Wyjechałem na autostradę i puściłem kierownicę (w pełni legalnie). Nawet mały Ford Puma potrafi więcej, niż drogie limuzyny
Tak, Ford Puma zyskał system BlueCruise, który automatyzuje jazdę. Pozwala on Wam na w pełni legalne puszczenie kierownicy na autostradzie. Elektronika przejmuje tutaj kontrolę.
Można śmiało powiedzieć, że błękitny owal wyprzedził tutaj marki, które oferują znacznie droższe samochody. Ford Puma i Kuga to kolejne dwa modele, które obok Mustanga Mach-E i Rangera PHEV (tylko i wyłącznie) oferują system BlueCruise. O czym tutaj mowa?
Pod tą nazwą kryje się zaawansowany system automatyzacji jazdy. Krótko mówiąc: na autostradzie możecie w pełni legalnie puścić kierownicę. Tempomat adaptacyjny standardowo utrzymuje prędkość (choć jest tu mały haczyk), a system lane assist kontroluje obrany tor jazdy. Specjalna kamera "patrzy Wam w oczy" i sprawdza, czy cały czas patrzycie na drogę. Niestety, czytanie książki w czasie jazdy jeszcze nie jest możłiwe na tym etapie.
Ford Puma i Kuga "automatyzują" jazdę za sprawą systemu BlueCruise
Jest to zasadniczo rozbudowany tempomat, który ma tę przewagę, że pozwala na jazdę bez trzymania kierownicy. Jak pewnie wiecie w teorii nawet starsze tempomaty potrafiły robić takie rzeczy, aczkolwiek trzeba tam było "przyblokować" kierownicę np. butelką, co oczywiście nie było legalne.
Rozwiązanie, które stosuje Ford, jest de facto dokładnie tym, co oferuje BMW, Audi czy Mercedes w najnowszych modelach. Różnica polega jedynie na tym, że błękitny owal wprowadził to do Polski, a niemieckie marki premium wciąż czekają na właściwy moment.

Oczywiście system BlueCruise ma ograniczenia. Tak jak napisałem: nie możecie nie patrzeć na drogę. Musicie cały czas śledzić pas ruchu, co starannie analizuje kamera, która w Pumie jest na desce rozdzielczej, a w Kudze za kierownicą.
Testowałem wszystkie możliwe konfiguracje ułożenia głowy i system bardzo szybko wyłapuje moment, w którym nie patrzycie przed siebie. Co więcej, nawet okulary przeciwsłoneczne z polaryzacją nie są tutaj przeszkodą. Tym samym nici z naginania prawa - wszystko musi być w zgodzie z przepisami.
Pewnym minusem jest też to, że system BlueCruise działa do 130 km/h i tylko na autostradach
To pierwsze ograniczenie wcale mnie nie dziwi. Ford uznał, że w większości miejsc w Europie 130 km/h jest maksymalną dopuszczalną prędkością na autostradzie. Podnoszenie poprzeczki dla jednego kraju nie ma więc większego uzasadnienia.
Drugie ograniczenie to kwestia dróg, na których możemy korzystać z systemu BlueCruise. Ford udostępnia go tylko na autostradach i nie obejdziecie tego kryterium. Geofencing działa doskonale i świetnie rozróżnia drogi.
Dlaczego wybrano wyłącznie autostrady? Wynika to przede wszystkim z jednej kwestii: w większości krajów są to drogi w najlepszym stanie, odpowiednio szerokie, z bezpiecznymi pasami awaryjnymi. Ford postawił więc na bezpieczeństwo, co ma sens.
Ale przejdźmy do kluczowej kwestii: czy Ford Puma z system BlueCruise faktycznie daje większy komfort podróżowania?
Przyznam szczerze, że jest to dyskusyjna kwestia. Rozumiem ideę, która za tym stoi - BlueCruise ma nam dać chwilę na "rozluźnienie", przy czym musimy tutaj oddać pełnię władzy elektronice.

O to akurat bym się nie martwił, choć czasami czuję, że moja wiara w radary, kamery i inne rozwiązania usypia czujność. BlueCruise pozwala na relaks, ale wciąż wymaga pełnego skupienia na drodze. Teoretycznie więc jesteście trochę w sytuacji, w której bezczynnie siedzicie, patrząc się na drogę.
Dla mnie, osoby mocno nadpobudliwej, jest to wbrew pozorom męczące. Zakładam jednak, że Ford może dalej rozbudowywać ten system, dając mu kolejne możliwości. Kto wie, być może w nieodległej przyszłości, gdy prawo na to pozwoli, będzie można skupić uwagę na czymś innym, niż na drodze?
Wrażenie robi za to jedna rzecz: Ford Puma to obecnie najmniejszy i najtańszy samochód, który posiada takie rozwiązanie
Serio - Ford tutaj wyprzedza większość firm. Amerykanie wprowadzają BlueCruise już w bazowej wersji tego samochodu. Za 4 600 złotych dostajecie go jednak w ograniczonym zakresie (forma subskrypcji), lub za 6 250 złotych na stałe. Tym samym dopłata do BlueCruise to w praktyce blisko 11 000 złotych, ale za niecałe 108 000 złotych możecie mieć samochód z rozwiązaniem, które jest znane głównie z marek premium.
Tak jak już wspomniałem - odpowiedź na pytanie "czy warto" jest bardzo subiektywna. Osoby, które pokonują dużo kilometrów w trasie, na pewno docenią taki system. Nie wiem, czy ma on sens w Pumie, ale w Kudze, czy w Rangerze PHEV jest już dość rozsądną opcją.
Zresztą wspomniany tutaj Ford Kuga to obecnie jedna z bardziej atrakcyjnych propozycji w swoim segmencie. To już jednak temat na osobny materiał.


