Lexus LFA powraca. Pali gumę, jest szybki, ale V10 to co najwyżej...

...usłyszycie z głośników - bo nowy Lexus LFA będzie pierwszym elektrycznym supersamochodem tej marki. Rewolucja, czy znak czasów?

Co za czasy. Toyota pokazała swój wyjątkowy supersamochód, GR GT, który ma całkowicie nowe V8 pod maską. W tym samym czasie Lexus LFA powraca na drogi. I nim poczujecie ekscytację na myśl o tym, że być może dostanie znowu silnik V10, to muszę wylać na Was kubeł zimnej wody. Tu będzie coś nieco innego pod maską.

Pierwszy Lexus LFA to samochód wyjątkowy - wręcz perfekcyjny. Powstawał przez wiele lat, wykorzystywał zaawansowaną konstrukcję z włókna węglowego i otrzymał wolnossący silnik V10, którego brzmienie do dziś uznawane jest za jedno z najlepszych w historii motoryzacji. Zresztą ta jednostka powstawała pod okiem Yamahy, która dorzuciła swoje know-how.

Lexus LFA

Najciekawsze jest to, że LFA zawsze postrzegano jako genialną konstrukcję, ale dopiero po zakończeniu produkcji kolekcjonerzy docenili jego potencjał. Teraz każdy z 500 egzemplarzy (a tych jest z pewnością już nieco mniej) kosztuje krocie i ekspresowo zmienia właściciela.

W przyszłym roku nazwa LFA powróci do gamy Lexusa. Tym razem trafi ona jednak na samochód, który pod względem technicznym będzie całkowitym przeciwieństwem swojego poprzednika. Zamiast jednostki V10 pojawi się tutaj napęd elektryczny, choć producent przekonuje, że filozofia modelu pozostanie niezmienna.

Lexus LFA pożegna V10 i powita napęd elektryczny. Japończycy twierdzą, że nie ma w tym niczego złego

Największym wyzwaniem podczas prac nad nowym LFA okazało się nie opracowanie napędu elektrycznego, lecz zachowanie charakteru, z którego słynął poprzednik.

Japończycy podkreślają, że nie zamierzają pójść najprostszą drogą i zastąpić brzmienia V10 dźwiękiem odtwarzanym przez głośniki. Inżynierowie pracują nad całkowicie nowym sposobem budowania doznań akustycznych i wrażeń z jazdy. Celem jest stworzenie samochodu, który będzie dostarczał emocji znanych z konstrukcji spalinowych, ale bez ich sztucznego naśladowania.

Lexus LFA 2027 BEV

Rynek nie sprzyja takim samochodom, ale Lexus nie zamierza zmieniać planów

Producent otwarcie przyznaje, że segment elektrycznych supersamochodów rozwija się wolniej od wcześniejszych prognoz. Klienci dysponujący odpowiednim budżetem nadal znacznie częściej wybierają konstrukcje napędzane silnikami spalinowymi.

Menedżer projektu LFA, Yukihiro Yukita, wskazuje właśnie ograniczony popyt jako największe wyzwanie stojące przed nowym modelem. Mimo tego harmonogram pozostaje bez zmian - premiera odbędzie się już w przyszłym roku.

Jednocześnie Lexus nie zamierza rezygnować z historycznej nazwy. Zdaniem producenta oznaczenie LFA nie jest nierozerwalnie związane z silnikiem spalinowym i może zostać wykorzystane również w przypadku elektrycznego flagowego supersamochodu. Odważny ruch, nieprawdaż?

Znana platforma, ale inna koncepcja

Nowy LFA powstanie na aluminiowej platformie opracowanej z myślą o kilku sportowych modelach koncernu. Z tej samej architektury skorzystają również Toyota GR GT oraz torowa Toyota GR GT3.

Konstrukcja od początku była projektowana tak, aby mogła współpracować zarówno z klasycznym układem napędowym, jak i z napędem elektrycznym.

W przypadku Lexusa znajdą się w niej silniki elektryczne oraz akumulator. Spalinowe modele Toyoty korzystaj z podwójnie doładowanego silnika 4.0 V8.

Prototypy są już bardzo zaawansowane. W Goodwood Lexus LFA smażył kapcie

Prace nad samochodem są już na zaawansowanym etapie, o czym świadczy publiczny pokaz zamaskowanego prototypu podczas Festiwalu Prędkości w Goodwood. Nowy model wypuszczono na tor, pokazując jego "cichy" potencjał.

Lexus LFA 2027 BEV

Za projekt odpowiada Shogo Kasamatsu. Jak podkreśla projektant, nadwozie nie miało wpisywać się w obowiązujący język stylistyczny Lexusa. Znacznie ważniejsze było stworzenie sylwetki, która już samym wyglądem podkreśli wyjątkowy charakter modelu.

Według zapowiedzi seryjna wersja będzie bardzo wiernie odwzorowywać koncepty Electrified Sport Concept oraz późniejszy koncept noszący nazwę LFA. Zresztą widać to gołym okiem.

Większy, ale nie ciężki. Lexus LFA przytyje, ale ma być "rozsądnym" elektrykiem

Nowe LFA ma 4690 mm długości, 2040 mm szerokości i 1195 mm wysokości. Rozstaw osi wynosi 2725 mm, a we wnętrzu przewidziano dwa miejsca.

W porównaniu z pierwszym LFA nowy model będzie wyraźnie większy i jednocześnie znacznie niższy. Producent chce jednak zachować możliwie niską masę własną, mimo zastosowania napędu elektrycznego.

Pomóc ma w tym między innymi wykorzystanie akumulatora półprzewodnikowego. Tego typu bateria oferuje większą gęstość energii niż obecnie stosowane ogniwa litowo-jonowe, dzięki czemu może zapewnić odpowiedni zasięg i wysokie osiągi bez konieczności montowania bardzo dużego pakietu.

Lexus nie podaje jeszcze docelowej masy samochodu. Wiadomo jedynie, że będzie wyższa niż 1480 kg, czyli w przypadku pierwszego LFA. Dla porównania Toyota zakłada, że spalinowy GR GT wykorzystujący tę samą platformę ma ważyć mniej niż 1750 kg.

Przyznam szczerze, że... jestem ciekaw tego samochodu

Spójrzcie: Toyota i Lexus mocno inwestują w elektryki. Jednocześnie jednak nie są to przełomowe konstrukcje. Na przykład nowy Lexus ES w elektrycznym wydaniu ma mocno ograniczony potencjał - architektura 400V i niska moc ładowania nieco zawodzą w tej klasie pojazdów.

Jestem przekonany, że przy LFA Lexus pójdzie na całość. Może to być także platforma doświadczalna dla rozwiązań, które w przyszłości trafią do masowo produkowanych elektryków. To bez wątpienia bardzo przydałoby się tej japońskiej marce.