Chińczycy zapłacą więcej. Chiński rząd powoli kończy z dotacjami dla producentów
My też zapłacimy więcej, ale na ten moment, odczują to kierowcy w Chinach. Chiński rząd bowiem wznawia podatki, np. na akumulatory trakcyjne.
To, co robi chiński rząd, nie należy do naszych ulubionych informacji. Pekin ma za uszami naprawdę wiele, i trudno nie mówić o Chinach bez tej perspektywy. Ale tak się składa, że to teraz jeden z największych motoryzacyjnych "influencerów" na świecie i kolejne decyzje będą miały wpływ nie tylko na kierowców z Szanghaju, Kantonu, czy Chengdu.
I wygląda na to, że właśnie wchodzą kolejne przepisy, które motoryzacyjne eldorado nieco hamują.
Rząd chiński powoli przestaje dotować. To ważne
Po piętnastu latach sypania juanów wręcz wagonami w chiński przemysł motoryzacyjny, Pekin mówi dość.
Już od zeszłego roku przeciętny chiński obywatel ma mniejsze ulgi na zakup pojazdu NEV (hybrydy plug-in i auta elektryczne). Teraz to maksymalnie 15 000 juanów (ok. 8 000 zł), i to przy samochodzie kosztującym do 300 000 RMB. Od przyszłego roku dopłata ta zostanie zniesiona, albo mocno ograniczona. Choć konkretnego kształtu zmian jeszcze nie ma.
Ale już od 1 września 2026 roku wchodzi niewidoczny na pierwszy rzut oka podatek, czyli od kupna akumulatora. Do tej pory akumulatory litowe nie były objęte żadnym VAT-em. Od tego tygodnia będzie to 2%, a od przyszłego roku - 4%. To nastąpi również od września
To może wydawać się nie dużo, ale w skali wielkich koncernów, sprzedających olbrzymie ilości aut, będzie to znaczna kwota. Teoretycznie, podrożeją też samochody w salonach.

Co ciekawe, ten wzrost podatku nie obejmie wszystkich rodzajów akumulatorów. Do 2028 roku "bezpieczne" są akumulatory sodowo-jonowe, ogniwa paliwowe oraz baterie typu Solid State.
Od przyszłego roku cofnięciu ulegnie też 50% obniżka podatku dla samochodów użytkowych, a także hybryd plug-in i samochodów z ogniwami paliwowymi.
Samochody wyłącznie elektryczne na razie tę obniżkę utrzymają.
Póki co pozostają w grze także inne ulgi, które chiński rząd wprowadził dla "nowej mobilności" (nie tylko chińskiej), już od mniej więcej 15 lat.
A więc zwolnienie z podatku na utrzymanie dróg. Ten wliczany jest w cenę paliwa, więc płacą za niego tylko właściciele samochodów z napędem spalinowym. Druga rzecz, to nakłady na infrastrukturę. Tu również chiński rząd póki co hojną ręką wspiera rozbudowę sieci dróg, autostrad, wraz ze wsparciem dla aut nowych technologii.

Opinia autoGaleria.pl:
Chiński rząd zaplanował tę falę rozwoju długofalowo i powoli zaczyna ją wygaszać. W momencie, kiedy jest ona już znacznie mniej potrzebna, bo rynek okrzepł, a firmy "same się obronią". Powoli więc samochody elektryczne zaczną drożeć dla klientów.
Dzieje się to w momencie, kiedy tamtejszy rynek łapie lekką zadyszkę, a kierowcy wybierają częściej właśnie hybrydy, niż samochody BEV.
Już teraz wiele firm ma duże parcie na eksport, bo rodzimy rynek robi się zbyt ciasny, a popyt spadł. Pytanie brzmi, czy chińskie firmy zdążą rozgościć się na tyle w Europie, Azji i Afryce, by nie uderzyło ich wycofanie dotacji i wzrost cen samochodów.
Jesteśmy świadkami wypłaszczania fali, tylko wciąż jeszcze nie wiemy, czy dotrze do brzegu, czy skończy się, zanim zagrozi nam w 100%. Jedno jest pewne. Taniej raczej nie będzie.


