Wsiadłem za kierownicę nowego Mitsubishi i znalazłem wszystko, czego mi ostatnio brakowało
Po miesiącach (niemalże) za kierownicą samochodów, w których jedynym centrum obsługi był ekran dotykowy, przesiadka do Mitsubishi Outlandera stała się cudownie relaksująca. Nagle uświadomiłem sobie jak bardzo próbujemy na nowo wymyślić koło.
Chyba już przywykliśmy do tego, że wszystkie nowe samochody to de facto smartfony na kołach, z wielkimi dotykowymi wyświetlaczami. Producenci najpierw zamienili monochromatyczne ekrany na proste kolorowe monitory. Później dodano im obsługę dotykową, a ich rozmiar rósł z roku na rok. Jednocześnie ten wzrost powoli pożerał kolejne przyciski - wypierając je niemal do zera. Mitsubishi Outlander w tym świecie jest dinozaurem, ale to akurat dobra cecha. Dawno nie czułem się w nowym samochodzie tak... komfortowo.

Mitubishi Outlander w zaskakująco zgrabny sposób łączy nowoczesne rozwiązania z tym, czego chcą klienci marki
A nie jest tajemnicą, że najbardziej pasują im proste przyciski, klasyczne przełączniki i zwyczajne pokrętła. To wszystko jest w tym samochodzie - i koegzystuje z wystarczająco dużym ekranem, który zapewnia kluczowe funkcje.
Po zajęciu miejsca za kierownicą Outlandera nie potrzebowałem kilku minut na szybkie rozpracowanie multimediów. Nie musiałem uczyć się "gdzie co jest", jak włączyć podgrzewanie foteli i gdzie kryje się obsługa systemów bezpieczeństwa. Wsiadłem za kierownicę, wcisnąłem stary dobry przycisk START/STOP (także znikający z wielu aut), na panelu klimatyzacji kliknąłem ekspresowo przycisk od podgrzewania foteli i kierownicy, a pokrętłem zmniejszyłem temperaturę.

Bez kombinowania, bez myślenia, bez zastanawiania się jak to zrobić. Jakież to odświeżające i przyjemne! To także dało mi do myślenia, że cały czas wiele firm próbuje wymyślić na nowo coś, co... mamy świetnie rozpracowane. Mitsubishi na szczęście jest jeszcze jedną z tych firm, które trzymają się klasyki. Japończycy na ergonomii akurat znają się bardzo dobrze.
Jakoś w lotnictwie "szklany kokpit" zastąpił tylko wybrane wskaźniki i przełączniki. Wciąż jednak jest tam wiele klasycznych przycisków, które obsługują konkretne funkcje. Ich obecność jest oczywista - chodzi o ergonomię, prostotę obsługi i brak ryzyka awarii.
Zasadniczo ta sama idea powinna przyświecać osobom projektującym samochody
W czasie jazdy nie możemy korzystać ze smartfonów, ale obsługa samochodu z poziomu ekranu jest już okej. Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba tutaj co chwile zmieniać wybranych ustawień, niemniej od czasu do czasu potrafi to odciągnąć uwagę. Tymczasem gdyby tak zachować zdrowy kompromis i obok tych dużych ekranów dać klasyczne przyciski i proste panele klimatyzacji, to wszyscy byliby szczęśliwie - a jazda stałaby się jakaś taka... bezpieczniejsza.