Test

Rolls-Royce Wraith

Marcin Bochenek | zdjęcia: autor, Dominik Kopyciński i Małgorzata Krysztofik

Na szczycie

Na dystansie:
314 km

Rzadko można napisać o samochodzie, że jest perfekcyjny. Rolls-Royce Wraith to idealny samochód luksusowy, zapewniający niezrównany komfort i uczucie dopracowania. A odrobina sportu? Cóż… Może po to, aby jeszcze bardziej cieszyć się ze swojej wyjątkowo wysokiej pozycji w drabinie społecznej.

Co kupić, gdy możesz mieć wszystko? Jaki model wybrać, gdy pieniądze nie są ograniczeniem? To pytanie zadaje sobie więcej osób niż może się wydawać. Mowa tu o ludziach, którzy dzięki szczęściu czy urodzeniu, lub też – co zdarza się częściej – dzięki ciężkiej pracy i nieprzeciętnej inteligencji są ponad rozważaniami o tym, czy lepiej kupić kompakta na benzynę czy olej napędowy. Ten segment – znaczy się, luksusowy – rządzi się innymi prawami, a Wraith to tego najlepszy przykład. W naszych testach witamy jeden z najlepszych samochodów na świecie.

Każda podróż to wielka przygoda
Rozważmy dwa scenariusze.

Pierwszy: kończysz spotkanie zarządu. Zmęczony wychodzisz z pracy i przez otwarte przez szofera drzwi wsiadasz do swojego Ghosta. Cieszysz się komfortem foteli, ciszą w kabinie i ogromnym luksusem. Odpływasz. Następnie wysiadasz pod domem. Koniec podróży.

Drugi: schodzisz do garażu. Wyciągasz z kieszeni pilot, od którego ciężaru ugina się ręka. Nie musisz tego robić, bo komfortowy dostęp otwiera samochód automatycznie, gdy jesteś w pobliżu, ale chcesz otworzyć samochód z daleka, aby zobaczyć, jak wysuwa się Spirit of Ecstasy w najbardziej pochylonym (można by rzec: wypiętym) wariancie. Otwierasz „pod wiatr” ciężkie i długie drzwi na całą szerokość i wpadasz w cudownie miękki i komfortowy fotel. Do drzwi już nie dosięgasz, ale to nic – wystarczy przytrzymać odpowiedni przycisk, zamkną się elektrycznie. Wtedy zapadnie błoga cisza, którą przerwie dopiero wciśnięcie przycisku zapłonu. Wtedy ożyje silnik – cichy, lecz ekscytujący i obiecujący wiele. Czas na przygodę. Jest różnica?

Ghosta niektórzy prowadzą sami, niektórzy nie. Wraith to już wyłącznie samochód dla kierowcy. To widać. Nadwozie fastback ma w sobie coś bardzo intrygującego i dynamicznego, a krótszy od dawcy, czyli Ghosta, rozstaw osi i większa moc to już konkrety, a nie obietnice. Chwytasz grubszą kierownicę i już wiesz, że nie jest to jacht w stylu Phantoma. Będzie się działo…

Ustalmy fakty
Pod maską marzenie każdego kierowcy – silnik V12 o pojemności 6,6 litra i mocy 632 KM. Całkowita potęga wspierana dwiema turbosprężarkami. Maksymalny moment obrotowy – 800 Nm – jest dostępny juz od 1500 obr./min. To poezja mocy dostępnej w każdym momencie i przy każdej prędkości. Nie ma siły, która powstrzymałaby samochód z takim napędem. A jeśli coś stanie mu na drodze… Tym gorzej dla tego czegoś. Wraith waży 2306 kilogramów. Mimo to sprint do 100 km/h zajmuje mu zaledwie 4,6 sekundy…

Za przeniesienie tak szlachetnego napędu na tylną oś odpowiada Satellite Aided Transmission – rewelacyjna, 8-biegowa skrzynia firmy ZF, która zyskała kolejny, usprawniający jej znakomitą pracę zmysł – GPS. Dzięki wykorzystaniu danych z nawigacji doskonale wie, co będzie dalej i robi z tego użytek – na przykład przed ostrym zakrętem zawsze mamy włączony odpowiedni bieg. Jaki? Tego nie sposób ocenić – brakuje odpowiedniego wskaźnika. Nie ma też obrotomierza, a w miejscu, gdzie można by się go spodziewać, znajdziemy wskazówkę informującą o rezerwie mocy. Tej zawsze mamy pod dostatkiem… Choć jej odczucie jest inne niż w pozostałych, mocnych samochodach, które miałem przyjemność prowadzić.

Zupełnie inne
Znacie już wszystkie najważniejsze dane techniczne napędu. Pytanie brzmi: czego można się po czymś takim spodziewać? Ogromnej dawki adrenaliny, tętna skaczącego na „czerwone pole”, pasażerów chwytających za „cykorłapki” i odmawiających zdrowaśki celem zapewnienia sobie VIP-passa u św. Piotra?

Otóż wygląda to inaczej – mimo, iż do 100 km/h prawie 2,5-tonowy Wraith rozpędza się w tempie rasowego hot-hatch’a, kierowca oraz pasażerowie ani na moment nie są wyprowadzani ze stanu głębokiego odprężenia. Razem z całym nadwoziem przechylają się do tyłu i spokojnie obserwują, jak wskazówka prędkościomierza mknie do przodu, słuchają pięknego, acz stłumionego dźwięku silnika i chłoną tą wielką przyjemność na spokojnie, obserwując przy tym, jak wszystko i wszyscy znikają w oddali. To bardzo, bardzo dobre. I uzależniające.

Daj się uwieść
No więc gdzie ten sport, którego spodziewamy się po Coupe? Oczywiście Rolls-Royce nigdy nie będzie samochodem sportowym, ale wydaje mi się, że wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Kierownicą można kręcić jednym palcem, ale jest to niemodny układ hydrauliczny, a do tego opony naciągnięte na 21-calowe felgi mają niski profil (255/40 z przodu, 285/35 z tyłu). Oznacza to, że mamy do dyspozycji więcej danych na temat drogi niż w niejednym samochodzie, który nazywa się sportowym, a ma elektryczne wspomaganie.

W szybkim pokonywaniu zakrętów pomaga fakt, że wspomaganie jest progresywne, a więc jego siła maleje wraz z nabieraniem prędkości. Ale to nie wszystko – względem Ghosta zmieniono przełożenie układu tak, aby nie trzeba było tak dużo kręcić kółkiem. To wszystko pomaga budować wrażenie bezpośredniości samochodu i jego zorientowania na kierowcę.

Latający dywan
Pneumatyczne zawieszenie to kolejna, niemal surrealistyczna cecha brytyjskiego Coupe, która na nowo definiuje słowo „komfort”, pomimo tego wszystkiego, co potrafi zaoferować żądnemu wrażeń kierowcy. Zapewnia niemal całkowite odcięcie od nierówności na jezdni – do tego stopnia, że można przegapić krótki próg zwalniający. Poważnie!

Nie będzie niczym zaskakującym, jeśli napiszę, że Wraith przechyla się na zakrętach. To ciężki, komfortowy i dość wysoki samochód. Fizyki nie da się oszukać. Ale da się z tym żyć – na zakrętach możemy jeździć bardzo szybko, jeśli tylko robimy to płynnie, bez zbędnego szarpania. Wtedy możemy wykorzystać pełną przyczepność popiskujących opon i nieźle się zabawić. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, ten Rolls potrafi nauczyć jazdy torowej, gdzie szybkość i płynność są ze sobą nierozłącznie związane. Ale to temat na inny test…

Technologia z Bawarii
Mówią o nim, że jest najbardziej zaawansowanym technologicznie Rollsem w historii marki. Sir Henry Royce z pewnością zaaprobowałby przeszczepienie technologii z BMW – iDrive to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, system multimedialny montowany w samochodach, tutaj z 12,5-gigabajtowym dyskiem twardym. Rolls-Royce dodaje do niego atrakcyjny kolorystycznie, oryginalny motyw i piękne pokrętło ze Spirit of Ecstasy, wyposażone oczywiście w panel dotykowy, który pozwala na wprowadzanie tekstu poprzez rysowanie liter czy przełączanie utworów za pomocą dotyku. Za pośrednictwem systemu możemy również ukryć lub wystawić na działanie wiatru piękną figurkę na masce.

O bezpieczeństwo dbają systemy znane nam już z bawarskich samochodów: asystent utrzymania pasa ruchu, czujnik martwego pola, aktywny tempomat czy bardzo dobrze skalibrowana kontrola trakcji ograniczają do minimum ilość nieprzyjemnych sytuacji na drodze. Nawigacja działa płynnie i jest bardzo czytelna, choć miała problemy z doprowadzeniem nas do celu podróży, czyli Pałacu Domaniowskiego. Prowadzenie przez drogi gruntowe to dla niej nic dziwnego, a my nie chcieliśmy robić z tego testu wyzwania w stylu „Top Gear”…

Rozmiary samochodu i długość maski mogą początkowo przerażać, ale z pomocą przychodzi cała armia kamer: przednia (z obrazem termowizyjnym, który jest bardzo pomocny nocą) i tylna z czujnikami parkowania, boczne w przednich zderzakach, które pomagają wyjechać z miejsca parkingowego i włączyć się do ruchu, aż po kamery w lusterkach bocznych, które współtworzą obraz 360 stopni. Jakość obrazu wszystkich kamer to wzór do naśladowania dla wszystkich producentów samochodów.

Pod gwieździstym niebem
Rolls daje wyjątkową możliwość jazdy bezpośrednio pod gwiazdami z dachem nad głową. To zasługa 1340 diod świetlnych wplecionych w podsufitkę. Wyglądają obłędnie i pozwalają uczynić atmosferę we wnętrzu jeszcze lepszą. Kabina tego samochodu jest do tego stopnia idealna, że ciężko znaleźć jakiekolwiek wady. Zacznijmy od kierownicy – stylowa, wygodna, obszyta najwyższej jakości skórą. Zegary – bardzo eleganckie i czytelne, a od tych z modelu Ghost różnią się czerwonymi końcówkami wskazówek. Do wskaźnika rezerwy mocy można się przyzwyczaić, ale szkoda, że nie wiadomo, na którym biegu jedziemy.

Fotele są miękkie i wygodne do granic możliwości i nie ma mowy o jakimkolwiek dyskomforcie podczas nawet najdłuższych podróży. Miejsca nad głową spokojnie wystarczy dla ponad-dwumetrowców, a niemal równie wysocy pasażerowie zmieszczą się z tyłu. Napisałem wcześniej, że to zdecydowanie auto kierowcy, ale… Po krótkiej przerwie na fotelu z tyłu wiem, że pasażerowie również źle nie mają…

Bespoke, czyli na miarę Twoich oczekiwań
Rolls-Royce Bespoke to program indywidualizacyjny, dzięki któremu można dopasować samochód do swoich oczekiwań niczym szyty na miarę garnitur. Nie chodzi już nawet o bogaty wybór skór, nici czy innych materiałów, ale o możliwość wykonania niemal każdego elementu samochodu na życzenie klienta. Wyszywanie wzorów na skórze, ręcznie malowane elementy nadwozia, wyrzeźbione w drewnie wizje czy egzotyczne materiały na specjalne zamówienie. Żaden kolor z bogatej palety się nie spodobał? Zrobimy nowy. Potrzebna lodówka do bagażnika? Zaprojektujemy. Dedykowane lampki do szampana też nie powinny być problemem…

Drewno we wnętrzu testowanego samochodu to Palisander Brazylijski, zwany przez Rollsa Santos Palisander – bardzo twarde, trudne w obróbce i drogie drewno. Ale to dzięki niemu Canadel Panelling – czyli poukładane pod kątem 55 stopni listewki, łączące się w środku samochodu, aby stworzyć lustrzane odbicie – wygląda tak atrakcyjnie. Swoją drogą, nazwa tego materiału pochodzi od miejsca we Francji, w którym Sir Henry Royce spędzał wakacje. Do tego czerń fortepianowa na desce rozdzielczej. Wnętrze jest wykończone ze smakiem. Zdecydowanie.

Cena bazowa Wraitha to około 1 400 000 złotych, ale gdy zrobimy dobry użytek z programu Bespoke, może ona szybko wzrosnąć. Przeglądy, podstawowe wymiany płynów – to wszystko jest już w cenie, aby klient przyjeżdżający do serwisu musiał tylko napić się dobrej kawy i chwilę poczekać. To wszystko.

Zalety:
+ intrygujący, atrakcyjny design
+ potężne V12 pod maską i całokształt napędu
+ idealny komfort podróżowania
+ najwyższa jakość wykończenia kabiny
+ zadowalająca przestrzeń dla pasażerów z tyłu
+ niezwykle udane połączenie luksusu ze sportem

Wady:
– pomyłki nawigacji
– brak informacji o aktualnie używanym biegu

Podsumowanie:
Przejażdżki Rolls-Royce’em życzę każdemu. To niezapomniane przeżycie. A gdy kogoś z Was na niego stać, nie zastanawiajcie się. Wraith potrafi się odwdzięczyć, dostarczyć zarówno ogromnego komfortu, jak i emocji z szybkiej jazdy. To dobra inwestycja i – jak słusznie powiedział Frank Tiemann – wyjątkowa nagroda. Dla ludzi kochających piękno motoryzacji, z pewnością jedna z najlepszych.

Autorzy zdjęć: Marcin Bochenek, Małgorzata Krysztofik i Dominik Kopyciński

Sesję zdjęciową zrealizowaliśmy na terenie Pałacu Domaniowskiego

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaRolls-Royce Wraith
Silnikbenzynowy, turbo, V12, 48 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność6592 cm³
Moc maksymalna632 KM przy 5600 obr./min.
Maks. moment obrotowy800 Nm przy 1500-5500 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, 8-biegowa
Napędtylny
Zawieszenie przódpodwójne wahacze, pneumatyczne
Zawieszenie tyłwielowahaczowe, pneumatyczne
Hamulcetarczowe went./tarczowe went.
OponyP: 255/40 R21 T: 285/35 R21
Bagażnik / po złożeniu siedzeń470 /- l
Zbiornik paliwa83 l
Typ nadwoziaCoupe
Liczba drzwi / miejsc2/4
Wymiary (dł./szer./wys.)5269/1947/1507 mm
Rozstaw osi3112 mm
Masa własna /ładowność2360/349 kg
Masa przyczepy / z hamulcem-/- kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie21,2/9,8/14 (średnie z testu: 21,5)
Emisja CO2327 g/km
Prędkość maksymalna250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h4,6 s
Gwarancja mechanicznab.d.
Gw. perforacyjna /na lakierb.d.
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowejok. 1 300 000 zł
Cena wersji testowej- zł
Cena egz. testowegob.d. zł