Test

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | TEST

Miało być pięknie

Na dystansie:
540 km

Niebanalny design, bogate wyposażenie, dość pewne zawieszenie i napęd, niezły układ kierowniczy i świetna skrzynia biegów, z mocnym silnikiem. Wygląda na świetny samochód? Tak miało być z najnowszym Hyundaiem KONA 1.6 T-GDI. Sprawdźcie, jak skończył się test.

Zanim przejdę do szczegółów, to uspakajam, że wszystkie wymienione plusy w Hyundaiu KONA występują. Jednak jak mawiał klasyk: “Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów”. Ale od początku.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Wyróżniający

Podchodząc do Hyundaia nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z samochodem kompaktowym. Długość to niecałe 4,2 metra, przy rozstawie osi 260 cm. A więc jednak bliżej segmentu B. Tyle, że stylistyka, choć bardzo odważna, to jednak sprawia, że samochód wydaje się doroślejszy i większy. Złośliwi twierdzą, że KONA nieco “zapatrzyła się” na współczesne Citroeny. Ja widzę jeszcze (pomijając kwestię charakterystycznej atrapy) inspirację Jeepem Cherokee, z wąskimi lampami “górnymi” i “wysoko idącymi” niemalowanymi plastikami, w których osadzono pozostałe przednie światła. Podobnie jest z tyłu, gdzie mamy do czynienia z rozbudowaną dolną częścią i wysoko umieszczonymi, poziomymi lampami (w wersji Premium – diodowymi). Samochód naprawdę może się podobać, zwłaszcza jeśli zamówimy go w żywym, lub chociaż jasnym, kolorze – takim jak nasz testowy limonkowy. Przy ciemnoszarym, czy czarnym duża ilość detali po prostu “zniknie” i Hyundai straci swoją oryginalność.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Po zajęciu miejsca w środku okazuje się, że samochód cierpi na coś, co osobiście nazywam “syndromem Skody Rapid“. Jeśli chodzi o przestrzeń “wzdłuż” i nad głowami, jest naprawdę nieźle, zwłaszcza z przodu. Natomiast zaraz za “zewnętrznymi” ramionami kierowcy i pasażera zaczynają się drzwi i szybka – innymi słowy, KONA jest dość wąskim samochodem wewnątrz. Nie jest do wada dyskwalifikująca, ale wyraźna. Na szczęście fotel, choć również niezbyt obszerny, jest dość wygodny, a pozycja za kierownicą bardzo poprawna. Kierowca ma też pod ręką wszystko, co mu będzie potrzebne do jazdy. Ergonomia Hyundaia jest niemal wzorowa (mógłbym jedynie prosić o jakiś skrót do telefonu na szybkim i przejrzystym ekranie systemu inforozrywkowego) a wszystkie wyświetlacze – bardzo proste i czytelne. Nie jest to może arcydzieło designu wnętrz, ale za to ciekawie ożywione pakietem wykończeń w kolorze nadwozia oraz różnymi ciekawymi fakturami plastików. Szkoda tylko, że duża część deski rozdzielczej jest twarda i niezbyt przyjemna w dotyku. Po modelach I30 i IONIQ, spodziewałem się naprawdę dobrego wrażenia. Tymczasem jest zaledwie poprawne.

Wrażenie może za to robić ilość wyposażenia na pokładzie. Co prawda za żadną dopłatą nie uda nam się znaleźć dwustrefowej klimatyzacji, ale za to możemy korzystać ze skórzanej tapicerki, podgrzewanych i wentylowanych foteli z elektryczną regulacją, ogrzewanej kierownicy, pakietu asystentów, nawigacji, kamery cofania, dobrego systemu audio (sygnowanego przez amerykańską firmę KRELL), czy chociażby ekranu HUD, pokazującego najważniejsze informacje “na przedniej szybie”. Całkiem nieźle, jak na segment B.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Jeśli chodzi o przestrzeń, to całkiem nieźle jest również z tyłu. Oczywiście biorąc pod uwagę rozmiar samochodu. Są kompakty z większą ilością miejsca na kolana. Jednak tutaj mamy do czynienia z odpowiednio ukształtowanymi plecami foteli oraz kanapą, dzięki czemu jeśli nie będzie się jechać w cztery wysokie osoby, powinno być całkiem wygodnie. Zwłaszcza, że i kanapa jest nieźle wyprofilowana, choć sprawia wrażenie za to dość twardej.

Rozczarowuje nieco bagażnik. Subiektywnie wydaje się bardzo mały, choć producent obiecuje 346 litrów przestrzeni. Dostęp jest szeroki, ale sam kufer dość płaski i, przede wszystkim, krótki. Można go za to powiększyć poprzez złożenie oparć. Wtedy otrzymamy 1143 litry. Konkurencja radzi sobie w tym temacie zazwyczaj lepiej.

Co poszło nie tak?

Nie chcę od samego początku narzekać, więc najpierw napiszę, co “pod maską” Hyundaia mi się podoba. Przede wszystkim, sama możliwość zamówienia samochodu tego typu o mocy niemal 180 KM, z dwusprzęgłowym automatem i napędem na obie osie. Podoba mi się to, że przy ustawieniu trybu Sport, samochód naprawdę “jedzie”, a reakcja na gaz jest zadowalająca. Dynamika przy wyprzedzaniu jest na dobrym poziomie, więc nikt nie powinien narzekać na to, jak KONA przyspiesza (poza trybem Eco, gdzie faktycznie zachowuje się, jakby mocy było sporo mniej). Do dyspozycji kierowcy jest w końcu 265 Nm dostępne w bardzo szerokim zakresie. 100 km/h “pęka” po niecałych 8 sekundach. Poza tym zachwycony jestem, jak zwykle, pracą przekładni 7DCT. Koreański “automat” pracuje niemal niezauważalnie, bez szarpania i bardzo szybko, zarówno przy wrzucaniu wyższych, jak i podczas redukowania. W 99% przypadków podejmuje słuszne decyzje co do przełożenia, które może być nam potrzebne. Tryb manualny jest w zasadzie niepotrzebny na co dzień.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Czyli co? Wszystko ok? Otóż nie. Silnik może i dobrze napędza koreańskiego crossovera, ale robi to zdecydowanie zbyt głośno i z bardzo nieprzyjemnym brzmieniem. Nawet w zakresie 1 000 – 3 000 obr/min., przy dodawaniu gazu brzmi, jakby się męczył. Przy prędkościach autostradowych w samochodzie nie jest cicho – oprócz silnika słychać również opony oraz powietrze opływające samochód. Jednak to jeszcze można by było w jakiś sposób znieść. Nie jest to hurgot jak w starym Jelczu, a w tym segmencie nie każdy producent przykłada się aż tak bardzo do wyciszenia. Więc można by zrzucić to na karb budżetowości samochodu. Tyle tylko, że po pierwsze Hyundai nie aspiruje (co widać po kilku ostatnio wprowadzonych modelach) do bycia producentem budżetowym. Po drugie… musimy kończyć, bo zaświeciła się rezerwa. Już?

Crossover segmentu B, z dołączanym napędem na cztery koła, elastycznym silnikiem oraz dobrze zestopniowaną przekładnią, pożera dowolne ilości paliwa. Dowolne, czyli na autostradzie pali tyle co testowana przeze mnie ostatnio KIA Stinger V6, a wszystkie pomiary na trasie plasują go w okolicach również niedawno pokazanego na naszych łamach Infiniti Q50… z trzylitrowym, czterystukonnym V6 biturbo. Ciężko jest zmusić 1.6 T-GDI, żeby zeszła poniżej 6,7 – 6,8 litra. Za to przy niekorzystnych warunkach aerodynamicznych, na autostradzie przy 140 km/h zobaczymy i wyniki na poziomie 11,5 l/100 km. W mieście spodziewajcie się wyników na poziomie minimum 9,5 l/100 km, a jeśli utkniemy w solidnym korku to okaże się, że mogliśmy sobie kupić coś o dużo większym silniku (sam miałem na jednej trasie wynik przekraczający – wg wskazań, 16 l/100 km)test wykazał średnie spalanie miejskie na poziomie 12,5 l/100 km. Podejrzewam, że za te wyniki w trasie odpowiedzialna jest aerodynamika, a poza tym swoje dokłada też niezbyt niska masa – wg dowodu rejestracyjnego KONA waży nieco mniej niż 1 500 kg. Poza tym… po prostu 1.6 T-GDI nie jest oszczędny.

zużycie paliwaHyundai KONA 1.6 T-GDI 4WD
przy 100 km/h:7,1 l/100 km
przy 120 km/h:8,2 l/100 km
przy 140 km/h:10,3 l/100 km
w mieście:12,5 l/100 km

To Wam się spodoba

O ile uważam, że mimo niezłych osiągów silnik w Hyundaiu nie jest trafiony, to całe podwozie i układ jezdny są naprawdę mocnym punktem. KONA jest po prostu bardzo pewnym, neutralnie prowadzącym się i dającym nawet nieco radości samochodem. Szybkie wejścia w zakręt mogą spowodować co prawda lekką podsterowność, ale ta jest dość szybko korygowana dopiętą tylną osią oraz systemem ESP. Po odłączeniu go, oraz spięciu na stałe napędu 4×4 (działa nie tylko przy powolnej jeździe) można nawet prowokować uślizgi tylnej osi. Za to, żebyśmy dobrze wiedzieli, co dzieje się z naszym samochodem, odpowiada układ kierowniczy o odpowiedniej sile wspomaganie i dobrze dobranym przełożeniu. Zarówno w mieście, jak i na trasie nie odbiega niczym od europejskiej i japońskiej konkurencji, a w kilku przypadkach nawet ją przewyższa dość sporą przewidywalnością. To już zdecydowanie nie te czasy, kiedy układy były zbyt gumowe, czy zbyt mocno wspomagane.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

Napęd 4×4 dzięki warunkom pogodowym, udało nam się przetestować również na śniegu. Dzięki temu wiemy, że może nie tyle “żadna zima jest mu niestraszna”, ale przy warstwie mokrego śniegu nie przekraczającej prześwitu (17 cm) powinniśmy poradzić sobie na każdej nawierzchni. KONA zarówno w trybie automatycznym, jak i przy “usztwynionym” napędzie dość szybko wygrzebuje się z gorszego podłoża. Na pewno podpasuje osobom, które zamierzają jeździć nią po nieasfaltowych drogach. Do kompletu Hyundai dołożył jeszcze asystenta zjazdu ze wzniesienia. Terenówki to z samochodu nie zrobi, ale może ułatwić życie.

Również zawieszenie zebrało u mnie dość dobrą opinię i będzie Wam odpowiadać, jeśli tylko nie oczekujecie samochodu bardzo miękkiego. Wręcz przeciwnie. Na niewielkich poprzecznych nierównościach potrafi czasem nerwowo podskakiwać, więc na pewno nie każdemu przypadnie do gustu tego typu charakterystyka. Jeśli jednak lubicie, jak jest sztywniej i “bardziej sportowo”, to proszę bardzo. Żółtozielony crossover jest bardzo pewny, nie wychyla się na zakrętach i nie robi niespodziewanych rzeczy podczas nawet szybkiego pokonywania łuków. Na autostradzie i w mieście będzie przy tym dość komfortowy. Nieźle też spisują się hamulce.

W mieście przyda się kamera cofania, komplet czujników i asystent martwego punktu. Za oświetlenie odpowiadają lampy diodowe (w tej wersji), które jednak przy kiepskich warunkach pogodowych szybko zachodzą błotem i lodem co ogranicza ich skuteczność.

Hyundai KONA 1.6 T-GDI 7DCT 4WD Premium | fot. Marcin Napieraj

 

Cena oryginalności?

Nie będziemy się oszukiwać. KONA w testowanej wersji jest po prostu droga. Mówimy co prawda o samochodzie, który ma niedużą konkurencję na rynku w tej wersji silnikowej, bo jest mocny, ma 4×4, automat i naprawdę niemal kompletne wyposażenie, ale bazowe Premium z takim napędem to wydatek minimum 114 990 zł. Testowany samochód, z lakierem Acid Yellow, Czarnym dachem i pakietem Skóra – 122 690 zł. A jesteśmy wśród crossoverów segmentu B. Do tego kilka wad tego samochodu zupełnie zniechęca do wydania na niego takiej kwoty, mimo wielu niezaprzeczalnych zalet. Na “pocieszenie” – konkurencja potrafi być droższa. Realnie jednym z niewielu samochodów, który może współzawodniczyć z Hyundaiem 1.6 T-GDI, jest nowy VW T-Roc z jednostką 2.0 TSI, 4Motion i DSG. Oba wozy można podobnie wyposażyć (różnice są niewielkie. Koreańczyk ma podgrzewaną kierownicę i wentylowane fotele, Niemiec przekonuje aktywnym tempomatem i kilkoma technologicznymi nowinkami), i wtedy okazuje się, że za Volkswagena trzeba zapłacić ok. 147 tys. zł. Mimo wszystko, nie szedłbym tu w usprawiedliwianie “a konkurencja jest jeszcze droższa” – oba wozy są “przeszacowane” w stosunku do tego co oferują. Nawet nieco większy (acz wolniejszy) Fiat 500X w wersji Cross, po doposażeniu do podobnego poziomu, nie powinien przekroczyć 116 500 zł.

Zalety:
  • świetna skrzynia biegów
  • bogate wyposażenie
  • niezły napęd na cztery koła
  • pewne zawieszenie i układ kierowniczy

Wady:
  • wysoka cena
  • bardzo wysokie zużycie paliwa
  • niewielki bagażnik
  • nieco zbyt sztywne zawieszenie
  • głośność podczas szybszej jazdy
  • twarde plastiki we wnętrzu

Podsumowanie

Nie mogę powiedzieć, że KONA jest złym samochodem. Szczerze mówiąc, w wielu aspektach jest naprawdę dobra. Zwłaszcza jeśli chodzi o układ jezdny, to w segmencie pewnie nic nie prowadzi się pewniej i lepiej (nie dotyczy Juke’a Nismo RS). Jest też nieźle zaprojektowana i bogato wyposażona. Ale jestem mocno rozczarowany po tygodniu jazdy. Przede wszystkim, silnik, po którym obiecywałem sobie wiele, okazał się być głośny i wiecznie głodny. Ja oczywiście rozumiem, że 180 KM nie może palić 5 l/100 km, ale nie powinno palić tyle, co samochody o 50 – 150 KM mocniejsze i większe. Ponadto Hyundai żąda za swojego crossovera w topowej wersji nieco zbyt dużo. I to, że nie konkurencja jest jeszcze droższa, nie za bardzo jest dla mnie usprawiedliwieniem. W tym kontekście niewielki bagażnik, czy przeciętne materiały wykończeniowe w niektórych miejscach, to już drobiazgi. Może w innej wersji silnikowej miałbym zupełnie inne zdanie na temat tego samochodu, dlatego jeśli Was zainteresował, to przyjrzyjcie mu się dokładniej. Miejmy nadzieję, że na rynku w tym roku pojawi się również diesel oraz, na przykład, “średni” silnik benzynowy, poza 1.0 i 1.6.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaHyundai KONA 1.6 T-GDI 4WD
Silnikt. benz, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1591 cm³
Moc maksymalna130 kW (177 KM) przy 5 500 obr/min
Maks. moment obrotowy265 Nm przy 1 500 - 4 500 obr/min
Skrzynia biegówautomatyczna, siedmiobiegowa
Napęd4x4, dołączany
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony235/45R18
Bagażnik / po złożeniu siedzeń361/1143 l
Zbiornik paliwa50 l
Typ nadwoziacrossover
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4165/1800/1565 mm
Rozstaw osi2600 mm
Masa własna /ładowność1459/451 kg
Masa przyczepy / z hamulcem600/1250 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie8,0/6,0/6,7 (średnie - 9,8)
Emisja CO2153 g/km
Prędkość maksymalna205 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h7,9 s
Gwarancja mechaniczna5 lat
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/ 5 lat
Okresy międzyprzeglądoweco 15 tys. lub co rok
Cena wersji podstawowej(1.0 T-GDI Classic Plus) 69 990 zł
Cena wersji testowej114 990 zł
Cena egz. testowego122 690 zł