Volkswagen ID. Buzz miał dostać range extender. Wyszło na to, że pasażer trzymałby go na kolanach

Volkswagen ID. Buzz nie sprzedaje się tak dobrze, jak pierwotnie zakładano. Rozwiązaniem problemów miał być range extender. Problem w tym, że trzeba byłoby go trzymać w rękach.

Volkswagen liczył na znacznie większy sukces ID. Buzza, zwłaszcza w Ameryce Północnej. Rzeczywistość szybko zweryfikowała jednak plany marki z Wolfsburga. Problemem stały się dwie kwestie: ceny i zasięg. Ten ostatni, zwłaszcza przy gorszych warunkach pogodowych, jest bardzo rozczarowujący.

Niemcy szukali więc rozwiązania, które byłoby idealnym kompromisem. Pojawiła się tutaj nawet koncepcja napędu z range extenderem, który mógłby przekonać niezdecydowanych klientów. Ostatecznie z pomysłu zrezygnowano z bardzo prozaicznego powodu.

Volkswagen chciał wydłużyć zasięg ID. Buzza. Platforma MEB pokrzyżowała te plany

Stefan Mecha, szef Volkswagen Commercial Vehicles, potwierdził, że producent rzeczywiście analizował możliwość wyposażenia ID. Buzza w niewielki silnik spalinowy pełniący rolę generatora prądu.

Range extender miał ograniczyć obawy klientów związane z zasięgiem i zwiększyć atrakcyjność modelu na rynkach, gdzie infrastruktura ładowania nadal pozostawia wiele do życzenia.

Pomysł szybko napotkał jednak poważny problem. ID. Buzz korzysta z platformy MEB, która od początku powstała wyłącznie z myślą o samochodach elektrycznych. Dodatkowo projektanci zastosowali bardzo krótkie zwisy nadwozia, przez co nie udało się znaleźć miejsca na montaż jednostki spalinowej i całego niezbędnego osprzętu. Przeprojektowanie konstrukcji byłoby zbyt kosztowne.

Volkswagen ID. Buzz range Extender

Tym samym taki mały silnik wylądowałby niemalże na kolanach pasażera jadącego z przodu. Nawet stricte kompaktowa jednostka, w stylu REX-a z BMW i3 (tego starego, oryginalnego) nie byłaby tutaj rozwiązaniem.

Volkswagen ID. Buzz nie sprzedaje się rewelacyjnie

W ubiegłym roku Volkswagen sprzedał na świecie 60 700 egzemplarzy ID. Buzza. Teoretycznie był to wynik dwukrotnie lepszy niż rok wcześniej, nie wszystkie rynki spełniły oczekiwania producenta.

Największym rozczarowaniem okazała się Ameryka Północna, gdzie do klientów trafiło zaledwie 6140 samochodów. Skala zainteresowania była na tyle mała, że Volkswagen całkowicie zrezygnował ze sprzedaży. Producent chce najpierw wyprzedać auta zalegające u dealerów.

ID. Buzz wróci do amerykańskiej oferty jako rocznik modelowy 2027. Otrzyma niewielkie zmiany oraz nową wersję przygotowaną z myślą o turystyce i biwakowaniu.

Jednocześnie marka z Wolfsburga na nowo tworzy plany dla dostawczaków

Poślizg z ID. Buzzem pokazał Volkswagenowi, że projektowanie osobnych platform dla poszczególnych modeli utrudnia szybkie reagowanie na potrzeby rynku. Odpowiedzią na to ma być nowa architektura o nazwie Space.

Docelowo zastąpi ona kilka obecnych konstrukcji wykorzystywanych przez samochody użytkowe. Powstaną na niej kolejne generacje Caddy, Multivana i Transportera, a następca Craftera otrzyma wiele wspólnych komponentów. Tu widać więc, że romans z Fordem nie idzie po myśli tego koncernu, a kolejne wcielenie znanych modeli będzie już autorską konstrukcją.

Tu warto dodać, że architektura Space nie będzie platformą wyłącznie dla samochodów elektrycznych. Choć pierwotnie projektowano ją właśnie z taką myślą, obecnie trwa dostosowywanie konstrukcji do napędów hybrydowych. Volkswagen przyznaje, że elektryfikacja segmentu samochodów użytkowych postępuje wolniej od wcześniejszych prognoz - tym samym przyszłe modele muszą zapewnić większą elastyczność.

Moim zdaniem warto docenić Volkswagena za to, że nie brnie w ślepą uliczkę, tylko przejrzał na oczy. Kompromis w ofercie musi się pojawić, a brak wersji hybrydowych/spalinowych w autach użytkowych byłby bardzo dużym błędem.

Idealny przykład? Mercedes VLE. Choć jest to luksusowy van, to jego sprzedaż pozostaje na bardzo niskim poziomie. Klienci czekają na diesla, który ma trafić na rynek za około dwa lata.