Koreańczycy odlecieli, Genesis GV90 wygląda jak Rolls-Royce za pieniądze godne Mercedesa

Koreańczycy od lat udowadniają, że nie boją się eksperymentować z designem. Genesis GV90 wynosi tę odwagę na zupełnie nowy poziom. To samochód, który równie dobrze mógł pozostać efektownym konceptem. Tymczasem trafi do produkcji niemal w niezmienionej formie.

Przyznam, że mam dużą słabość do samochodów z Korei Południowej. Hyundai, KIA i Genesis nie zawsze tworzą samochody, które podobają się wszystkim - ale trudno odmówić im odwagi. Co więcej, coraz częściej odnoszę wrażenie, że Koreańczycy mają znacznie większą swobodę niż styliści pracujący dla wielu europejskich producentów.

Genesis GV90 jest tego najlepszym przykładem. To pierwszy tak duży SUV tej marki i jednocześnie największy samochód w jej historii. Ma 5286 mm długości, 2029 mm szerokości i aż 3246 mm rozstawu osi. Rozmiarami spokojnie może więc stanąć obok największych SUV-ów BMW, Mercedesa czy Range Rovera.

Jakby tego było mało, kilka sztuczek podkrada prosto z Rolls-Royce'a. Brzmi ciekawie? Zobaczcie sami.

Genesis GV90 wygląda jak koncept. I w zasadzie nim był

W 2024 roku Koreańczycy pokazali prototyp o nazwie Neolun. Był ogromny, minimalistyczny i miał kilka rozwiązań, które wyglądały świetnie na zdjęciach, ale niekoniecznie miały szansę dotrzeć do produkcji. Dwa lata później okazuje się, że projektanci postawili na swoim i niemal wszystko trafiło do finalnej wersji tego samochodu.

Bryła seryjnego Genesisa GV90 pozostała bardzo prosta. Koreański producent nie próbuje wizualnie odchudzać tego samochodu za pomocą dziesiątek przetłoczeń i ozdobników. Inspiracją dla projektantów był "moon jar", czyli charakterystyczne naczynie z tradycyjnej koreańskiej ceramiki. Stąd duże, czyste powierzchnie i obłości, które nadają temu SUV-owi dość nietypowy charakter.

Genesis GV90 2026

Z przodu pojawia się charakterystyczny dla Genesisa motyw dwóch linii świateł, tutaj wykorzystujący technologię Micro Lens Array. Z tyłu światła niemal zlicowano z nadwoziem. Do wyboru będą 22- i 24-calowe kute felgi oraz 16 kolorów lakieru.

Projektanci usunęli słupek B. Inżynierowie musieli wymyślić, jak zrobić to w seryjnym samochodzie

Standardowy GV90 ma klasyczne drzwi. Wersja Neolun dostaje jednak rozwiązanie o nazwie Neolun Arch Gate. Przednie i tylne drzwi otwierają się w przeciwnych kierunkach, a pomiędzy nimi nie ma klasycznego, widocznego słupka B. Po otwarciu powstaje więc ogromna przestrzeń prowadząca do wnętrza. Skojarzenia z Rolls-Royce'em są tutaj jak najbardziej na miejscu.

Tyle że stworzenie czegoś takiego w seryjnym samochodzie nie jest łatwe. Genesis wykorzystał belki ze stali o wysokiej wytrzymałości, stalowe rury, piankę strukturalną i dodatkowe wzmocnienia ukryte w konstrukcji nadwozia oraz drzwi.

Problemem były także zawiasy. Tylne drzwi muszą przecież otwierać się niezależnie od przednich. Koreańczycy opracowali więc mechanizm, który najpierw odsuwa je od nadwozia, a dopiero później pozwala im się obrócić.

W wielu samochodach koncepcyjnych właśnie na tym etapie kończy się fantazja stylistów. Księgowi i inżynierowie zaczynają wykreślać najbardziej skomplikowane rozwiązania. Tutaj inżynierowie dostali inne zadanie: mieli znaleźć sposób, żeby pomysły projektantów pozostały na swoim miejscu.

Najciekawsze rzeczy w Genesisie GV90 znajdziemy jednak w środku

Koreańczycy podeszli do kabiny w podobny sposób. Zamiast tworzyć klasyczne wnętrze dużego SUV-a, potraktowali je trochę jak salon. GV90 ma całkowicie płaską podłogę. Do wykończenia wnętrza wykorzystano naturalne drewno, prawdziwy kamień, kaszmir z domieszką wełny i skórę. Standardowy model dostanie pięć konfiguracji kolorystycznych, a Neolun kolejne pięć.

Genesis GV90 2026 wnętrze

Nietypowo rozwiązano także przednie fotele. Po zaparkowaniu samochodu można obrócić je elektrycznie o 180 stopni. Kierowca i pasażer siedzą wówczas twarzą do osób podróżujących z tyłu.

To rozwiązanie, które świetnie wyglądało w koncepcie. Genesis ponownie uznał jednak, że skoro już je wymyślono, to warto wprowadzić je do produkcji.

Na desce rozdzielczej znalazł się 23,6-calowy ekran OLED (jest gigantyczny). Po zatrzymaniu samochodu unosi się o 90 mm i zwiększa swoją przekątną do 24,6 cala, niemal zasłaniając deskę rozdzielczą. Do tego dochodzi 25-calowy wyświetlacz head-up, który przejmuje funkcję klasycznego zestawu wskaźników.

GV90 jest też pierwszym Genesisem z systemem Pleos Connect, bazującym na oprogramowaniu Android Automotive. Na pokładzie znajdziemy system audio Bang & Olufsen Premier 3D z 25 głośnikami, a fotele wykorzystują 15 komór powietrznych i oferują masaż z funkcją pulsacyjnych wibracji.

Czteroosobowy Genesis GV90 Neolun idzie o kilka kroków dalej

Wersja Executive Suite rezygnuje kanapy na rzecz dwóch indywidualnych foteli z tyłu. Pojawia się tutaj przegroda oddzielająca pasażerów, lodówka, stoliki i elektrycznie sterowane rolety.

Najciekawsza jest jednak podłoga. Wykończono ją prawdziwym drewnem i wyposażono w ogrzewanie promiennikowe. Nie jest to przypadkowy pomysł. Koreańczycy odwołują się tutaj do tradycyjnego systemu ogrzewania podłogowego ondol, który od setek lat jest elementem tamtejszej architektury. Do tego dochodzi Smart Vision Roof. Dach podzielono na sześć stref, a stopień przezroczystości każdej z nich można regulować elektronicznie.

Pod tym wszystkim kryje się największy akumulator w historii Hyundaia

Dopiero tutaj dochodzimy do techniki. Genesis GV90 powstał na całkowicie nowej elektrycznej platformie eMP, opracowanej z myślą o flagowych modelach. Akumulator ma 123,5 kWh pojemności. Żaden elektryczny samochód z grupy Hyundaia nie dostał wcześniej tak dużej baterii!

Dwa silniki elektryczne zapewniają łącznie 657 KM i 800 Nm. Napęd trafia na cztery koła, a przy każdej osi znajduje się elektronicznie sterowany mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. To pierwsze takie rozwiązanie w samochodzie całego koreańskiego koncernu.

Siedmioosobowa wersja ma przejeżdżać około 500 km na jednym ładowaniu. Na razie jest to wartość uzyskana w wewnętrznych testach producenta. Maksymalna moc ładowania wynosi 350 kW, a uzupełnienie energii od 10 do 80 procent ma zajmować 22 minuty.

Genesis dorzucił również wielokomorowe zawieszenie pneumatyczne, elektronicznie sterowane amortyzatory i skrętną tylną oś. Tylne koła wychylają się maksymalnie o 5 stopni, dzięki czemu mierzący niemal 5,3 metra GV90 ma zawracać na przestrzeni porównywalnej z samochodem klasy średniej.

Genesis nie chce już być koreańską odpowiedzią na niemieckie marki

Jeszcze dekadę temu Genesis musiał przede wszystkim przekonywać klientów, że potrafi zbudować samochód na poziomie BMW, Mercedesa czy Audi. Teraz próbuje stworzyć coś, czego te marki po prostu nie mają. Koreańczycy sięgają tutaj do swojej kultury i chcą oferować luksus w cenie znanych marek, ale w innym opakowaniu.

Oczywiście znajdziemy tutaj znajome elementy. Przeciwstawnie otwierane drzwi kojarzą się z Rolls-Royce'em, a ogromny elektryczny SUV nie jest już żadną nowością. Różnica polega na sposobie, w jaki Koreańczycy poskładali te elementy w całość.

Genesis GV90 2026 wnętrze

Na początku sprzedaży pojawi się jeszcze Genesis GV90 Neolun First Edition. Dostanie dwukolorowe nadwozie, 24-calowe kute felgi w kolorze karoserii, kaszmirowe wykończenie wnętrza oraz specjalne oznaczenia na zagłówkach, progach i Crystal Sphere Controller. Genesis przygotował dla tej wersji trzy specjalne zestawienia kolorystyczne. Jednego tylko wciąż nie wiemy - Genesis wciąż nie podał ceny GV90. Tanio na pewno nie będzie. Trudno też powiedzieć kiedy ten samochód pojawi się w Europie, o ile w ogóle.

Moim zdaniem Koreańczycy poszli w ciekawym kierunku i pokazują, że segment samochodów premium/luksusowych można reinterpretować bez szaleństw i kombinacji. Bardzo im kibicuję w tej podróży w nowym kierunku.