Koniec tanich chińskich aut? Chiny nakazują, by zacząć sprzedawać w normalnych cenach
Chiny zapowiedziały, że producenci mają zacząć sprzedawać samochody w odpowiednich cenach, powyżej kosztów produkcji. Ceny wzrosną. Ciekawe jak będzie w Europie?
"Spójrzcie na Chiny! Tam samochody są jeszcze tańsze!" - tak brzmi wiele komentarzy w internecie, dotyczących cen chińskich samochodów. I to prawda, w Państwie Środka samochody kosztują naprawdę nieduże pieniądze, w stosunku do cen europejskich. Ale tajemnicą poliszynela jest to, że wiele z tych cen nie ma nic wspólnego z rynkowymi wycenami. Są po prostu narzędziem ciężkiej walki, z chwytami poniżej pasa. A dokładniej poniżej kosztów. Najnowszy pomysł władz powinien zakończyć tę wojnę. Jest ona bardzo ciekawa z naszego punktu widzenia.
Chiny biorą się za dumping. Będzie rzeź?
Dziesiątki marek, modeli, tanich opcji na własny samochód. Superluksusowe limuzyny, czy hiperauta sportowe "za grosze". A wszystko to finansowane kreatywną księgowością, subsydiami, zwolnieniami z podatków oraz szeroko płynącymi z innych źródeł pieniędzmi.
Czyli typowy krajobraz państwa, w którym gospodarka rynkowa ma tyle wspólnego z rynkiem, co krzesło elektryczne z krzesłem.
Władze jednak i tu postanowiły zaingerować. Bo wg CADA (China Automobile Dealers Association) wojna cenowa spowodowała straty w produkcji sięgające blisko pół biliarda(!!!) juanów, czyli ok. 250 miliardów złotych. Nawet sama sprzedaż spadła, co firmy rekompensują zwiększonym eksportem.
chińskie samochody
Od stycznia wprowadzono zakaz sprzedaży samochodów poniżej kosztów produkcji. Tak po prostu.
Oprócz tego wprowadzono ściślejszy nadzór nad płatnościami. Dzięki temu koncerny musiały poskracać czasy płatności dostawcom z ok. 300 dni do 60. To pozwalało im utrzymać niższe ceny i zapewnić gotówkę na błyskawiczne prace badawczo-rozwojowe. A przy okazji, mocno dawało po kieszeni poddostawcom, którzy musieli czekać blisko rok na zapłatę za swoją pracę, czy też produkcję.
A przy konieczności płatności, nie będą miały możliwości bić się rabatami z konkurencją. Jednocześnie tworząc pewnego rodzaju piramidę finansową.
Chiny grożą koncernom "odpowiedzialnością prawną", ale póki co nie ma ani słowa o tym, jak miałyby wyglądać kary. Według chińskich firm analitycznych, to musi być coś naprawdę poważnego, bo koncerny motoryzacyjne już zaczynają działać w kierunku normalizacji cen i zmienienia sposobu pozyskiwania gotówki.
Co to zmieni na europejskim rynku? Nic. Przynajmniej na razie. Celem rządu w Pekinie jest jednak mocne wprowadzenie chińskich marek do mainstreamu.
Ale takie informacje mogą uświadamiać, że chińskie ceny samochodów wynikają w dużej mierze z kreowania polityki cenowej, na różnych szczeblach. A nie z tego, ile realnie dany samochód kosztuje, czy powinien kosztować.