Chcecie mieć wskaźniki za kierownicą? To dopłacajcie. Hyundai stawia na kontrowersyjną strategię
Hyundai znalazł kolejny sposób na obniżenie ceny bazowych wersji swoich samochodów. IONIQ 3 i Elantra nie mają standardowego zestawu wskaźników przed kierowcą. Musicie za niego dopłacić.
Nowy Hyundai IONIQ 3 i Hyundai Elantra wprowadzają do gamy marki zupełnie nową architekturę kokpitu. Centralnym punktem jest duży ekran systemu Pleos Connect. Jednocześnie z listy standardowego wyposażenia najtańszych wariantów znika coś absolutnie standardowego i kluczowego - a chodzi o zestaw wskaźników przed kierowcą.
W obu samochodach Hyundai stosuje wąski ekran o przekątnej 9,9 cala. Znajduje się bezpośrednio przed kierowcą i pokazuje najważniejsze informacje związane z jazdą. Problem w tym, że w bazowych wersjach IONIQ-a 3 i Elantry tego wyświetlacza po prostu nie ma. Dlaczego? Chodzi o koszty, ale cel jest też nieco inny.
Hyundai IONIQ 3 i Elantra dostają zegary dopiero za dopłatą
W przypadku Elantry 9,9-calowy ekran można dokupić jako opcję. Na rynku koreańskim kosztuje równowartość około 255 dolarów. Alternatywą jest wybór droższej wersji wyposażenia, w której zestaw wskaźników znajduje się już w standardzie.
Podobnie wygląda sytuacja z IONIQ-iem 3. W Wielkiej Brytanii ekran przed kierowcą pojawia się dopiero od drugiej wersji wyposażenia. Najtańszy wariant go nie dostaje - co nie jest wielką niespodzianką.
O dziwo trudno to zauważyć to na oficjalnych zdjęciach. Hyundai prezentuje IONIQ-a 3 i Elantrę w konfiguracjach wyposażonych w 9,9-calowy ekran. Dopiero zanurkowanie w konfiguratorze pokazuje jak wygląda bazowa specyfikacja samochodów.
Kierowca nie zostaje oczywiście całkowicie bez informacji. Do dyspozycji pozostaje centralny ekran systemu multimedialnego. Niczym w Tesli prędkość pojawia się w narożniku ekranu.
To jednak oznacza przeniesienie części danych z naturalnego pola widzenia kierowcy na wyświetlacz znajdujący się na środku deski rozdzielczej - a nie każdemu taka opcja pasuje.
Pleos Connect, czyli nowe multimedia Hyundaia. Są faktycznie dobre
Zmiana jest związana z wprowadzaniem nowego systemu Pleos Connect, który wykorzystuje oprogramowanie Android Automotive OS. Hyundai stopniowo wdraża go do kolejnych modeli i jednocześnie zmienia układ ich kokpitów.

W IONIQ-u 3 i Elantrze centralny ekran ma, zależnie od konfiguracji, 12,9 lub 14,6 cala. Jeszcze większy wyświetlacz trafił do flagowego Grandeura, gdzie jego przekątna sięga 17,9 cala. Podobną koncepcję wnętrza wykorzystuje także nowa generacja Tucsona.
System Pleos Connect będzie oferowany w niemal każdym nowym modelu marki. Hyundai chce do końca dekady wprowadzić to rozwiązanie do około 20 milionów samochodów. Skorzystają z niego również bliźniacze marki, KIA i Genesis. Jednym z pierwszych nowych modeli Kii z oprogramowaniem Pleos Connect Będzie kolejna generacja Sportage'a.
Hyundai nie rezygnuje przy tym całkowicie z fizycznych elementów sterujących. W nowych modelach wciąż pozostawia przyciski do obsługi części często używanych funkcji. Jest ich jednak mniej niż w dotychczasowych samochodach koreańskiej marki. Tutaj z oceną trzeba wstrzymać się do pierwszych testów.
Moim zdaniem brak zegarów to już głupie cięcie kosztów
Rozumiem szukanie oszczędności w samochodzie, zwłaszcza gdy producent walczy o możliwie niską cenę wyjściową. Tutaj trudno jednak znaleźć sensowne uzasadnienie - zestaw wskaźników jest jednym z podstawowych elementów samochodu i znajduje się dokładnie tam, gdzie kierowca oczekuje najważniejszych informacji.
Rezygnacja z niego obniża komfort użytkowania pojazdu, a oszczędność w kosztach produkcji zapewne sprowadza się do raptem kilkudziesięciu euro na samochodzie. Przy cenie całego auta trudno uznać to za kwotę, która rzeczywiście zmienia rachunek ekonomiczny.
Jest to, moim zdaniem, zabawa w wystawianie "kija z marchewką". Bazowa wersja pozwala Hyundaiowi pokazać niższą cenę w cenniku, ale klient od razu dostaje konkretny powód, aby zainteresować się droższym wariantem. Ewentualnie musi dopłacić za ekran, który jeszcze niedawno uznalibyśmy za całkowicie oczywisty element wyposażenia nowego samochodu.
Dziwne to czasy dla świata motoryzacji. I czy to w ogóle ma sens? Nie sądzę.


