Skoda Octavia za 116 000 złotych ma "manuala", 115 KM i chce walczyć z chińskimi samochodami. Wybór nie jest oczywisty
Skoda Octavia w wersji kosztującej 116 000 złotych niczego nie udaje – i to bez wątpienia jest jej największą zaletą. Czy przyjaźniejsza portfelowi cena pozwoli jej odeprzeć napór chińskiej konkurencji? Odpowiedź na pytanie brzmi "to zależy".
Regularnie w komentarzach pod naszymi publikacjami na Facebooku piszecie, że chcielibyście zobaczyć test jakiegoś "gołego i bazowego" samochodu. To prawda, takie auta w parkach prasowych są rzadkością. Wszystkie marki chcą chwalić się tym, co najlepsze, a nie tym, co... tanie. Przed szereg wyszła tutaj właśnie czeska marka, która oddała w nasze ręce kompaktowy samochód za 116 000 złotych. To Skoda Octavia w wersji Drive Essence, z silnikiem 1.5 TSI o mocy 115 KM.
Co znajdziemy w niej na pokładzie? Jest tutaj skrzynia manualna, system multimedialny z Apple CarPlay i Android Auto, światła LED, podłokietnik, podstawowe systemy bezpieczeństwa... Krótko mówiąc: absolutne minimum, ale z nutką komfortu.
Nie ma za to podgrzewanych foteli, lepszej tapicerki, adaptacyjnego tempomatu i szeregu innych rozwiązań, tak bardzo cenionych przez wiele osób. I to wszystko dla ceny, która ma być niska.

Powiedzmy sobie szczerze: chińskie marki zmieniają zasady gry, ale to nie jest też tak, że oferują bardzo dobre i tanie produkty. Jeździłem większością samochodów z Chin, które znajdziemy w oficjalnej dystrybucji w Polsce. Ani razu nie trafiłem jeszcze na pojazd, który w pełni by mnie przekonał, nie miałby głupich wad i szeregu dziwnych cech.
I wydaje mi się, że "europejskość" motoryzacji z naszego kontynentu może być ostatnią linią obrony dla wielu koncernów. Tylko czy ludzie faktycznie będą skorzy zapłacić stosunkowo niemałe (dla wielu osób) pieniądze za skromniejszy samochód?
Skoda Octavia w wersji Drive Essence ma "prawie" wszystko. I to prawie robi tutaj różnicę
Wiadomo, sam lubię dobrze wyposażone samochody, choć mój prywatny, nawet pomimo teoretycznej "metki premium", jest dość goły. Nie mam skóry, adaptacyjnego tempomatu i szeregu rozwiązań, które uznaje się za standard w tym segmencie. Niemniej nie płaczę za nimi – dostałem przynajmniej wygodny i mocny samochód, z napędem na cztery koła, w bardzo dobrej cenie.
Skoda Octavia jest właśnie takim samochodem, tylko z innej półki. Tak na dobrą sprawę w tym egzemplarzy brakowało mi dwóch rzeczy: podgrzewanych foteli i automatycznej skrzyni biegów. I śmiem twierdzić, że gdyby te elementy znalazły się w standardzie za 116 000 złotych, to Skoda sprzedawałaby takie Octavie jak szalona.
Tu właśnie pojawia się ta trudna do przeskoczenia różnica
Za 116 000 złotych wiele chińskich marek oferuje niemalże "gruszki na wierzbie". Mamy eko-skórę, automat, wystarczająco mocny silnik spalinowy, lub nawet hybrydowy. W Octavii trzeba pogodzić się z machaniem lewarkiem, co dla mnie, z dziennikarskiego punktu widzenia, było odświeżającym doświadczeniem.

Przynajmniej przez pierwsze trzy dni, bo czwartego już tęskniłem za automatem. Czasy się zmieniają, samochody razem z nimi. Napiszę to otwarcie: czas manualnych skrzyń biegów w zwyczajnych samochodach dobiega końca. Nie widzę żadnej przewagi w takim rozwiązaniu, a dostaję w zamian irytację i zmęczenie, zwłaszcza w korkach.
I właśnie obecność tego kompletnego wyposażenia, a także "automatu" w wielu chińskich produktach, przy zachowaniu tej niskiej ceny, jest dla wielu osób magnesem ciągnących ich do salonów nowych na naszym rynku marek.
Natomiast Skoda może bronić się wieloma cechami, których brakuje chińskim samochodom
Ma naprawdę komfortowe i dobrze zestrojone zawieszenie, a także świetne wyciszenie. Układ kierowniczy nie jest "oderwany od rzeczywistości", a jednostka 1.5 TSI, nawet pomimo 115 KM, zapewnia sensowną dynamikę. Co więcej, ma jedną cechę, której próżno szukać w jakimkolwiek chińskim samochodzie – jest bajecznie oszczędna.
Bez większych starań w mieście mieściłem się zużyciu paliwa poniżej 6,5 litra. W trasie da się zejść nawet poniżej piątki, choć głównie na drogach krajowych i przy płynnej jeździe. Niemniej takie wyniki są jedynie marzeniem dla chińskich producentów.
Multimedia działają wzorowo, są szybkie i proste w obsłudze. Cyfrowe zegary proste i estetyczne – a do tego można w nich wyzerować komputer pokładowy, co nie jest standardem w "Chinach".
Być może jestem po prostu przyzwyczajony do europejskiej motoryzacji, ale ta chińska cały czas mnie nie przekonała. Wygrywa ekonomicznie, ustępuje doszlifowaniem elektroniki, i systemów wspierających kierowcę. I możecie się z tym kłócić, ale przesiadając się co tydzień pomiędzy kolejnymi samochodami bardzo łatwo jest to zauważyć.
Europejskie marki muszą zejść jeszcze niżej
To ostatni dzwonek, aby przygotować odpowiedź na chińską motoryzację. I nie są nią elektryki, ani też super tanie miejskie samochody. Odpowiedzią na chińską ekspansję są na przykład auta kompaktowe w cenie do 120 000 złotych, z automatem i dobrym wyposażeniem. Odpowiedzią są auta, które łączą dobre (nie musi być "wybitne") wyposażenie z sensownym napędem.
I to wszystko jakimś cudem musi zadziać się w europejskich realiach, gdzie koszty produkcji są wysokie, płace pracowników coraz częściej godne (a nie głodowe), a uwarunkowania ekonomiczne dość trudne. Zlepek ponad 40 państw musi tutaj rywalizować z gigantem, z gospodarką kierowaną z jednego budynku. Pamiętajcie jednak, że to Dawid finalnie zwyciężył z Goliatem.

"Tania" Skoda Octavia zdecydowanie przemówi do osób, które są europocentryczne
Dobre właściwości jezdne, dopracowane wnętrze i oszczędny silnik to zalety tego samochodu. Brak automatu jest trudny do przełknięcia, a dopłata do takiej skrzyni wiąże się z wyborem mocniejszej jednostki – a to winduje cenę do ponad 130 000 złotych. I tu niestety Chińczycy, w oczach wielu osób, wychodzą na prowadzenie.


