Jeacoo 8 Super Hybrid to chińska matematyka. Czasem dwa plusy dają minus. Oto moja subiektywna opinia
Równowaga – to jest takie słowo-klucz, którego chińscy konstruktorzy jeszcze nie poznali. Widać to na przykładzie Jaecoo 8 Super Hybrid. Samochód pełen zalet, które... wzajemnie się wykluczają.
Kto czyta moje teksty w autoGALERII, ten raczej wie, że mój stostunek do chińskiej motoryzacji jest specyficzny. Albo inaczej – ja serio uważam, że najczęściej to dobre auta. Rzecz w tym, że prawie zawsze jest z nimi coś nie tak. Coś, co powoduje, że takiego auta bym nie kupił. To auta bardzo zazwyczaj ogólnie dobre, ale kiepskie w detalach. No i naczelny, jak na złość: masz Piotrze, oto Jaecoo 8 Super Hybrid. Napisz coś.
Jaecoo 8 Super Hybrid – czy to dobry samochód?
Generalnie: tak. Nie da się ukryć, że w kategorii cena/jakość Jaecoo ma się mocno, wręcz zawstydza europejskich producentów. Stąd bierze się niewątpliwy sukces chińskich marek w Polsce. Oczywiście: ja narzekam na te chińskie auta, bo najeździłem się w życiu setkami samochodów. Po prostu wiem, co może lepiej działać.
Po kilku (no dobra, z grubsza dwóch) latach obcowania z chińskimi autami wiem już jednak, że przeciętny Kowalski ma te moje uwagi po prostu w nosie. No bo otwierasz cennik takiego Jaecoo 8 Super Hybrid, a tam... wersja pięciomiejscowa za 219 900 zł i siedmiomiejscowa za 224 900 zł. I koniec cennika.
Na pokładzie, jak to u Chińczyków, jest tu wszystko. Czyli chłodzenie tyłka, podgrzewanie tyłka, milion kamer, funkcje półautonomicznej jazdy, skórzane fotele, dotykowe ekrany, szmery, bajery, wodotryski i fajerwerki.
Do tego absurdalnie komfortowe zawieszenie i... 428 koni mechanicznych. Przyspieszenie do 100 km/h w 5,8 sekundy. Szybko.

Rzecz w tym, że te wszystkie zalety nie zawsze sumują się w dobre auto
Mam wrażenie, że to ostatnia rzecz, której Chińczykom – nie piszę tego z satysfakcją – brakuje do kompletnego zdominowania naszego rynku. Jakiegoś poczucia równowagi w tym wszystkim. Bo Jaecoo 8 Super Hybrid, choć jest pełne zalet, autem jest co najwyżej poprawnym.
Teraz chyba mogę wyjaśnić, o co mi chodzi z tytułem tego tekstu, gdzie przekonuję, że dwa plusy w chińskim świecie dają minus. Otóż połączenie dużej mocy (obiektywnie zaleta) i bardzo komfortowego zawieszenia (również obiektywnie zaleta) w tym aucie to przepis na kłopoty.
Jaecoo 8 Super Hybrid ze względu na specyficzne połączenie osiągów i komfortu wymaga doświadczonego kierowcy. A z racji na cennik na to auto mogą połasić się ludzie, którzy często nie mieli pod butem więcej niż dwieście koni.
I ja się cieszę, że moc "zeszła pod strzechy"
Ale prawda jest taka, że choć w życiu najeździłem się autami i znacznie mocniejszymi od Jaecoo 8 Super Hybrid, jazda nim bywa... po prostu trudna. To samochód, który jest naprawdę szybki. Za przyspieszenie odpowiadają tutaj oczywiście silniki elektryczne, a nie ten lichy spalinowy motor o pojemności półtora litra. Ten jest dokładką do układu superhybrydy (o niej trochę więcej później).
Innymi słowy – przyspieszenie jest momentalne, gwałtowne, wręcz brutalne. A jednocześnie to samochód, który kiepsko hamuje. Duża masa własna i niezbyt wydajny układ hamulcowy (przypadłość wielu chińskich aut, bo w ulotce fajnie wygląda przyspieszenie, ale o hamowaniu nikt nie pamięta) sprawiają, że ten samochód chętnie przyspiesza, ale nie bardzo lubi się zatrzymywać.
Do tego dochodzi mega komfortowe zawieszenie. Jaecoo 8 Super Hybrid jest megaszybkim autem, ale w zakrętach po prostu podpiera się na lusterkach bocznych. Wrażenie nie jest przyjemne. W efekcie mamy auto, które pędzi przed siebie jak supercar z lat 80./90., ale zawieszenie ma takie, jakby był miejskim autkiem.
Brakuje tu równowagi.
Jeszcze ciekawostka o pracy zawieszeniu – przy przejeździe bardziej stromych "leżących policjantów" przednie sprężyny potrafią bujnąć kabiną nawet... sześć razy. Liczyłem. Uczucie jak w łajbie na wzburzonym morzu. Chińczycy kochają tak jeździć, ale Europejczycy... no nie.
Pochwalić za to muszę układ superhybrydy
Bo działa dobrze. A to wcale nie jest takie oczywiste. Kilka miesięcy temu miałem okazję jeździć Leapmotorem C10 w wersji EREV, czyli superhybrydowej. I o ile to naprawdę fajny elektryk (taka wersja też jest i mógłbym go mieć nawet takiego, gdybym przymknął oko na kilka spraw), tak superhybryda z niego taka, że pożal się Boże.

A tutaj jest... naprawdę przyzwoicie. W każdym razie krótkie przypomnienie dla wszystkich, którzy może jeszcze nie wiedzą. Chińczycy superhybrydami nazywają to, co u nas jest hybrydami plug-in. Tylko robią to trochę inaczej.
U nas podstawą PHEV-a jest duży silnik, a mała bateria i mały silnik elektryczny są dodatkami do miejskiej jazdy. U Chińczyków moc silników elektrycznych jest duża, a bateria całkiem duża (średnio dwa razy większa niż u nas). Za to silnik spalinowy pełni funkcję właściwie range extendera. Czyli po mieście jeździsz na prąd, a w trasie odpalasz silnik spalinowy.
Zużycie energii i spalanie paliwa: jak wypada?
I już przechodząc do sedna sprawy – ten tysiąc kilometrów zasięgu według mnie można wsadzić między bajki (wyjdzie ze 20-30 proc. mniej), ale działa to naprawdę dobrze.
Układ napędowy w Jaecoo 8 Super Hybrid jest naprawdę wydajny, nie tylko mocny. W mieście spokojnie przejechać na prądzie około stu kilometrów. W trasie bateria oczywiście znika w oczach, ale cały układ jest tak zestrojony, że umie w miarę mądrze doładowywać baterię z jednej strony, a z drugiej utrzymywać niskie spalanie ogółem.
Dlatego jadąc Jaecoo 8 Super Hybrid nie musisz się raczej bać, że pojemność akumulatora spadnie poniżej 20 proc. Komputer pokładowy na to po prostu nie pozwoli. A z drugiej strony podładowywanie baterii w trasie nie wpływa właściwie na spalanie benzyny.
Ten samochód na drogach szybkiego ruchu bez problemu zmieści się w 9 litrach bezołowiowej (i mówię tu o autostradach). Przy takich wymiarach auta należy uznać to za dobry wynik. A w mieście wiadomo – zero litrów, bo nie ma sensu jeździć tym autem w trybie innym niż elektrycznym.
Chińczykom już niewiele brakuje, żeby robić auta na europejskim poziomie
Tak naprawdę wystarczyłoby tutaj ogarnąć porządne zawieszenie, lepszy układ hamulcowy i... lepsze multimedia. To wszystko podniosłoby pewnie cenę końcową tego auta o jakieś 20 tysięcy złotych, ale i mielibyśmy do czynienia ze znacznie lepszym produktem.
Wspomniałem o tych multimediach – to kolejny typowy przykład chińskiej bylejakości. Są brzydkie, niefunkcjonalnie, źle przetłumaczone, ekrany są kiepskiej jakości, a do tego ergonomia w tym aucie nie istnieje. Wszystko jest pochowane w różnych ustawieniach i po prostu źle się tego używa. Ale to też często chiński standard, właściwie tylko BYD i Xpeng starają się dać coś więcej.
Co jest dziwne, bo to jest akurat ta kwestia, w której Chińczycy powinni demolować Europejczyków. A z jakiegoś powodu jest odwrotnie.
Niemniej jednak gdyby te rzeczy zostały ogarnięte przy okazji jakiegoś liftingu, Jaecoo 8 Super Hybrid byłby autem wręcz przerażająco (!) dobrym.
A póki co jest fajnie, ale ciągle coś nie pasuje. Aha, i dajcie sobie spokój z wersją siedmiomiejscową. W trzecim rzędzie dziecko nie siądzie, bo nie ma ISOFIX, dorosły nie będzie miał co zrobić z nogami, a w ogóle to zniknie wtedy bagażnik.


