Nowy Bestune B70 z LPG, czy używana Toyota Camry? Po tygodniu z chińskim liftbackiem wiem, że odpowiedź jest tylko jedna

Za 119 900 złotych i symboliczną „złotówkę” dostaniecie fabrycznie nowy samochód z Chin, z dwulitrowym silnikiem benzynowym z turbodoładowaniem, z instalacją gazową i z automatem. Brzmi to cudownie kusząco? Bestune B70 szybko jednak sprowadza na ziemię i sprawia, że używany samochód zdaje się być dużo bardziej interesującą propozycją.

Chińskie samochody tak naprawdę najbardziej namieszały na rynku samochodów używanych. To właśnie z takich pojazdów przesiada się największe grono osób. Dla niektórych auto z Państwa Środka to tak naprawdę najrozsądniejsza opcja na zakup nowych i dobrze wyposażonych „czterech kółek”. Wybór w tym gronie jest wielki, a Bestune B70 to jedna z niewielu propozycji z niegdyś potężnego segmentu D.

Problem polega na tym, że chińskie samochody chińskim samochodom nie są równe. Mamy tutaj propozycje naprawdę atrakcyjne wizualnie, cenowo i pod kątem dopracowania. Są też samochody, które sprawiają wrażenie archaicznych i bardzo nijakich. I właśnie w tym gronie znajduje się B70.

Bestune B70 to dowód na to, że cena nie zawsze powinna grać pierwsze skrzypce

Marka Bestune należy do koncernu FAW, czyli państwowego konglomeratu, odpowiedzialnego też (między innymi) za markę Hongqi. Formalnie Bestune, niegdyś występujący pod nazwą Besturn, ma być nieco bardziej budżetową linią produktów, skierowaną do masowego odbiorcy. Brzmi to całkiem nieźle, przynajmniej na papierze.

Bestune B70 LPG

B70, które pojawiło się w Polsce, to już trzecia generacja tego samochodu. Tu ciekawostką może być fakt, że poprzednie wcielenia bazowały na konstrukcji Mazdy 6. FAW był wówczas odpowiedzialny za produkcję japońskich samochodów na potrzeby rynku chińskiego.

Przedstawiciel klasy średniej z gamy Bestune’a wizualnie robi dobre wrażenie. To duży samochód, który zaskakuje solidnie narysowanym nadwoziem. Na dobrą sprawę pod tym projektem mogłoby podpisać się wielu producentów, a nadwozie typu liftback zdecydowanie zwiększa komfort podróżowania.

Nieco gorzej robi się po zajęciu miejsca w kabinie. Po pierwsze, fotel od razu wydaje z siebie mało sympatyczne skrzeknięcie. Jak się okazuje skóra na boczku ociera się tutaj o plastik. Nie tylko brzmi to fatalnie, ale także może doprowadzić do szybkiego przetarcia tapicerki.

Sam kokpit wygląda bardzo sztampowo, ale jego prosty design może spodobać się niektórym osobom. Zegary to zlepek ciekłokrystalicznych wyświetlaczy i małego ekranu komputera pokładowego, a wyświetlacz multimediów nie urzeka jakością obrazu.

Pewne „niuanse” odkryjecie w momencie, w którym zaczniecie przyglądać się szczegółom

Na przykład wiele osób twierdzi, że plusem Bestune’a jest obecność klasycznego panelu klimatyzacji. Otóż nie, macie tutaj tylko kilka przycisków: włącznik klimatyzacji, regulację nawiewu, ale temperatury już nie zmienicie.

Centrum „zarządzania” samochodem stanowią bardzo, ale to bardzo skromne multimedia. Mają mało funkcji i wyglądają przeciętnie. Z ich poziomu ustawicie temperaturę w samochodzie (jednostrefowa klimatyzacja, co ciekawe najniższą opcją jest 18 stopni) i włączycie podstawowe funkcje z zakresu bezpieczeństwa.

I teraz najlepsze: łatwiej jest wymienić listę rzeczy, których tutaj nie ma, niż tych, które są. Apple CarPlay lub Android Auto? Brak, o ile nie użyjecie specjalnego odbiornika. Radio z DAB? Brak. Zaawansowane systemy wsparcia kierowcy? Też nie ma.

No ale okej – trzymajmy się idei, że prostota rządzi. Jest radio, jest Bluetooth, nie ma nawigacji, a jak chcecie odpalić swoją własną, to wracamy do powyższego akapitu: musicie połączyć się przez specjalny odbiornik do Apple CarPlay/Android Auto. Ewentualnie, w iście oldschoolowym stylu, musicie włożyć telefon w uchwyt.

Ogromną, ale to naprawdę ogromną wadą Bestune’a B70 jest pozycja za kierownicą

Kolumna reguluje się tylko w jednej płaszczyźnie. W efekcie ja, mając 185 cm wzrostu, z trudem mogłem znaleźć sobie idealną pozycję za kierownicą. Albo siedziałem zbyt daleko od kierownicy, albo zbyt blisko, mając mocno podgięte kolana. Co ciekawe z tyłu, choć miejsca jest dużo, też nie siedzi się idealnie. Kanapa jest ulokowana bardzo nisko i „płasko”.

Bagażnik w teorii jest duży: ma 500 litrów pojemności. O ile oczywiście nie macie wersji z LPG, gdyż wtedy większą część kufra zajmuje koło zapasowe. Coś za coś: albo jeździcie taniej, albo dostajecie praktyczność. W dłużej podróży tak naprawdę jedyną opcją zostaje zestaw naprawczy.

Przejdźmy do kluczowej kwestii: czy Bestune B70 nadrabia pewne braki silnikiem i układem jezdnym?

Zmartwię Was – niestety nie. Zawieszenie nastawiono na maksymalny komfort podróżowania, co jest akurat dobrą decyzją. Nie oczekujcie więc wybitnego zachowania w zakrętach, ani też pewności prowadzenia. Plusem jest za to stosunkowo „mechaniczny” układ kierowniczy.

Przejdźmy jednak do kluczowej kwestii: silnika, skrzyni biegów i… wyciszenia. Dwulitrowa jednostka benzynowa, która pracuje pod maską tego samochodu, generuje 211 KM. Moc trafia na przednie koła za pośrednictwem 6-biegowego automatu. Jest to więc dość nietypowy zestaw jak na chińskie samochody, gdyż na eksport do Europy trafiają głównie pojazdy z silnikami 1.5 Turbo pod maską.

Problemem Bestune’a jest brak doszlifowania konstrukcji. Na przykład reakcja pedału gazu jest zero-jedynkowa. Albo startujecie jak źli, albo zamulacie. Nie ma nic pomiędzy. Skrzynia biegów, 6-biegowy Aisin, to prosta konstrukcja, ale też bardzo ospała. Biegi zmienia leniwie, jak w samochodach sprzed lat. Reakcja na kickdown wymaga więc chwili cierpliwości, co warto mieć z tyłu głowy, np. przy wyprzedzaniu.

Bestune B70 LPG

I wisienką na torcie jest zużycie paliwa. W mieście wynosiło tutaj od 12 do 14 litrów gazu, w trasie zaś przy 120 km/h było to około 8,5 litra, przy 140 km/h około 11 litrów gazu. Wiadomo, ceny LPG wciąż są niższe, niemniej nie spodziewajcie się bardzo „niskich” kosztów eksploatacji.

Do tego dodajmy jeszcze wygłuszenie, które rozczarowuje. Bestune B70 jest głośny w środku od mniej więcej 120 km/h. Szum z kół i szum powietrza wyraźnie dają o sobie znać, a warkot jednostki napędowej jest tutaj cały czas wyraźnie słyszalny.

Ten samochód to idealny przykład na to, że chińskie marki i koncerny bardzo się od siebie różnią. Bestune jest wyjątkowo przeciętnym produktem

Nie krytykuję nigdy samochodów „dla zasady”. Tutaj przyjąłem proste założenie: skoro cena jest niska (wspomniane 119 900 złotych w promocji za tę wersję, model z silnikiem 1.5 startuje od 99 900 złotych), to przez jej pryzmat można wybaczyć pewne niedociągnięcia.

Problem w tym, że Bestune sam w sobie jest wielkim niedociągnięciem. To taki motoryzacyjny „niechcieizm” i „bylejakość”, tylko w przyjemnym wizualnie opakowaniu. Rozumiem, że kusi tutaj 5-letnia gwarancja, którą ograniczono przebiegiem 100 000 kilometrów. Rozumiem też, że to uczucie odbioru z salonu nowego samochodu jest po prostu miłe.

Prawda jest jednak taka, że Bestune B70 nie ma zalet na tle używanych samochodów. W tej cenie dostaniecie Mondeo z samej końcówki produkcji, Toyotę Camry (3-4 letnią), Skodę Superb, czy Volkswagena Passata. Kupując używany pojazd dostajecie produkt znanej marki, z dużą siecią sprzedaży i z szeroką dostępnością części.

Bestune B70 LPG

Tymczasem, na tę chwilę, Bestune jest stricte „polskim” wynalazkiem, importowanym przez grupę AADC. Jeśli biznes nie będzie się spinać, albo oferta Bestune’a zmieni się w trybie ekspresowym, to importer może szybko wycofać się w oferowania tej marki. W razie awarii podczas dłuższego wyjazdu zostaje już tylko holowanie samochodu do Polski.

Krótko mówiąc: to eksperyment, którego częścią być nie warto. Ta chińska „bonanza” niebawem wyhamuje. Na rynku zostaną najmocniejsi gracze, mający najlepszą ofertę i najsensowniejsze produkty. Wiele firm, które chcą się rozpychać w naszym kraju, zniknie z mapy punktów dealerskich. I subiektywnie uważam, że Bestune będzie na tej liście.