Mansory zrobiło Koenigsegga Jesko. To cios w "Lagom"

"Lagom", czyli "w sam raz", "tyle, ile trzeba". Szwedzka filozowia życia "bez przesady". W Mansory nigdy o niej nie słyszeli, ale o Koenigseggu Jesko, owszem. Co z tego wyszło?

Powiedzmy sobie szczerze, że Koenigsegg Jesko sam w sobie nie jest samochodem, który przemyka po ulicach niezauważony. Do tego jego design jest podporządkowany osiągom. Zabranie się za niego przez Mansory to ostateczny dowód na to, że ta firma zrobi absolutnie wszytko, jeśli posiadacie wystarczająco gruby portfel.

Koenigsegg Jesko jest w tej wersji zdecydowanie "bardziej"

Mansory słynie z obróbki włókna węglowego. Ich projekty składają się w dużej mierze ze wszystkiego, co Niemcom uda się stworzyć z karbonu. W przypadku Jesko, które i tak wykorzystuje sporo tego materiału, pole działania było nieco ograniczone. Choć znając projekty firmy, to w niczym nie przeszkadza.

Jesko

Niemniej, samochód powstał i oczywiście zaprzecza wszelkim zasadom umiaru. Pojawiły się nowe lotki przy zderzaku, zmieniono lekko splitter, a elementy aero pojawiły się też na drzwiach samochodu. Z jakiegoś powodu pojawiły się też nowe końcówki wylotu powietrza na błotniku, co wygląda dość oryginalnie. Z tyłu Mansory zmodyfikowało dyfuzor oraz podmieniło skrzydło. 

Można było to zrobić gorzej, znając inne projekty marki. Nie ma tutaj aż takiego dramatu.

Do tego położono nowy lakier, kojarzący się z piaskami pustyni. Albo złotem. Tak czy inaczej, wyraźnie wskazuje na kraje arabskie. Uzupełniono to wnętrzem w jednym z ulubionych kolorów niemieckiego tunera - miętowym/bladoturkusowym. No jest oryginalnie, trzeba przyznać.

Kraje arabskie to dobry trop, choć o dziwo tym razem nie powstał na sprzedaż, czy dla bardzo bogatego klienta. To... auto marketingowe, do promocji nowego kasyna online.

Z tego też powodu Koenigsegg Jesko raczej nie dostał żadnych modyfikacji silnika. Przyznaję, że może i dobrze, choć pewnie pięciolitrowa jednostka V8 z podwójnym doładowaniem mogłaby zagadać jeszcze głośniej dzięki jakiemuś opcjonalnemu wydechowi. Ale 1600 KM dostępne w szwedzkim hipersamochodzie to odpowiednia moc i trochę w geniuszu inżynierów z Ängelholm szkoda grzebać.

To pierwszy projekt Kourosha Mansory dla szwedzkiej marki, ale możemy się spodziewać, że nie ostatni. W końcu trzeba iść za ciosem, a personalizacja nawet tak niszowego auta to coś, za co ludzie na pewno zechcą zapłacić.

Cały projekt do obejrzenia tutaj: