To SUV, którego Ford potrzebuje. Jest z nim tylko jeden problem

Ford Edge zawsze był jednym z najciekawszych modeli w gamie tej marki. Nowe wcielenie wygląda zupełnie inaczej i ma nietypowe pochodzenie. Prawda jest jednak taka, że w Europie taki samochód mógłby być hitem.

Jeszcze kilka lat temu Ford Edge był jednym z filarów amerykańskiej gamy marki. Ten dość specyficzny wizualnie SUV zadebiutował w 2006 roku i szybko zdobył popularność w USA. Pomogło w tym przestronne wnętrze, komfortowe zawieszenie oraz mocne silniki.

Druga generacja trafiła z kolei także do Europy. Ford próbował wtedy przekonać klientów do bardziej amerykańskiej interpretacji rodzinnego SUV-a, stawiając na bogate wyposażenie i dużą ilość miejsca.

Europejska kariera Edge’a nie trwała jednak długo. Rosnące wymagania dotyczące emisji spalin oraz zmieniające się trendy sprawiły, że model stopniowo znikał z kolejnych rynków. W 2024 roku Ford zakończył jego sprzedaż także w Ameryce Północnej. Wydawało się więc, że historia tego modelu dobiegła końca. Otóż wcale tak się nie stało. I choć Ford Edge wygląda teraz zupełnie inaczej, to ma więcej sensu niż kiedykolwiek w swojej historii.

Ford Edge 2027

To Ford Edge z literą L w nazwie. Mógłby być niczym nowe Mazdy w Europie

Jak pewnie wiecie Mazda 6e, jak i nowa CX-6e, to samochody grupy Changan, które trafiły do Europy z nowymi nadwoziami i wnętrzami, aby wspomóc japońskiego producenta. Być może o tym nie wiecie, ale Ford także współpracuje z tym chińskim koncernem. Tak, Edge L to dzieło tej spółki joint-venture.

W ofercie ten duży SUV jest od ponad trzech lat i właśnie przeszedł pierwszy lifting. Dokumenty opublikowane przez chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych ujawniły komplet zmian jeszcze przed oficjalną premierą. Modernizacja skupia się głównie na stylistyce przodu i tyłu nadwozia, ponieważ boczna część karoserii praktycznie się nie zmieniła.

Ford Edge 2027

Największą nowością jest przeprojektowany grill. Ma bardziej kanciasty kształt i nowy wzór wypełnienia. Jednocześnie skuteczniej ukrywa reflektory LED, które wkomponowano w jego strukturę. Przedni zderzak dostał pionowe wloty powietrza oraz nową dolną osłonę przypominającą aluminiową płytę ochronną.

Zmiany z tyłu są bardziej subtelne. Przeprojektowano tutaj klapę bagażnika i zmieniono kształty detali. Same grafiki świateł LED pozostały praktycznie bez zmian. Tablica rejestracyjna trafiła ze środkowej części klapy na zderzak. Zmieniono też dyfuzor oraz rozmieszczenie odblasków.

W dokumentach homologacyjnych pojawiły się również nowe opcje wyposażenia. Klienci będą mogli wybierać pomiędzy felgami od 19 do 21 cali. Dostępne będą także różne warianty wykończenia nadwozia, w tym czarne dodatki stylistyczne i dwukolorowe malowanie.

Co ciekawe, w papierach nie pojawia się wersja ST-Line. Aktualnie taka odmiana znajduje się w ofercie i wyróżnia się bardziej agresywnym bodykitem oraz innymi felgami.

Ford Edge stawia na maksymalizm. W kabinie wita Was ściana ekranów

W kabinie dominują ekrany - jak to w chińskich samochodach. Kierowca korzysta z cyfrowych zegarów o przekątnej 12,3 cala, natomiast centralny wyświetlacz systemu multimedialnego ma aż 27 cali. W droższych wersjach pojawiają się również rozkładane fotele kapitańskie w drugim rzędzie z wysuwanymi podnóżkami oraz panoramiczny dach.

Aktualny Edge L oferuje trzy rzędy siedzeń oraz konfiguracje sześcio- albo siedmiomiejscowe. W Europie taki samochód zdecydowanie przydałby się tej marce, zwłaszcza w perspektywie ciągłej popularności segmentu SUV.

Co więcej, napęd też jest bardzo europejski, zwłaszcza gdy mówimy o hybrydzie

Podstawowy wariant chińskiego Forda nadal wykorzystuje turbodoładowany silnik 2.0 EcoBoost o mocy 249 KM. Alternatywą pozostaje hybryda (klasyczna, nie wymaga ładowania z gniazda), której moc systemowa to 271 KM.

Edge L zajmuje w chińskiej gamie miejsce pomiędzy modelem Equator a Explorer. Ceny startują od 229 800 juanów, czyli około 120 000 złotych. Co ciekawe od ubiegłego roku Edge L trafia także do Meksyku.

Może to więc czas na to, aby chińskie Fordy trafiły na Stary Kontynent? Pojawiają się już w Meksyku, gdzie cieszą się sporym uznaniem. Może to jest ten moment, aby pójść ścieżką Mazdy, którą niebawem chce podążać także Volkswagen?