnikiem – mieści on od 514 do 1652 litrów, ma podwójną podłogę oraz kilka mniejszych kieszeni z lewej i prawej strony. Dzięki ustawnym kształtom łatwo jest też tutaj wrzucić większe przedmioty, choć najpierw trzeba pokonać dość wysoko położony próg załadunku.

A jeździ jak Opel?

Otóż nie, nie jeździ jak Opel. W swojej charakterystyce Grandland X ma w sobie więcej z auta francuskiego, co akurat w przypadku SUV-a wcale nie jest wadą. Nigdy nie rozumiałem idei sztucznego ładowania „sportowego” zawieszenia do tego typu aut, zwłaszcza ze słabszymi jednostkami napędowymi. Grandland X gładko wybiera nierówności, choć podobnie jak inne auta bazujące na płycie EMP2 męczy nieco dużą ilością dźwięków, które dobiegają z nadkoli (są one kiepsko wyciszone). Nadwozie lekko wychyla się w zakrętach, lecz w stopniu w pełni akceptowalnym. Izolacja szumów wiatru oraz silnika jest przyzwoita i w zupełności zadowalająca – tym bardziej, że pod maską tego auta znajdował się diesel 1.6 z rodziny BlueHDI, generujący 120 KM i 300 Nm momentu obrotowego. Jednostka ta kończy właśnie swój rynkowy żywot – lada moment zniknie z oferty na rzecz swojego następcy, konstrukcji 1.5 BlueHDI. Silnik 1.6 to jednak jedna z najlepszych francuskich części w tym aucie. Motor ten ma przyjemną – ja na diesla – charakterystykę, zapewnia dobrą dynamikę (sprint do setki w mniej niż 12 sekund) oraz prędkość maksymalną na poziomie 190 km/h. Przy okazji serwuje też bardzo niskie zużycie paliwa, wahające się od nieco ponad 4 do około 8 litrów na setkę. Górna wartość to jednak wynik typowo miejskiej jazdy.

Zużycie paliwa:Opel Grandland X 1.6 Turbo D 120 KM
przy 100 km/h:4,1 l/100 km
przy 120 km/h:4,9 l/100 km
przy 140 km/h:6,7 l/100 km
w mieście: 7,9 l/100 km

Żeby nie było tak kolorowo – francuskie korzenie przyniosły też garść wad. Przede wszystkim praca 6-biegowej manualnej skrzyni biegów pozostawia wiele do życzenia. Przekładnia ta lubi haczyć, ma długie ścieżki pomiędzy kolejnymi przełożeniami, a precyzja… precyzja w zasadzie nie istnieje. Francuskim rykoszetem oberwał także układ kierowniczy. Jest on „pusty” i mało komunikatywny, choć dość duża siła wspomagania ucieszy tych, którzy nie lubią siłować się z autem. Zresztą nie jest to samochód dla osób bijących rekordy prędkości w kolejnych zakrętach.

Czy Grandland X ma napęd na cztery koła?

Otóż nie, nie ma – w żadnej wersji. Płyta podłogowa EMP2 nie przewiduje możliwości zastosowania takiego rozwiązania. Substytutem ma tutaj być system GripControl, choć w testowanym egzemplarzu go nie uświadczyliśmy. W praktyce więc otrzymujemy podwyższone auto z napędem na przednią oś. Zalety? Forsowanie krawężników jest znacznie prostsze, zaś szutrówki nie stanowią większego problemu. Nie próbujcie jednak pakować się w błoto lub luźny piach, bo zwyczajnie tam utkniecie.

A jak wygląda wyposażenie?

W przypadku wersji Elite w standardzie otrzymujemy większość elementów, które są przydatne w codziennym użytkowaniu. System radionawigacyjny, klimatyzacja automatyczna, szereg systemów bezpieczeństwa (w opcji monitorowanie martwej strefy) – to wszystko dostajemy „od ręki”. Chcąc jednak nieco podrasować Grandlanda X trzeba zapuścić się w listę opcji. Tutaj np. znajdziemy kamerę cofania. Jest ona przydatna, choć – ponownie – zapożyczona z PSA. Oznacza to, że jakość obrazu pozostawia nieco do życzenia.

Niestety nowe światła ledowe nie dorównują IntelliLuxom z Insignii czy Astry. Tam szybkość działania kamer i czujników sprawiała, że w trybie automatycznym nigdy nie oślepialiśmy innych kierowców. Tutaj zastosowano już technologię PSA, która nieco nie nadąża.

Ostatnie pytanie – czy warto pomyśleć o Grandlandzie?

To już jest kwestia indywidualna. Na papierze co ciekawe Grandland X jest droższy od bliźniaczego Peugeota 3008 o blisko 5 000 zł – jego ceny startują od 94 900 zł. Różnica ta jednak stopniowo się zmniejsza, aby finalnie zamienić się w korzyść dla Opla, który w prezentowanej wersji jest o około 6 000 zł tańszy od porównywalnego Peugeota 3008. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w Peugeocie jest już dostępny silnik 1.5 BlueHDI.

Prezentowane auto, czyli Opel Grandland X 1.6 Turbo D Elite, wyceniono na 134 750 zł (wersja Elite z tym silnikiem startuje od blisko 119 000 zł). Za te pieniądze otrzymujemy dobrze wyposażone auto, któremu jednak brakuje napędu na cztery koła oraz nieco lepszego wykończenia (z tym miejmy nadzieję Opel poradzi sobie przy drobnych zmianach rocznikowych). Czy warto? Ja osobiście wybrałbym Peugeota, głównie ze względu na ciekawszą stylistykę oraz lepsze wnętrze. Jeśli jednak jesteś fanem niemieckiej stylistyki i szukasz spokojnego wizualnie auta, to Grandland X jest dla Ciebie.

Zalety:
  • przyjemna dla oka stylistyka
  • komfortowe zawieszenie
  • wygodne fotele przednie
  • optymalny, 120-konny silnik wysokoprężny

Wady:
  • brak napędu na cztery koła
  • mała ilość miejsca na tylnej kanapie
  • kiepskie materiały wykończeniowe oraz przeciętne spasowanie wnętrza

Podsumowanie

Gdyby tak płyta EMP2 umożliwiała zainstalowanie napędu na cztery koła… Grandland X to dobre, choć nie idealne auto. Idealna propozycja dla spokojnych osób, oczekujących praktycznego auta. Tak po prostu.

 

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaOpel Grandland X 1.6 TURBO D Elite
Silnikdiesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni common-rail
Pojemność1560 cm³
Moc maksymalna120 KM przy 3750 obr./min.
Maks. moment obrotowy300 Nm przy 1750 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe wentylowane/tarczowe
Opony225/55 R18
Bagażnik / po złożeniu siedzeń514/1652 l
Zbiornik paliwa53 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4477/1856/1609 mm
Rozstaw osi2675 mm
Masa własna /ładowność1298/560 kg
Masa przyczepy / z hamulcem670/1350 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie4,9/3,9/4,3
Emisja CO2111 g/km
Prędkość maksymalna189 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h11,8 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 / 3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 000 km
Cena wersji podstawowejEnjoy 1.2 Turbo 130 KM: 94 900 zł
Cena wersji testowejElite 1.6 Turbo D: 118 750 zł
Cena egz. testowego134 750 zł