W 80 dni dookoła świata, czyli testuję DS No4 w odmianie Jules Verne

Teraz nazywa się DS No4 i debiutuje w odmianie poświęconej jednemu z najsłynniejszych pisarzy. Czy w tym teście okaże się, że to "Testament dziwaka", czy "Wulkan złota"? Sprawdzamy ten koktail Sellantisu.

DS-y nie mają łatwo. To marka, na którą trochę brakuje odwagi, choć pomysły są. Ale stellantisowa unifikacja modeli powoduje, że trudno się wybić temu sztucznie stworzonemu premium, zwłaszcza, że zaczyna w segmentach, które są bardzo ciasno upchane konkurencją. Być może dlatego właśnie DS 4 drugiej generacji jest bardzo rzadkim widokiem. Po liftingu stał się DS No4 i zyskał nieco więcej charakteru. Ale czy to wystarczy? Jedno jest pewne. Testowana odmiana Jules Verne na pewno nie cierpi na jego brak.

DS No4 Jules Verne to "Cudowna Wyspa", choć z problemami

Nowy No4 wygląda lepiej, to fakt. Nie powiem, czy jest autem, w którym można się zakochać, ale styliści napracowali się, aby wyglądał "jakoś". Nie jestem może fanem tych długaśnych wąsów, ale listwa LED jest ciekawie wkomponowana w przód auta. Podobają mi się też tylne lampy oraz lakier, który na początku wziąłem za zwykły szary, a tymczasem jest on delikatnie perłowy i wpada w fiolet. Największym problemem jest bryła modelu. Ani to crossover, ani zgrabny, pięciodrzwiowy hatchback.

DS No4

Po zajęciu miejsca w środku, przyznaję, uśmiecham się szeroko. Co prawda to są wszystko klocki koncernu i wszystko już widziałem. A niektórych rzeczy wolałbym nie widzieć, bo za multimedia odpowiadał jakiś "Straszny Wynalazca", który nie lubi, jak się z nich korzysta. Są wolne, zawieszają się i wciąż tylko w niektórych ustawieniach da się korzystać z ustawień temperatury bez dodatkowych kliknięć. Ale mają nieco zmienioną grafikę, podobnie jak zegary cyfrowe.

I naprawdę wyglądają ładnie.

No i wciąż, w DS No4 znajdziecie całkiem sporo fizycznych przycisków i skrótów, które pozwalają na łatwiejszą nawigację po menu auta.

A samo wnętrze? Przyznam, że dawno nie miałem do czynienia z DS, ale Jules Verne robi wrażenie. Niebieska skóra, dużo alcantary, w tym w pełni obszyta deska rozdzielcza z pięknymi detalami nawiązującymi do francuskiego guru powieści podróżniczej i sci-fi. Ta róża wiatrów jest genialna. Zresztą, całe wnętrze, mocno obudowujące kierowcę i pasażera, jest bardzo przytulne, ciekawe, dobrej jakości i zwyczajnie przyjazne. Tyle, że nie ma tu zbyt wiele miejsca. Już na krótszych dystansach czułem, że jest mi ciasno (a nie należę do olbrzymów), a boję się, że choć fotele są wygodne, to po długiej trasie czułbym się jak po pięciu tygodniach w balonie.

Z tyłu też miejsca jest tyle, że choć teoretycznie mamy do dyspozycji dość wygodną kanapę i akceptowalną ilość miejsca na kolana, to wygodnie będą miały tylko dzieci kapitana Granta. Po prostu linia dachu mocno opada i ogranicza przestrzeń nad głową. 

Bagażnik ma przyzwoite 430 litrów, co pozwoli na spakowanie paru sakiewek podróżnych, choć raczej nie na dwa lata wakacji.

Nie znoszę i uwielbiam jednocześnie

145 KM w wydaniu Stellantisu to silnik, który jednocześnie jest nieznośny, głośny i jest wspomnianym wcześniej testamentem dziwaka, ale o dziwo, dopracowanym. Dopracowanym do tego momentu, w którym nie wiesz, czy Cię bardziej irytuje terkotanie tego silnika przy przyspieszaniu, czy cieszy niskie zużycie paliwa. Czy wkurza jego ospałość (tu swoje dokłada sześciobiegowy, dwusprzęgłowy automat, który zawsze ma przerwę na kawę), czy cieszy, że przy prędkościach autostradowych zachowuje się zaskakująco dynamicznie?

Przedziwna jednostka, godna francuskiego pisarza. Choć ten pewnie zrobiłby z niej dom parowy, albo coś w tym stylu, zamiast zwykłego silnika benzynowego. Niemniej, trzeba przyznać, DS No4 jest bardzo dobrze wyciszony, dlatego podróże w trasie mogą być przyjemnością.

I owszem, wolałbym, żeby pod maską spoczywała czterocylindrowa jednostka np. 1.6 o mocy ok. 150 KM. Ale takiej koncern nie chce tam dawać. Szkoda, bo bardziej pasowałaby do charakteru auta. Zwłaszcza, z taką miękką hybrydą jak tutaj, która pozwala na dość intensywne korzystanie z prądu.

No ale nie ma, więc w zamian zadowolę się wspomnianym zużyciem paliwa. W końcu ten niemały samochód potrafi bez problemu w mieście potrzebować ok. 7 l/100 km, a w spokojnej trasie mieści się poniżej 6 l/100 km. Nawet w trasie zbiornik paliwa (52 litry) wystarczy na długo - blisko 700 kilometrów na autostradzie.

zużycie paliwa DS No4 145
Przy 100 km/h: 4,5
Przy 120 km/h: 6,0
Przy 140 km/h: 7,5
w mieście: 6,2 - 8,5 l/100 km

Nie tylko wzór felg zaburza mi ten obraz

Nie jestem fanem wizualnej strony felg. Ale też te 19-ki, które założono na auto, ograniczają komfort jazdy. Do tego są zaskakująco wąskie (205 mm szerokości). Na szczęście DS No4 prowadzi się nieźle i braku dodatkowej powierzchni przylegającej nie czułem.

Powiedziałbym, że jest nieźle, i choć prowadzenie mogłoby być dużo naturalniejsze, to nasz "kapitan Nemo" prowadził się przyjemnie.

Komfort też jest dobry. Nie jest to żadna napowietrzna wioska, czy inny mięciutki Citroen. To solidne zawieszenie, które gdyby nie niskoprofilowa opona dobrze wybierałoby nierówności.

W ogóle, przyznam, to zaskakująco przyjemny wóz. Spodziewałem się auta, które będzie "kolejnym z dziesiątek przetestowanych", a mam nawet po kilkunastu dniach od testu, dość pozytywne wrażenia.

Świat do góry nogami, czyli kompakt za 173 000 zł

Tyle kosztuje DS No4 Jules Verne. Pomyślicie sobie, że ta wersja to na pewno jest "top of the top". No nie. To trzecia od dołu odmiana, do której nie da się wiele dokupić. Fakt, jest tu wszystko to co potrzeba, i nie brakowało mi niczego. Może poza elektrycznie otwieraną klapą bagażnika. Ale nie jest to coś, bez czego nie przeżyję. Popatrzmy na zestawienie cenowe z "braćmi" z koncernu. Peugeot 308 w wersji GT, z tym samym silnikiem, będzie kosztował 153 000 zł. Podobnie Astra.

Ale ponieważ DS chce być bardziej premium, to sprawdźmy jakiś samochód, który bez wątpienia jest zaliczany do tego segmentu. BMW 116i, po doposażeniu wyszedł mi za... 176 300 zł. 

No i tu już robi się problem.

DS No4 Jules Verne 145 - podsumowanie i opinia

No i mam zgryz. Chciałbym powiedzieć, że to fajny samochód. Bo naprawdę dobrze mi się nim jeździło. Ma wygodne fotele, dobre zawieszenie, oszczędny silnik i bardzo przyjemne wnętrze. Ale jest też ciasny, ma bardzo przeciętne multimedia, silnik 1.2 oraz cenę jak za BMW.

Pozostając w klimacie Verne'a, DS to jest jednak "Wyspa Błądząca". Ale jakbyście dorwali taki egzemplarz z dobrym rabatem, to nie będę Wam go odradzał.

Zalety
  • Dużo stylu i świetne materiały wykończeniowe
  • Dobre wyciszenie
  • Oszczędny silnik
  • Dobre prowadzenie
Wady
  • Wysoka cena
  • Słabe multimedia
  • Ciasne wnętrze
  • Głośna praca zawieszenia

SILNIK t. benz, R3, 12 zaw. z układem Mild Hybrid
TYP ZASILANIA PALIWEM wtrysk bezpośredni
POJEMNOŚĆ 1199 cm3
MOC MAKSYMALNA 107 kW (145 KM)
MAKS. MOMENT OBROTOWY 230 Nm przy 1750 obr/min
SKRZYNIA BIEGÓW automatyczna, dwusprzęgłowa, sześciobiegowa
NAPĘD przedni
ZAWIESZENIE PRZÓD kolumny MacPhersona
ZAWIESZENIE TYŁ belka skrętna
HAMULCE tarczowe went./tarczowe
OPONY 205/55R19
BAGAŻNIK 430/1240 l
ZBIORNIK PALIWA 52 l
TYP NADWOZIA hatchback
LICZBA DRZWI / MIEJSC 5/5
WYMIARY (DŁ./SZER./WYS.) 4400/1866/1490 mm
ROZSTAW OSI 2675 mm
MASA WŁASNA / ŁADOWNOŚĆ 1463/542 kg
MASA PRZYCZEPY / Z HAMULCEM 750/1300 kg
ZUŻYCIE PALIWA 5,2 l/100 km
EMISJA CO2 116 - 117 g/km
PRZYSPIESZENIE 0-100 km/h 9,5 s
PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 203 km/h
GWARANCJA MECHANICZNA 2 lata
GW. PERFORACYJNA / NA LAKIER 12 lat/3 lata
CENA WERSJI PODSTAWOWEJ (Pallas) 154 300 zł
CENA WERSJI TESTOWEJ 164 300 zł
CENA EGZ. TESTOWANEGO 173 000 zł