Ligier pobił właśnie rekord... najwolniejszego czasu okrążenia na Nurburgringu. Potrzebowali 28 minut
Ligier kojarzy nam się z mikrosamochodami i z wyścigami. Właśnie połączyli te dwa światy - i było to ogromne wyzwanie.
Marka Ligier ma dwie twarze. Jedna to ta, którą znacie z ulic. Mikrosamochody są codziennością tego francuskiego producenta. Drugą był i jest motorsport. Dalej budują różne auta, a przed laty startowali nawet w Formule 1.
Tym razem udowodnili, że w świecie motoryzacji rekord nie zawsze musi oznaczać zawrotnych osiągów, szalonego przyspieszenia i pełnego kombinezonu wyścigowego. Czasem wystarczy diesel, 8 koni mechanicznych i dużo cierpliwości. Bardzo dużo cierpliwości.
Ligier wykręcił rekord na torze Nurburgring. Ten odwrotny
Zamiast ścigać się o setne sekundy na torze Nürburgring, Ligier postanowił sprawdzić, jak wolno da się przejechać pełną północną pętlę. Na tor wysłano model JS50. To czterokołowiec z tej samej ligi co Citroen Ami, uzbrojony w silnik diesla, który w "najostrzejszej" wersji oferuje potężne 8 KM. Maksymalna prędkość? Okolice 45 km/h, o ile wiatr nie wieje w przód samochodu.
Za kierownicą zasiedli francuscy dziennikarze Nicolas Meunier i Martin Coulomb. Cel był prosty: dojechać do mety i... nie zasnąć. Oficjalny czas okrążenia wyniósł 28 minut i 25,8 sekundy, co automatycznie zapewniło JS50 tytuł najwolniejszego okrążenia Nürburgringu w historii.
Dotychczasowy „lider” w tej kategorii, Trabant P50, z wynikiem 16 minut i 1 sekundy z 1960 roku, może być uznawany za demona prędkości.

Dla kontrastu warto dodać, że rekord na tej samej pętli należy do Mercedesa-AMG One i wynosi 6 minut i 29,1 sekundy. Różnica? Niewielka, zaledwie ponad 22 minuty. W sam raz na spokojną kawę i croissanta.
Ligier nabija się sam z siebie i nie kryje ironii
Jak zauważył serwis Autocar, producent żartobliwie stwierdził, że wynik „nawiązuje do chwalebnej historii marki w Formule 1”. Fani królowej motorsportu doskonale pamiętają, że ich starty nie były zbyt udane. Poza tym ta francuska marka święciła mniejsze i większe sukcesy w wyścigach długodystansowych. Wtedy liczyły się sekundy, dziś liczył się… bak paliwa.
To było największym wyzwaniem. Pełne okrążenie na Nordschleife trzeba było pokonać na jednym tankowaniu. Misja zakończyła się sukcesem, a średnie zużycie paliwa wyniosło imponujące 2,5 litra na setkę. Ekonomia godna mistrzostw świata, choć raczej nie tych z kalendarza FIA.

Na deser Ligier dorzucił do swojego malucha pakiet nazwany z pełną powagą „ultimate racing experience”
W skład wchodzą naklejki "podnoszące moc” oraz sportowy pakiet stylistyczny nadwozia. Producent rozważa nawet wprowadzenie go do sprzedaży. Skoro można sprzedać emocje związane z najszybszym okrążeniem Nürburgringu, to dlaczego nie te związane z… najwolniejszym?