Test

Skoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG Style | fot. Marcin Napieraj

Skoda Karoq 2.0 TDI 4×4 DSG Style | TEST

Kurą po śniegu

Na dystansie:
2600 km

Następca Yeti, o oryginalnej nazwie Karoq, nie ma łatwego zadania, choć według wszelkich założeń, stanie się bestsellerem. Na dość długiej trasie przetestowaliśmy, czy faktycznie jest dobrą propozycją.

Nazwa modelu prześmiewczo w internecie stała się „Kurakiem” co w związku z popularnym dowcipem na temat pochodzenia loga marki Skoda dało nam część tytułu testu. Reszta jest raczej jasna – następcę modelu Yeti zabraliśmy w góry. W końcu (około) kompaktowy SUV z napędem na cztery koła może okazać się wyborem idealnym dla osób, które aktywnie spędzają czas, np. na nartach. Pora więc przycisnąć Skodę i sprawdzić, czy Karoq w topowej odmianie, z pełnym wyposażeniem, robi wrażenie.

Dojazd

Test zaczynamy od razu mocnym akcentem, czyli… dojazdem na miejsce. Przed nami 1 100 km, z czego ponad 1 000 km to drogi ekspresowe i autostrady. Tutaj ważne będą komfort, wyciszenie, dynamika i zużycie paliwa. A także cała masa drobiazgów, które ciężko zauważyć podczas krótszych przejazdów. Tak jak np. bardzo duży i czytelny ekran systemu rozrywkowego, który jednak jest na tyle szeroki, że operowanie palcem po jego prawej stronie wymaga oderwania wzroku od drogi. Inna sprawa, że po kilkudziesięciu minutach szklana tafla, choć efektowna, pokryta będzie odciskami naszych palców. Nie wszystko rozwiązane jest przez sterowanie gestami. Na szczęście w nocy, kiedy rozpoczynamy podróż, widać tylko dobrą grafikę, i ładny kontrastowy obraz, który nie męczy wzroku. Tradycyjnie też fajnie by było, gdyby były skróty pomiędzy poszczególnymi funkcjami (zastępuje je niejako ekran „Home” podzielony na trzy sekcje – telefon, nawigacja i media/radio). Byłoby szybciej i bezpieczniej. Drugim irytującym drobiazgiem, jeśli chodzi o ergonomię, jest umiejscowienie uchwytów na napoje. Są one dokładnie tam, gdzie… wysunięty podłokietnik. Czyli albo jedno, albo drugie.

Skoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG Style | fot. Marcin Napieraj

Poza tym w małym czeskim SUV-ie jest, jak przystało na tego producenta, bardzo praktycznie. Tu schowek, tam półeczka, tu kieszeń, tam indukcyjna ładowarka, dwa porty USB i tym podobne drobiazgi pomagające utrzymać podróż we względnym komforcie. Przy odrobinie szczęścia w drzwiach zmieścimy nawet butelki 1,5 litra. Także obsługa nie powinna nastręczać wielkich problemów. Szkoda tylko, że użyte materiały nie powalają swoją jakością. Karoq jest po prostu „plastikowy” i bliżej mu do Fabii, niż do Kodiaqa, czy Octavii.

Doceniam za to szerokie fotele, z dość dobrze ukształtowanym oparciem i siedziskiem. Na autostradzie zdecydowanie się sprawdzają i pozwalają zająć dogodną pozycję za kierownicą.

Jak już wspomniałem, trasę rozpoczęliśmy w nocy i to w niezbyt sprzyjających warunkach atmosferycznych. Padający śnieg co prawda nie robił dużego wrażenia na Karoqu, ale skutecznie pozbawił nas tempomatu już po 20 minutach autostradowej jazdy – zalepił radar. Za to nieźle sprawdziły się automatyczne światła drogowe. Nie oślepiały, włączały się w odpowiednich momentach, a przede wszystkim, skutecznie uzupełniały diodowe lampy mijania, które choć świeciły jasno, to miałem wrażenie, że dość krótko.

Dynamika również okazała się wystarczająca. Do 140 – 150 km/h samochód nawet z pewnym balastem (dwie osoby, pełen bagażnik) przyspiesza wystarczająco sprawnie i na autostradzie w żadnym wypadku nie będzie zawalidrogą. Dopiero powyżej tej prędkości, zwłaszcza przy podjazdach, powoli zwiększa prędkość, często redukując o jedno lub dwa przełożenia. Co oczywiście przekłada się na hałas i zużycie paliwa. Jeśli chodzi o wyciszenie – to w Skodzie jest wystarczające. Silnik i dźwięki z podłoża (nawierzchnie betonowe – i „eksperymentalne”) są słyszalne w kabinie, choć trzeba przyznać, że tą 1000-kilometrową trasę da się pokonać bez większych wyrzeczeń. Mogłoby być lepiej, ale Kona, czy CH-R nawet z jednostkami benzynowymi są głośniejsze. Gorzej ma się sprawa z zasięgiem Karoqa.

Skoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG Style | fot. Marcin Napieraj

 

2.0 TDI z mocą 150 KM i masą nieco ponad 1 500 kg oraz siedmiobiegowym automatem sugeruje, że 55 litrów oleju napędowego powinno wystarczyć na długo. Niestety, sytuacja nie jest tak komfortowa. Wbrew danym producenta oraz zdrowemu rozsądkowi, Karoq na autostradzie potrzebuje co najmniej 8 litrów na każde 100 km. Zużycie wahało się, w zależności od zatankowanego paliwa i miejsca trasy, między wspomnianą „ósemką”, a 8,5 l/100 km, dając średni wynik na poziomie 8,3 l/100 km. Podniesienie prędkości o 10 km/h było w stanie wynieść wyniki w okolice nieco poniżej 9 litrów na „setkę”.

W śnieg

Dlatego właśnie lepiej jest trzymać się niższych prędkości. Choć wtedy Karoq też nie zawsze jest oszczędny (przy 120 km/h przekracza 7 l/100 km), to jednak potrafi zużyć naprawdę niewielkie ilości paliwa. Przy spokojnej jeździe zgodnej z niemieckimi i austriackimi przepisami, jeśli tylko nie zapuścimy się w góry (tam sporo urośnie) udało nam się uzyskać wynik na poziomie 5,1 l/100 km.

zużycie paliwaSkoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG
przy 100 km/h:6,1 l/100 km
przy 120 km/h:7,1 l/100 km
przy 140 km/h:8,3 l/100 km
w mieście: 8,8 l/100 km

Podczas jazdy po krętych drogach uzyskujemy jednak nowe informacje na temat Skody. I to całkiem sprzeczne. Bo na przykład zawieszenie okazuje się być całkiem pewne, jeśli chodzi o jazdę. Fakt, jak na SUV-a nie jest bardzo miękkie, Skoda należy raczej do tych twardszych samochodów, ale za to daje spore poczucie bezpieczeństwa. I mimo felg o średnicy 18 cali wcale nie traci się wygody. Oczywiście są crossovery, które lepiej wybierają nierówności, natomiast w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że Karoq jest niekomfortowy. Jakby jeszcze tylko na nierównościach plastiki się nie odzywały, to byłoby dobrze (trzeszczało coś z tyłu oraz uchwyty na drzwiach).

Choć w samochodzie wyraźnie czuć podsterowność, Karoq raczej powinien większości osób przypaść do gustu, jeśli chodzi o zachowanie. Napęd 4×4 realizowany jest przez układ Haldex piątej generacji, który jest minimalnie wolniejszy od poprzedników. W efekcie wyraźniej czuć „przednionapędowe” pochodzenie czeskiego samochodu. Gdy jednak układ się zepnie, to w połączeniu z włączoną kontrolą trakcji, Skoda daje sobie radę bardzo pewnie również na śniegu i błocie. Nie sprowokujemy jej do efektownych uślizgów tyłem, ale chyba nikt tego samochodu nie kupuje w tym celu. Za to zimą – sprawdzi się w 95% przypadkach wystarczająco, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas np. wypadu na narty, a także poradzić sobie nawet z niewielkimi zaspami – tu przydaje się wyższy prześwit. Na minus zasługuje, co zresztą zauważyłem też w większym Kodiaqu – układ kierowniczy. Przełożenie jest odpowiednie, ale wspomaganie zbyt mocne i nie dające odpowiedniego czucia nawierzchni. Za to na pewno łatwo się Karoqiem manewruje w mieście. Lekko, przyjemnie, ze wsparciem w postaci kamery cofania oraz czujników i asystenta parkowania.

Skoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG Style | fot. Marcin Napieraj

 

W kategorii dynamiki na drogach wolniejszych niż autostrada, Skoda nie ma powodów do wstydu. 100 km/h osiąga w przyzwoite 9,3 sekundy, a elastyczność jest na dobrym poziomie, żeby móc bezproblemowo wyprzedzać nawet na krótszych odcinkach prostej drogi. Nisko dostępne 340 Nm, o ile nie skorzystamy z pełnej ładowności, wynoszącej 642 kg, pozwala na bezpieczną jazdę i szybkie zakańczanie manewrów. Siedmiobiegowe DSG radzi sobie nieźle w większości przypadków, choć zdecydowanie woli płynniejszą jazdę. Potrafi zgubić się w momencie, kiedy np. hamujemy ze 100 do 50-60 km/h, a następnie szybko chcemy znów przyspieszyć. Wtedy redukcja o bieg, czy dwa potrafi zająć dłuższą chwilę, a dwusprzęgłówka zachowuje się, jakby nie była przygotowana na takie okoliczności. Przestawiona w tryb sportowy będzie radzić sobie zdecydowanie lepiej, utrzymując niższe przełożenia, ale ceną za to będzie wyższe spalanie.

Oczywiście nikt nie spodziewał się rewelacyjnych wrażeń dźwiękowych, ale Skoda, zwłaszcza przy zimnym silniku, po prostu klekocze, „jak na TDI przystało”.

W niezbyt czystych okolicznościach przyrody Skoda kusi łatwym dostępem do bagażnika. Tylna klapa otwierana jest elektrycznie i bezdotykowo. Sam kufer mieści wg danych producenta między 479, a 588 litrów, przy założeniu, że nie mamy koła dojazdowego (nasz egzemplarz je miał). Bagażnik przy maksymalnie cofniętej tylnej kanapie jest więc nieco większy niż w przeciętnym samochodzie kompaktowym. Ma za to bardzo dobrze zorganizowaną przestrzeń w miejscach, gdzie „uciekają” litry pojemności – czyli w okolicach nadkoli. Po obu stronach mamy półeczki i schowki oraz solidne relingi za haczykami na których nie strach powiesić nawet ciężkie zakupy. Do tego z lewej strony oświetlenie bagażnika jest w stanie zmienić się w poręczną latarkę, a tylna półka jest miękką roletą, która rozwija się przy otwieraniu klapy. Choć spodziewałem się nieco lepszych wyników, jeśli chodzi o faktyczny litraż, to Skoda naprawdę dobrze rozwiązała całą resztę.

Przesuwana kanapa z kolei nie ukryje tego, że w Karoqu jest z tyłu mniej miejsca niż w Tiguanie, albo Octavii. Nawet maksymalne przesunięcie jej do tyłu nie powoduje, że robi się w niej wyjątkowo przestronnie. Za to z przodu miejsca jest całkiem dużo. Na tyle, żeby zupełnie nie narzekać na rozmiary Skody.

Naprawdę?!

Patrzę na srebrną Skodę, którą w tydzień pokonałem 2 600 km, a potem patrzę na jej cennik. I mam mieszane uczucia. Bo ten samochód zupełnie nie wygląda na swoją cenę. Wersja Style, z tym silnikiem, napędem i skrzynią biegów, zaczyna się od 131 500 zł. Egzemplarz doposażony „we wszystko”, tak jak na zdjęciach, to lekko abstrakcyjne 174 000 zł. Na tę cenę składają się takie dodatki jak Pakiet Asystentów Kierowcy Premium za 4 600 zł, elektrycznie sterowany fotel kierowcy z pamięcią, za 2 200 zł, nawigacja Columbus (3 800 zł), tapicerka z Alcantary za 5 500 zł, potężne panoramiczne okno dachowe za 4 500 zł, czy elektrycznie składany hak holowniczy, kosztujący 3 800 zł. I jeszcze mnóstwo innych drobiazgów, od systemów rozpoznawania znaków drogowych, przez Park Assist, po pakiet na bezdroża (dodatkowa płyta pod silnikiem) i dywaniki. W standardzie wersji Style znajdziemy reflektory Full LED z automatycznymi światłami drogowymi, felgi 18″, system bezkluczykowy, aktywny tempomat (do 160 km/h), ogrzewane fotele, radio Bolero z podłączeniem Smartlink+, czy czujniki parkowania z przodu i z tyłu – czyli całkiem niezłe wyposażenie.

Skoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG Style | fot. Marcin Napieraj

Skoro samochód jest tak drogi, to może warto wybrać coś innego? Moim pierwszym pomysłem była Octavia Scout. Samochód niewiele gorszy „w terenie”, z lepszymi osiągami, większy i lepiej wykończony. Doposażony do poziomu Karoqa będzie jednak… droższy (o ok. 8 tys. zł). Ale warto się nad nim zastanowić. Można jeszcze skierować się do Forda. Za podobną kwotę znajdziemy niemal identycznie wyposażoną Kugę Titanium z silnikiem 2.0 TDCI 150 KM, skrzynią Powershift i napędem AWD. Samochód nieco większy, choć również nieco wolniejszy. Zawsze jeszcze pozostaje nam Kia Sportage. 185 KM, automat, 4×4 i kompletne wyposażenie dadzą cenę niemal 20 tys. zł niższą od ceny testowanego Karoqa.

Myślę, że sporo złego robią tu ceny dodatków i konfiguracja testowej wersji. Karoq Style, z dorzuconymi kilkoma dodatkowymi elementami wyposażenia (pakiet Comfort Style i jakieś drobiazgi), z ceną cennikową 140 – 145 tys. zł byłby i tak nieźle wyposażony, a zdecydowanie bardziej „do przełknięcia” – choć też drogi i miałby swoje wady.

Zalety:
  • pewne zawieszenie
  • praktyczne wnętrze
  • wygodny fotel
  • ustawny i praktyczny bagażnik

Wady:
  • wysoka cena
  • niezbyt oszczędny silnik
  • przeciętny układ kierowniczy
  • nienajlepsze plastiki i spasowanie elementów
  • przeciętna ilość miejsca z tyłu

Podsumowanie

Karoq na śniegu się sprawdził. Ma niezły napęd, jest dość dynamiczny, komfortowy i bogato wyposażony. Tyle tylko, że jest bardzo drogi w testowanej konfiguracji, przeciętnie wykonany i niezbyt oszczędny. Mam mieszane uczucia, choć nie wątpię, że w innych wersjach wyposażenia i silnikowych może okazać się sukcesem. Pytanie tylko, czy mnogość SUV-ów w koncernie nie spowoduje pewnej dezorientacji klientów. Osobiście Kodiaq zrobił na mnie lepsze wrażenie i jest zdecydowanie bardziej wart swojej ceny.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaSkoda Karoq 2.0 TDI 4x4 DSG
Silnikt. diesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1968 cm³
Moc maksymalna110 kW (150 KM) przy 3 500 - 4 000 obr/min
Maks. moment obrotowy340 Nm przy 1 750 - 3 000 obr/min
Skrzynia biegówautomatyczna, siedmiobiegowa
Napęd4x4, dołączany
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony225/50R18
Bagażnik / po złożeniu siedzeń479-588/1610 l
Zbiornik paliwa55 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4382/1841/1603 mm
Rozstaw osi2638 mm
Masa własna /ładowność1516/642 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/2000 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie5,7/4,9/5,2 (średnie z testu: 7,9)
Emisja CO2138 g/km
Prędkość maksymalna195 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h9,3 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. lub co 2 lata
Cena wersji podstawowej(1.0 TSI Ambition) 87 900 zł zł
Cena wersji testowej131 500 zł zł
Cena egz. testowego174 000 zł zł