Dopłaty się skończyły. I dobrze, teraz czas na ruch producentów samochodów
Wykorzystano już cały budżet przeznaczony na dopłaty do samochodów elektrycznych. Jest to moment, w którym warto usiąść i zastanowić się nad tym, co trzeba zmienić - bo na pewno nie powinniśmy tworzyć kolejnego programu dofinansowania zakupu pojazdów na prąd.

Dokładnie 1,18 miliarda złotych - tyle pieniędzy poszło na dopłaty do samochodów elektrycznych. Cały budżet programu NaszEauto zszedł w ekspresowym tempie, o blisko 3 miesiące szybciej, niż zakładano. Jak łatwo się domyślić fenomenalne wyniki elektryków za rok 2025 są właśnie w dużej mierze zasługą dofinansowania, z których korzystali przedsiębiorcy i osoby prywatne (choć królowały tutaj jednoosobowe działalności gospodarcze).
Teraz, kiedy pieniędzy zabrakło, przyszedł czas na prawdziwy pokaz sił. To moment, w którym producenci mogą pokazać nowe oferty, w których zapewne przytną marże. Co więcej, jest to też chwila, w której warto zastanowić się nad jednym: czy w ogóle powinniśmy wracać do jakichkolwiek dopłat?
Dopłaty do samochodów elektrycznych: jedno "za", dużo przeciw
Zacznę od pozytywnej strony dopłat, przynajmniej w mojej opinii. Program NaszEauto przede wszystkim zwiększył podaż samochodów elektrycznych na rynku. Ich obecność przyniesie także korzyści na przestrzeni kolejnych lat, gdyż rynek "zasili się" mnogością używanych pojazdów na prąd. Na to, wbrew pozorom, czeka wiele osób.
Pozostając jeszcze po stronie podaży: więcej elektryków na drogach to także znacznie większa motywacja dla operatorów sieci do rozbudowy najróżniejszych hubów i punktów ładowania. W ubiegłym roku wreszcie dorobiliśmy wielu szybkich ładowarek, a ich liczba zauważalnie poszła w górę.
Niestety, wszystkich "przeciw" jest znacznie więcej
Nigdy nie byłem zwolennikiem dopłat do samochodów elektrycznych, choć nie ukrywajmy, są one kuszące. Jakby nie patrzeć perspektywa obniżenia kosztu zakupu lub najmu zawsze jest kusząca. Poza tym grzechem było nie sięgnąć po pieniądze, które ktoś położył na stole.
Dopłaty to jednak, w mojej opinii, coś, co na dłuższą skalę szkodzi rynkowi. Przede wszystkim dopiero teraz dowiemy się jak producenci samochodów będą w stanie grać cenami. Pytanie jak bardzo opuszczą marżę, aby dowozić wyniki i sprzedawać więcej samochodów na prąd.
Kolejną kwestią jest wpływ dopłat na wartość rezydualną samochodów elektrycznych. Teoretycznie dla osób, które będą szukały auta na prąd z drugiej ręki, będzie to duża zaleta. Niemniej Ci, którzy kupili taki samochód, albo chcą go wynajmować/leasingować, muszą liczyć się z większą ratą.
Oczywiście banki i instytucje finansowe, które wspierały marki, dwoiły się i troiły, aby stworzyć solidne oferty, niemniej ta niska rata wynikała głównie z obecności dofinansowania.
Kwestią, na którą zwraca uwagę wiele osób jest też fakt, że z dopłat korzystają głównie osoby, które w większości przypadków i tak byłyby w stanie pozwolić sobie na zakup elektryka. Owszem, wspomniane już "pieniądze na stole" być może przyspieszyły proces decyzyjny i zachęciły do przesiadki do elektryka. Można je było jednak wykorzystać po prostu... lepiej. Zresztą ekonomiści zwracali uwagę na to że takie programy mają niską efektywność wydatków.
To co zrobić teraz? Znowu przygotować dopłaty do samochodów elektrycznych, czy przyjąć inną strategię?
Moja opinia zapewne nie spodoba się fanom elektromobilności. Uważam, że powinniśmy zrezygnować z dopłat, gdyż są one ślepą uliczką. Uczą tylko rynek, że elektryka opłaca się kupować wyłącznie w momencie, w którym ktoś wyciąga marchewkę na kiju, tutaj pod postacią pieniędzy.
To jest ten moment, w którym taki napęd powinien bronić się sam. Jeśli ma zalety, o których ciągle słyszymy (a zalety ma, choć doceniają je najbardziej Ci, którzy mogą ładować się w domu, do tego bardzo tanio), to wspieranie zakupu zwyczajnie jest wyrzucaniem budżetu w błoto.
Wsparcie można pozostawić tylko dla konkretnych grup, które faktycznie potrzebują wsparcia. A dużo większą zachętą dla potencjalnych klientów są takie rzeczy jak atrakcyjne i przede wszystkim stabilne ceny ładowania, dostępność ładowarek, czy przykładowo różne formy zachęt podatkowych.

Nie trzeba tutaj nawet mówić o ulgach. Już wyższy poziom amortyzacji jest sporą zaletą. Jak do tego dodamy przykładowo kwestię niższego VAT-u na instalację wallboxów i jeszcze większe uproszczenie procedury instalacji takiego urządzenia, przykładowo w publicznych garażach.
Elektryki są i będą. Trzeba je zrozumieć, ale nie potrzebują ciągłego wsparcia
Samochody z napędem elektrycznym stały się już częścią krajobrazu świata motoryzacji i z niego nie znikną. Ich udział będzie konsekwentnie rósł. Wiadomo, motywacje ze strony regulatorów na pewno wpływają na szybszy rozwój technologii. Prawda jest jednak taka, że cały czas kluczową kwestią jest tutaj to, aby elektromobilność mogła bronić się sama. A tutaj, cały czas, punkt widzenia zależy od... ceny pojazdy i komfortu ładowania.
Tak więc drodzy producenci: czas na Wasz ruch. Zobaczymy kto tu pokaże swoje możliwości.