Dopłaty w Japonii to pokrętna droga do powstrzymania Chin. Jaki będzie efekt?

Japonia nie przepada za elektrykami, ale ma swój program wsparcia. Teraz jednak dopłaty mają uderzyć w Chiny. I uderzą, choć nie tylko.

Między Japonią, a Chinami nie ma wielkiej miłości. Odkąd na urząd premiera została wybrane Sanae Takaichi, sytuacja jest mocno napięta. Nie dziwne więc, że konflikt przeniósł się też na podłoże motoryzacyjne. Japonia boi się trochę, że chińskie firmy mogą "zaatakować" dość homogeniczy, japoński rynek. Bronią mają być dopłaty do samochodów elektrycznych. Najbardziej uderzają one w koncern BYD, ale sprawa wbrew pozorom jest bardziej złożona. I nie wiem, czy nie bardziej polityczna.

Dopłaty do samochodów, których prawie nie ma

Rynek aut elektrycznych w Japonii to zaledwie dwa procent ogólnego rynku. W Kraju Kwitnącej Wiśni rządzą hybrydy, choć kraj ma dość mocno rozbudowaną infrastrukturę. Rząd nawet stara się zachęcić obywateli, ale idzie z tym opornie.

Niemniej, na rynku nieźle radzi sobie BYD, który teraz wbija szpilę w najważniejszy segment w Japonii, wprowadzając kei cara Racco.

I w tym momencie wchodzi rządowa interwencja, która obcina dopłaty do chińskich samochodów.

Od początku kwietnia chińskie samochody są objęte dopłatami w wysokości 150 000 jenów, zamiast 350 - 400 tysięcy. Tak wcześniej był "dofinansowany" BYD. To, w przeliczeniu na złotówki, spadek z 8 000 zł do ok. 3 500 zł.

dopłaty

To nie są stałe kwoty - są zależne od wielu czynników, takich jak rozmiar baterii, możliwość szybkiego ładowania, a także... związek firmy z rozwojem elektromobilności. Co zależy od decyzji urzędników.

Według nowych (od stycznia 2026) przepisów Japonia przy okazji stara się pobudzić własną gospodarkę, premiując nie tylko rozwój infrastruktury, czy prace nad nowymi technologiami, ale i miejsce produkcji komponentów.  Na przykład baterii.

A to oznacza, że dotknie nie tylko chińskich producentów.

Rykoszetem dostał np. Nissan Ariya, wyposażony w baterie CATL. Z drugiej strony, Tesla, czy Audi, korzystające z akumulatorów Panasonica, dostały większe dofinansowanie. Choć, według doniesień Nikkei Asia, Audi i Hyundai od stycznia 2027 mają mieć niższe wsparcie. Możliwe więc, że zakres dofinansowania będzie kładł jeszcze większy nacisk na lokalną produkcję.

BYD już protestuje, że to mocno niesprawiedliwe traktowanie, a różnica między nimi, a Toyotą, jest zbyt duża. No cóż, Toyota bZ4X łapie się na największą pulę, sięgającą blisko 1,3 miliona jenów dopłaty, czyli około 30 tysięcy złotych. A BYD np. nie dostał dodatkowych punktów za inwestycje w japońską sieć ładowania, bez żadnego uzasadnienia.

Zobaczymy, jaki będzie efekt nowych dopłat. Wątpię, żeby znacząco wpłynął na rozwój elektromobilności w Japonii. Ale na pewno nie ułatwi pracy Chińczykom.