Podróż za jeden zbiornik paliwa. Toyota Aygo X Hybrid zużywa 2,7 litra paliwa w mieście i jest bardzo szybka
Chyba nigdy nie jeździłem samochodem spalinowym, nie będącym hybrydą plug-in, który w mieście zużywałby mniej niż 4 litry paliwa przy codziennej jeździe. A to nie wszystko, gdyż zejście poniżej granicy 3 litrów też nie jest wyzwaniem. Takie rzeczy potrafi nowa Toyota Aygo X Hybrid.
W dobie rezygnacji z małych samochodów, Toyota poszła pod prąd. Japończycy mogli pożegnać się z Aygo X, zrzucając winę na niską opłacalność takich samochodów i wysokie koszty produkcji. ta marka podjęła jednak wyzwanie i postanowiła dopracować ten samochód. Pożegnała się z silnikiem 1.0 i w jego miejsce wpasowała… hybrydę z Yarisa. Tak powstała Toyota Aygo X Hybrid, czyli potencjalnie najoszczędniejszy nowy samochód na polskim rynku.
Zużywa niemal zerowe ilości paliwa i ma absurdalną dynamikę. Nie ma jednak róży bez kolców. Samochód może i jest oszczędny, ale na pewno nie tani…
Toyota Aygo X Hybrid zużywa mniej niż 4 litry w mieście. A jak się postaracie, to przebijecie też „trójkę”
To było dość karkołomne zadanie. Jednostka z Yarisa nie tylko jest nieco większa pod kątem gabarytów, ale przede wszystkim łączy się z akumulatorem trakcyjnym i z przekładnią planetarną. Jak to wszystko upchnąć w mierzącym 3,7 metra długości samochodzie?
Inżynierowie Toyoty musieli się natrudzić, aby znaleźć idealną konfigurację. Finalnie osiągnęli kompromis, który nie przełożył się na redukcję przestrzeni w kabinie i w bagażniku, a pozwolił na opracowanie wydajnego samochodu.
Przy okazji zdecydowano się także na zmianę pasa przedniego. Pocieszny i łagodnie narysowany front ustąpił miejsca kanciastej i nieco bardziej agresywnej linii, która zwraca na siebie uwagę. Moim subiektywnym zdaniem poprzednik wyglądał lepiej, aczkolwiek tutaj wszystko rozbija się o gusta.

We wnętrzu nie wprowadzono w zasadzie żadnych większych zmian. Zaktualizowano jedynie zestaw zegarów, zastosowano nowy lewarek skrzyni biegów i dodano większy ekran multimediów. Po co psuć coś, co działa doskonale?
Skupmy się na wrażeniach zza kierownicy. Toyota Aygo X jest w pewnym stopniu „absurdalna”
A wszystko to z powodu możliwości nowej hybrydy. Napęd z Yarisa nie przeszedł żadnych zmian – czyli pod prawą nogą wciąż mamy 116 KM. W małym i lekkim nadwoziu przekłada się to na sprint do setki w zaledwie 9,2 sekundy. Osiągi robią ogromne wrażenie, a wąskie opony na dużych kołach sprawiają, że właściwości jezdne są bardzo specyficzne.
Aygo X prowadzi się lekko i jest zaskakująco stabilna. Powiem więcej – wręcz zachęca do tego, aby od czasu do czasu pojechać nią… odrobinę zbyt szybko. Spokojnie, i tak nie będzie to kosztowna podróż.
Niezależnie od tego jak jeździłem tym samochodem, zużycie paliwa było rekordowo niskie. Najlepszy wynik, jak osiągnąłem w Warszawie (na dystansie 20 km, jadąc z Targówka na Wilanów) to 2,7 litra (w ciągu dnia!). Średnie zużycie z regularnej jazdy to 3,5 - 3,8 litra. Co ciekawe nawet za miastem, na drogach wojewódzkich i krajowych, nie przekroczyłem czterech litrów.

Dopiero na autostradzie, rozpędzając się do 140 km/h, przekroczyłem granicę 6 litrów. Nie jest to jednak prędkość, z którą chcecie podróżować. Bardzo skromne wyciszenie w połączeniu z brzmieniem 3-cylindrowej jednostki sprawiają, że poczujecie się jak w pralce, przy wirowaniu na poziomie 1200 obrotów.
Hybrydowe Aygo jest więc niedoścignione w mieście. Ale z tą ceną to dajcie spokój…
No właśnie, czego tak naprawdę oczekujecie od segmentu A? Luksusu? Dobrego wyposażenia? Nie sądzę. Przede wszystkim liczy się cena, a także komfort podróżowania. Tymczasem bazowe Aygo X kosztuje 85 400 złotych w promocyjnym cenniku i 89 000 złotych w standardowej ofercie.
Znowu rozbijamy się o ten sam problem, który jest kulą u nogi Fiata 500 Hybrid. W podobnych pieniądzach dostaniecie samochody z segmentu B, większe i praktyczniejsze. A praktyczność akurat mocną stroną Aygo nie jest. Wnętrze ma dużo bardziej spartańskie wykończenie, niż Fiat 500 Hybrid. Dostajemy tylne drzwi, ale otwierają się pod śmiesznie małym kątem, a do tego na tylnej kanapie prawie nie ma miejsca. Kufer, oferujący ponad 200 litrów pojemności, wystarczy na zakupy i pomieści mała walizkę.
I znowu. Gdyby tak Toyota Aygo X miała skromniejszą wersję, dajmy na to okrojoną z mocy do poziomu 85-90 KM, ale z ceną na poziomie 70 tysięcy złotych, to może przyciągnęłaby sporo ludzi do salonów. Tymczasem teraz wolałbym dołożyć 20 000 złotych do bazowego Yarisa, który zdaje się być dużo lepszą inwestycją.

Powiem więcej: segment A powinien być okrojony z wielu gadżetów, bajerów i systemów wspierających kierowcę, aby ceny zeszły do absolutnego minimum dla producentów. Taka Toyota Aygo X Hybrid, kosztując 60-62 tysiące złotych, byłaby ideałem. O tym możemy jednak tylko pomarzyć.


