Benzynowa Kia Sportage po liftingu to auto z przeszłości. To jednocześnie dobrze i źle

Po tegorocznym liftingu Kia Sportage zyskała jeszcze bardziej… intrygujący wygląd niż wcześniej. A w wersji czysto benzynowej to samochód dosłownie jak sprzed lat. Tylko ja nie pamiętam, żeby samochody sprzed lat żłopały tyle bezołowiowej. Ale ogólnie to całkiem dobra wiadomość.

Właściwie nie jestem w stanie chyba powiedzieć, że nowa Kia Sportage 1.6 T-GDI AWD mi się podoba. Nie to, żeby podobała mi się ta sprzed liftingu, ale trzeba jednocześnie powiedzieć, że ten samochód jest jakiś. Cenią go zresztą klienci, bo to nieustający hit sprzedaży w Polsce i nie tylko.

Sportage obecnej generacji utrzymuje się w czołówce sprzedaży tego segmentu w Polsce, w ogóle to międzynarodowy bestseller koreańskiej marki. Tylko czy to na pewno samochód, który jest warty uwagi? Generalnie: tak. Ale nie bez kilku zastrzeżeń.

Kia Sportage 1.6 T-GDI AWD – dlaczego jest taka klasyczna?

Okej, może nie jest aż taka klasyczna, bo gdyby była naprawdę klasyczna, to silnik benzynowy byłby tutaj wolnossący… i zapewne trochę większy. Ale chodzi mi o to, że 1.6 T-GDI nie jest tutaj w ogóle spaczone żadną elektryfikacją.

KIA Sportage 2025 1.6 T-GDI

To nie jest nawet miękka hybryda, o jakimkolwiek akumulatorze trakcyjnym nawet nie wspominam. Dla tradycjonalistów (lub tych, którzy w święta przy stole będą płakać, że te nowoczesne auta takie straszne i wszystko się w nich psuje) to oczywiście wielka zaleta.

Ba – napęd AWD jest tutaj w pełni mechaniczny. Jest dostępna nawet blokada! To nie jest oczywiście żaden terenowy samochód, ale jeśli mieszkasz na jednym z niezliczonych polskich osiedli, gdzie deweloperzy dotarli wcześniej niż samorząd (czytaj jedziesz po błocie do domu), to nie musi to być zbędna sprawa.

W teren nie pchałbym się oczywiście. Nie pomagają ani opony, ani prześwit. Ale to tak na marginesie.

Dynamika jest całkiem okej. W końcu to 180 koni mechanicznych i 265 Nm dostępnych w zakresie 1500-4500 obr./min. Da się żyć. Efekt to przyspieszenie do 100 km/h w godne 9,4 sekundy. Ale jest problemik.

Właściwości jezdne są okej, ale spalanie jest szokujące

Ten jakże konserwatywny zestaw jest – jak się okazuje – wyjątkowo częstym bywalcem stacji benzynowych. Otóż Kia Sportage 1.6 T-GDI AWD uwielbia benzynę. Na drodze ekspresowej tylko w idealnych warunkach spalanie przekracza okolice siedmiu litrów. Ale wystarczy, że trzeba czasem zwolnić, przyspieszyć, pojawiają się jakieś wzniesienia – i spalanie rośnie do okolic dziewięciu litrów.

Podobnie jest przy 140 km/h. Okej, w idealnych warunkach to około dziewięciu litrów. Ale w realnym życiu… zrobiłem co najmniej kilka prób, bo tak byłem zdziwiony spalaniem. Dobijało do jedenastu litrów na sto kilometrów. To zdecydowanie za dużo jak na rodzinny samochód dla zwykłego Kowalskiego.

W mieście też jest nieciekawie. W zakorkowanej Warszawie w godzinach szczytu dobiłem do trzynastu litrów, ponadto według mnie w trochę lepszych warunkach i tak nie zejdziecie poniżej dziesięciu litrów. Po prostu się nie da.

Na pocieszenie: Kia Sportage prowadzi się bardzo pewnie, w czym zapewne pomaga napęd AWD realizowany całkowicie mechanicznie. To przewidywalne auto, które nie boi się lewego pasa autostrady. Ale znowu: jest w niej zaskakująco głośno. Na autostradzie wręcz nieprzyjemnie, co też było dla mnie zaskoczeniem. U konkurencji raczej jest trochę ciszej.

Kia Sportage 1.6 T-GDI AWD: wnętrze jest niesamowicie praktyczne

Środek to zdecydowanie mocna strona nowej Kia Sportage. O ile znowu można dyskutować o designie, a jajowata kierownica według mnie jest po prostu brzydka, tak jak i połączenie białej i czarnej tapicerki, o tyle komfort i praktyczność są tu na najwyższym poziomie.

Oczywiście trzeba brać poprawkę na fakt, że to najwyższa możliwa wersja wyposażenia GT Line, ale jednak: fotele są bardzo wygodne i są nie tylko podgrzewane, ale i wentylowane. Kierowca ma do dyspozycji wyświetlacz HUD. Klimatyzacja jest 3-strefowa. Reflektory matrycowe są absolutnie fenomenalne, to poziom marek premium sprzed dosłownie kilku lat. Zamieniają noc w dzień. I tak dalej.

KIA Sportage 2025 1.6 T-GDI

Jednak projektanci pamiętali o tym, żeby wnętrze było po prostu komfortowe. W zagłówki foteli z przodu sprytnie wmontowano duże wieszaki, na których można powiesić marynarkę. Poniżej nich wmontowano w plecy foteli kolejne haczyki. Obok w obiciu foteli znajdują się gniazda USB-C, co jest zdecydowanie wygodniejsze niż gniazda w tunelu środkowym.

Schowków nie brakuje, a pod podłogą bagażnika (591 litrów) zmieściło się tradycyjne koło dojazdowe. To się chwali.

System kamer 360 jest bardzo dobrej jakości, a systemy ewidentnie pomagają w jeździe (i parkowaniu), a nie przeszkadzają. No i jest tu oczywiście mój ulubiony bajer z Kia – czyli ujęcia z bocznych kamer w obrotomierzu i prędkościomierzu na wirtualnym kokpicie po wciśnięciu odpowiedniego kierunkowskazu. Żegnaj martwa strefo.

To może być kosztowna przyjemność

Ogólnie powstaje z tego obraz auta, które z jednej strony jest naprawdę dopracowane, a z drugiej strony jest kosztowne w eksploatacji i momentami męczące – jak na przykład przy większych prędkościach.

Te koszty eksploatacji są o tyle istotne, że nie mamy do czynienia z przesadnie tanim autem.

Takie auto, jak widzicie na zdjęciach, kosztuje ponad dwieście tysięcy złotych. W tej kwocie można sobie pozwolić i na coś większego, i bardziej zaawansowanego technologicznie, i bardziej komfortowego.

Ba, nawet Teslę Y można mieć, i to wcale nie taką najbiedniejszą, chociaż wiem, że auto elektryczne nie musi być odpowiedzią dla kogoś, kto szuka auta benzynowego i to nawet bez miękkiej hybrydy, jak tutaj w teście. Chodzi raczej o kontrast.

KIA Sportage 2025 1.6 T-GDI

Jaką wersję wybrać?

Oczywiście Sportage'a można kupić taniej – wersja M startuje od 135 500 zł z tym samym silnikiem co w teście, napędem na przód i manualną skrzynią biegów. Wyposażenie takiego auta nie jest jednak zbyt bogate.

Optymalna wydaje się wersja L – choć nie ma w niej tych genialnych, LED-owych adaptacyjnych świateł, jest już choćby podgrzewana kierownica, przyciemnione szyby czy dwustrefowa klimatyzacja. Wersja 1,6 T-GDI 7DCT 2WD 150 KM to 161 500 zł.

W takiej wersji wydaje się, że Sportage może być całkiem zachęcającym wyborem. Problematyczne oczywiście nadal pozostaje zużycie paliwa, ale koreański bestseller ma na szczęście sporo atutów.