Stellantis zwiększa produkcję. Nie zgadniecie, gdzie potrzebna jest trzecia zmiana
Choć cały koncern boryka się z problemami, jest jedna wioska Galów... tj. fabryka, która zwiększa zatrudnienie ze względu na większy popyt. Znajduje się w Windsor, w Ontario.
Czy to już koniec problemów koncernu? W żadnym wypadku. Ale można powiedzieć, że gdzieś auta z logiem Stellantis sprzedają się dobrze. I jest to Ameryka Północna. Na tyle dobrze, że świeżo zmodernizowana fabryka w kanadyjskim Windsor potrzebuje dodatkowych rąk do pracy, żeby sprostać zapotrzebowaniu. Co prawda wynika to z układu zbiorowego sprzed kilku lat, ale dopiero teraz można było doprowadzić do wprowadzenia tej zmiany.
Koncern zgłosił zapotrzebowanie na zatrudnienie 1 700 nowych pracowników, czyli całą trzecią zmianę. Windsor będzie produkował całą dobę samochody, których byście się nie spodziewali.
Stellantis w szoku. Żywy trup ratuje markę
Fabryka w Windsor w Ontario w tym momencie produkuje tylko dwa modele. Niedawno miała dostać nowego Compassa, ale globalnie zdecydowano, również z powodu nacisków prezydenta Trumpa, na przeniesienie jego produkcji do Illinois, do USA.
Jednym z pozostałych jest nowy Charger. Póki co pozbawiony V8, za to z abstrakcyjną wersją elektryczną w gamie, na razie nie przebił się do świadomości klientów jako auto, które warto kupić.
Innymi słowy, cały czas sprzedaje się słabo, choć sytuacja powoli się chyba zmienia, głównie za sprawą sześciocylindrowej odmiany Sixpack.
Drugim modelem jest... Chrysler Pacifica.

Oferowany od 10 lat samochód, w segmencie, który dopiero niedawno odbił się od dna, jedyny model niegdyś wspaniałej marki.
I tak, ten samochód wciąż się świetnie sprzedaje. Jest niczym poprzednia Lancia Ypsilon we Włoszech. Nikt o nim nie pamięta, a wykręca świetne wyniki. A popyt rośnie. W zeszłym roku sprzedaż podskoczyła niedużo, o 2%. Ale podskoczyła, a nie spadła, jak zazwyczaj bywa w takich sytuacjach. Na drogi wyjechało ponad 110 tysięcy sztuk Pacifiki. Jedyny pełnoprawny minivan koncernu Stellantis radzi sobie bardzo dobrze, mimo wieku i mocnej konkurencji ze strony marek azjatyckich.
I choć wiemy, że zmiany w zakładzie po części wynikały z układów ze związkami zawodowymi, wzrost popytu na te dwa modele napawa optymizmem. Zarówno dla molocha, jak i dla nas. Chrysler jeszcze nigdzie się nie wybiera, a być może nawet ktoś w końcu zacznie mieć na niego pomysł. Oby nie taki, jak na Lancię.