Stellantis słucha się klientów. "Przywracamy diesle, bo ich chcecie"
Informacje o pożegnaniu silnika diesla na dobre są przedwczesne. Stellantis daje mu jeszcze drugą młodość.
Gdy w 2015 roku wybuchła afera Dieselgate, nikt nie spodziewał się, że tak bardzo zmieni ona krajobraz świata motoryzacji. Silniki wysokoprężne, wtedy królujące na rynku, bardzo szybko popadły w niełaskę. Co więcej, okazało się, że podobne rozwiązania, które maskowały faktyczną emisję, stosowały też inne marki. Te wydarzenia przyspieszyły rozwój elektryfikacji jednostek spalinowych (hybrydy, hybrydy plug-in), a także tworzenie pełnoprawnych elektryków. Problem w tym, że diesel ma swoje zalety, których próżno szukać w innych jednostkach napędowych - i na to uwagę zwrócił Stellantis.

Przede wszystkim elektryfikacja rozwija się wolniej, niż zakładano. To nie jest "nieco spokojniejsze tempo", a wręcz ślamazarny proces, nijak nie pokrywający się z planami wielu koncernów. W efekcie wiele firm przepaliło gigantyczne pieniądze i straciło pozycję rynkową w wyniku zmian w ofercie modelowej.
Stellantis wyłamuje się z szeregu i rozpoczyna stopniowe przywracanie jednostek wysokoprężnych w co najmniej siedmiu modelach oferowanych w Europie
Ten proces zapoczątkowano w 2025 roku i w planach jest kontynuacja takich działań. Koncern podejmuje tę decyzję mimo wieloletniego spadku popularności diesli. Jak się okazuje jednak, jest jeszcze ogromne grono klientów, którzy chcą takich jednostek.
Dane rynkowe pokazują, że zapotrzebowanie na takie jednostki nie znikneło. W 2025 roku samochody z silnikiem Diesla odpowiadały za 7,7 procent sprzedaży nowych aut w Europie. To niski udział w porównaniu z okresem sprzed dekady, ale jednocześnie wystarczający, aby utrzymać uzasadnienie biznesowe dla dalszej produkcji.

Na liście są kluczowe marki i modele. Mowa tutaj także o samochodach użytkowych
Na liście modeli objętych decyzją znajdują się auta marek Opel, Peugeot oraz Citroen, które ponownie otrzymają warianty wysokoprężne. Stellantis potwierdził także dalszą produkcję diesli w wybranych modelach segmentu premium i klasy średniej. Póki co jednostki z zapłonem samoczynnym znajdziemy w takich autach jak obecny DS 7, Alfa Romeo Tonale, Giulia i Stelvio, czy w Oplu Astrze po liftingu.
Ten ostatni samochód to szczególnie ciekawy przypadek, gdyż cena diesla (silnik 1.5 130 KM) jest taka sama, jak bazowej miękkiej hybrydy. Widać więc, że Stellantis kładzie duży nacisk na takie jednostki napędowe.
To jednak nie wszystko, gdyż dostawczaki także dostają nowe-stare silniki. Na przykład Opel Vivaro i Zafira Life otrzymały diesla 2.2 o mocy 180 KM. To był brakujący element w ofercie tych modeli. Mówimy w końcu o segmencie, gdzie niskie zużycie paliwa, wysoki moment obrotowy i duży zasięg to absolutna podstawa.

Elektryczna ofensywa nie spełniła oczekiwań
Popyt na samochody elektryczne w Europie okazał się słabszy od wcześniejszych prognoz producentów. Wysokie ceny, ograniczona infrastruktura ładowania oraz zmiany w systemach dopłat spowolniły tempo transformacji.
Producenci znajdują się więc w trudnym położeniu. Z jednej strony muszą realizować cele emisyjne Unii Europejskiej, z drugiej strony odpowiadają za wyniki finansowe i sprzedaż. Utrzymanie diesli w ofercie w ofercie pozwala im stabilizować sprzedaż w tym przedziwnym okresie.