Tak wygląda przyszłość Polestara. Nie to, żeby jakoś się różniła od teraźniejszości
Tylko elektryki, tylko nowoczesne rozwiązania, tylko dynamiczny design - tak swoją przyszłość widzi Polestar. A ja mam jedno ważne pytanie.
Polestar spogląda w przyszłość i pokazuje swój kierunek na kolejną dekadę. Studyjny model Formula 2030 ma zapowiadać nowe modele, takie jak kolejna generacja Polestara 2, a także małego Polestara 7. Nie pytajcie o sens numeracji - po prostu marka wykorzystuje kolejne dostępne cyfry, ale jeśli jakaś się zwolni, to wraca do obiegu. Proste, nieprawdaż?
Mniejsza z tym. Szwedzki producent odkrywa karty i ujawnia w jakim kierunku podąża. A jest to sportowy charakter, pełna elektryfikacja i nowoczesność. I brzmi to fantastycznie, ale zachęca do zadania (po raz kolejny) ważnego pytania: czy nie lepiej byłoby to robić z... Volvo?
Polestar, moim zdaniem, absolutnie nie ma sensu w obecnej formie
Początkowo wydawało się, że Szwedzi i koncern Geely mają pomysł na tę markę. Mam jednak wrażenie, że szybko się wypalił, a jedyną koncepcją, którą mieli menadżerowie i designerzy, było opracowanie "dynamiczniejszych nie-Volvo".
Tylko na każdym kroku widać tutaj Volvo. Patrząc na design nadwozia zauważycie wiele detali z samochodów tej szwedzkiej marki. Ba, część elementów jest cały czas współdzielona pomiędzy Polestarami i Volvo. Nie wspominam tutaj o platformach i napędach - tutaj także pojawia się wiele wspólnych elementów.

Tym samym mamy do czynienia z marką, która nie do końca wie czym chce być i do kogo ma trafić. Teraz dodatkowo wypadła z rynku amerykańskiego, gdzie Volvo pozostało w grze. Chodzi tutaj o "chińskie powiązania". Czy ma to sens? Nie - ale to już temat na inną dyskusję.
Polestar ma jednak dalej robić swoje, dalej próbując przekonać do siebie klientów. I tu powtórzę swoją opinię sprzed kilku tygodni - moim zdaniem Polestar znowu powinien wrócić pod skrzydła Volvo. I jest to po prostu sensowny ruch.
Wspólna architektura nie sprawi problemu przy serwisowaniu. Volvo dostanie szerszą gamę modeli elektrycznych, z którymi w teorii kuleje. Może je nieco oddzielić, tworząc bardziej sportową gamę, nazywając ją po prostu "Polestar by Volvo". Wiecie, takie auta M Performance, tylko z różnymi nadwoziami.
W ten sposób Polestary trafiłyby do szerszego grona odbiorców, sieć sprzedaży byłaby większa, a klienci Volvo dostaliby ciekawy wybór - szwedzka klasyka, lub sportowy sznyt.
No ale ewidentnie takiego rozwiązania nie ma na stole. A szkoda...


