Recenzja: Złota, a skromna. Alfa Romeo Tonale Hybrid jest ładna, mało pali... i to tyle
Zauważyliście, że tych aut nie ma zbyt wiele na ulicach? Alfa Romeo Tonale jest z nami już cztery lata, ale wielkiej kariery w Polsce nie zrobiła. I w sumie to... nie dziwię się. Chociaż kilka lat temu uważałem, że to ciekawa propozycja, z biegiem lat nabrałem jednak przekonania, że ten model naprawdę kiepsko się starzeje. Testowana wersja Hybrid również.
Z czym kojarzy mi się testowana Alfa Romeo Tonale Hybrid po tych latach? Z trzema rzeczami – że to bezdyskusyjnie piękne auto (z zewnątrz), że pierwsze testowe modele sypały ciągle błędami, jak przystało na Alfę i... że to samochód, który miał tchnąć życie we włoską markę. Wyszło jak wyszło. Widać to na polskich ulicach.
Chociaż oczywiście są kraje, gdzie Tonale sprzedaje się znacznie lepiej.
Tak czy owak – przecież miało być zupełnie inaczej. Dzisiaj w zasadzie trudno mi polecić ten samochód z prostej przyczyny: Alfa Romeo Tonale jest już przestarzała. To po prostu czuć w tym aucie.
Przecież mówimy o samochodzie, który tak naprawdę z grubsza był gotowy w... 2019 r. Ale nie trafił na rynek przez trzy kolejne lata, po drodze pojawił się Stellantis itd. A bazuje na Jeepie Compassie, ale tym poprzedniej generacji. Przypominam, że tamten samochód debiutował w 2016 r. Już w momencie premiery Tonale było więc oparte o technologię sprzed kilku ładnych lat. A od tamtej pory minęło kilka kolejnych lat.
To czuć za kierownicą. Ale o tym zaraz, bo przedmiotem tego testu jest wersja poliftingowa. Alfa Romeo Tonale Hybrid, czyli tak naprawdę po prostu miękka hybryda, ale tak lepiej brzmi.
Alfa Romeo Tonale Hybrid: co się zmieniło i co można pochwalić?
Na początek dobre informacje: auto od zawsze ładne jest po liftingu o dziwo jeszcze ładniejsze.
Przeprojektowano przedni zderzak i „Scudetto”, a tablica rejestracyjna trafiła na środek zderzaka. Są również nowe wzory obręczy kół (przyznaję, że te z testowanego egzemplarza mnie totalnie robią). Zmiany w środku są już jednak kosmetyczne – to nowe wzory tapicerek, inne materiały wykończeniowe, a ładowarka indukcyjna jest chłodzona jak u Chińczyków. No i bazowa wersja – czyli miękka hybryda – została wzmocniona do 175 KM.
I oczywiście pomimo dość pesymistycznego wydźwięku tego tekstu nie jest tak, że Alfa Tomeo Tonale Hybrid nie ma zalet. O tym, że to piękne auto, już wspomniałem, to zresztą chyba każdy wie. Ale Tonale Hybrid jak na SUV-a tej wielkości zaskakująco mało pali.
W mieście idzie się tu wyrobić nawet w ośmiu litrach (bez korków), co dla mnie było zaskoczeniem. Oczywiście to żaden wynik na tle prawdziwych hybryd, niemniej jednak – jest okej. Ale Tonale doskonale radzi sobie również tam, gdzie takie crossovery zaczynają przepalać paliwo – czyli na drogach szybkiego ruchu.
I nie jest tak, że Tonale tam radzi sobie po prostu okej. Radzi sobie świetnie – na drodze ekspresowej ku mojemu zaskoczeniu wystarczy 6,5 litra na 100 km, a na autostradzie raptem litr więcej. Rewelacja.
Tylko że tu tak jakby... zalety się kończą.
Alfa Romeo Tonale Hybrid drażni mnie wieloma rzeczami
Na wspomnianej drodze szybkiego ruchu bardzo mocno objawia się plastikowy charakter tego auta. Tonale w środku – delikatnie rzecz ujmując – nie powala ani zastosowanymi materiałami, ani ich spasowaniem.
A przypominam, że mówimy o aucie, które miało być atakiem na klasę premium. Rywalami tego auta miały być Volvo XC40, Audi Q3 itd.
Symbolem jest plastikowa obudowa wirtualnego kokpitu, która udaje typowe dla Alfy Romeo tubusy. Ta część kokpitu w testowanym egzemplarzu niemiłosiernie trzeszczała w trasie, pomogło dopiero ściśnięcie palcami tych plastików. Pomogło na chwilę.
Przedpotopowe są tu również multimedia. To niby nic wielkiego, ale na tym tle Alfa Romeo po prostu odstaje od konkurencji, zwłaszcza tej premium. Czuć tu wiek auta. Na plus... ergonomia. W Tonale fizycznymi guzikami można obsłużyć całą klimatyzację. Alleluja.

Tonale Hybrid nie dostarcza również żadnych wrażeń z jazdy, co Alfie Romeo trochę nie przystoi. Żeby to był po prostu samochód, którym wygodnie można przemieścić się z punktu A do punktu B, to jeszcze bym to wytrzymał. Tymczasem zawieszenie w tym aucie to mój ulubiony rodzaj konstrukcji: w dziury wpada bardzo sztywno, po czym zaczyna się bujać na sprężynach. Nie pomagają również fotele. Choć w tej wersji obite skórą, to typowe, SUV-owe "stołki". Trudno w nich zająć dobrą pozycję, a trzymanie boczne nie istnieje.
Nie podoba mi się również kultura pracy półtoralitrowego silnika
Moc się niby zgadza, ale na zimno komputer pokładowy kompletnie nie wie, co z tym układem napędowym zrobić i szarpie. Po osiągnięciu optymalnej temperatury jest dużo lepiej, ale trudno nie zauważyć, że skrzynia 7DCT jest po prostu ospała. I niewiele z tych 175 koni mechanicznych wynika.
Przyspieszenie do 100 km/h to niby 8,5 sekundy, ale to wartość nieistotna w codziennym użytkowaniu, bo przecież nikt nie jeździ zerojedynkowo. Przy normalnym traktowaniu pedału gazu w kierowcy rośnie tylko frustracja. Zwłaszcza kiedy musisz na przykład szybko zawrócić "na trzy" i zmieniać biegi z jedynki na wsteczny. Ten samochód dosłownie nie reaguje na ruchy pedałami, kiedy stoi w miejscu. Wszystko odbywa się z potężnym lagiem. Trudno to w ogóle opisać.
To chyba jest największy mój problem z tym autem. Alfom historycznie wybaczaliśmy wiele za niepowtarzalny charakter. A tu charakteru nie ma. Ale technologicznie ten samochód także odstaje od konkurencji.
Ogółem – to auto po prostu przeciętne z perspektywy 2026 roku. Przepraszam, ale tak po prostu jest. Jest mnóstwo lepszych aut. Często tańszych.

Jedna rzecz jest tutaj bardzo premium
I to jest jednocześnie gwóźdź do trumny Tonale. Testowana wersja to Veloce – najdroższa w gamie. Samochód taki jak ze zdjęć kosztuje minimum 201 tys. zł. W tym kontekście rzeczywiście stanowi konkurencję dla wspomnianych marek premium, tylko że... chyba nie o to w tym wszystkim chodziło, prawda?
Tak po ludzku jest mi żal, że Tonale tak kiepsko się starzeje. Ta marka zasługuje na więcej, o czym od lat mówi każdy, kto interesuje się motoryzacją.
Trudno nie mieć jednak pod wrażenia, że Stellantis nie ma ani pomysłu, jak zrobić z Alfy Romeo istotnego gracza na rynku, ani... po prostu ochoty.


