Mieli produkować coraz więcej, produkują dużo dużo mniej. Włosi (głównie Stellantis) są w tarapatach
Mamma, mia, ostatni raz we Włoszech w świecie motoryzacji takie liczby widziano... 75 lat temu! A wszystkiemu winna jest grupa Stellantis.
Stellantis we Włoszech "kurczy się" w ekspresowym tempie. A jakby nie patrzeć zawsze był to kraj stanowiący potęgę w branży motoryzacyjnej.
Liczby są wręcz przerażające. We Włoszech produkcja samochodów w zakładach Stellantis spadła o 20 procent w skali rok do roku, osiągając poziom 379 tys. pojazdów.

To wynik wyraźnie niższy od wcześniejszych zapowiedzi włoskiego rządu i ambicji zarządu Stellantisu, który chciał inwestować we włoskie zakłady.
We Włoszech tak mało aut nie wyprodukowano od... blisko 75 lat! Stellantis jest głównym winowajcą
Zacznijmy od samochodów osobowych, dużo bliższych naszym sercom. Tutaj mówimy o 213 tys. sztuk. Jest to najgorszy wynik od 1954 roku dla tego kraju. Pamiętajmy, że przez dekady to branża motoryzacyjna była jednym z najmocniejszych filarów włoskiej gospodarki.
Dla porównania, w 2023 roku produkcja samochodów Stellantis we Włoszech wyniosła 750 tys. egzemplarzy. W zaledwie dwa lata spadek o ponad 60% jest porażającym wynikiem.
Jakby nie patrzeć to Stellantis kontroluje praktycznie wszystkie najważniejsze włoskie marki samochodowe. Podjęto też część działań, które mają postawić na nogi koncern, choć część z nich wdrożono zbyt późno. Fiat wreszcie uruchomił produkcję spalinowej wersji modelu 500. Ta jednak dopiero co trafiła na rynek i jeszcze nie podbiła słupków sprzedaży. Warto też dodać, że Grande Panda wyjeżdża z zakładów w Serbii, a 600-ka z Polski. Kluczowe modele są więc produkowane tam, gdzie jest... taniej. Do kosztów przejdziemy jednak za chwilę.
Alfa Romeo musiała opóźnić debiut kluczowych nowości, czyli Stelvio i Giulii. Pierwotnie miały to być samochody wyłącznie elektryczne, ale w obecnym klimacie byłby to kolejny potężny strzał w stopę.
Lancia produkuje garstkę samochodów rocznie (Ypsilon to wtopa, takie są fakty). Maserati zaś stoi w miejscu za sprawą cen i "problematyczności".
Zadajmy więc pytanie: co dalej?
Włoscy eksperci bez zająknięcia wskazują winowajcę. Jest nim nadmierny entuzjazm wobec pojazdów elektrycznych, na które postawiła grupa Stellantis za czasów Carlosa Tavaresa.
Wyzwaniem jest też konkurencja, w tym ta chińska, która rośnie we Włoszech w siłę. Co ciekawe część osób przyznaje, że wyniki i tak mogły być gorsze. Optymizm to chyba u Włochów standard...
Problemem z punktu widzenia obecnych czasów są koszty produkcji we Włoszech. To drogi kraj do wytwarzania pojazdów, co przekłada się na ceny. Jakość też bywa różna. Stellantis ma zaś specyficzną gamę, która miejscami jest po prostu mało konkurencyjna.
Tu warto przypomnieć jeszcze jedną rzecz. Giorgia Meloni, premier Włoch, jeszcze niedawno deklarowała, że z włoskich fabryk wyjedzie ponad 1 milion samochodów rocznie. Cóż, tę historię można włożyć między bajki.