Test

Renault Clio Energy dCi 90 Intens

Lubimy gadżety

Na dystansie:
664 km

Niewielki, kipiący nowoczesnością od frontu, zwrotny i oszczędny – tak w skrócie można opisać nowe Clio z dieslem pod maską. Inaczej mówiąc – z połączenia wszystkich ważniejszych, jak i mniej ważnych cech, uzyskano samochód, z którym ciężko było mi się rozstać…

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia prezentujące nową generację Renault Clio, byłem zachwycony tym, jak świeżo wygląda cały przedni pas pojazdu. Czułem, że to coś nowego w klasie – coś zaprojektowanego jakby nieco inaczej od konkurentów. Wielkie logo Renault, podpisane niżej nazwą modelu, światła do jazdy dziennej umieszczone między nim a kloszami lamp, równie wyrazistymi jak wspomniany emblemat, o wiele lżejsza optycznie bryła niż w przypadku poprzednika – to musi się sprzedać – myślałem. Z czasem zaczęły wyjeżdżać na ulice pierwsze sztuki francuskiego „malucha”, a mój entuzjazm nieco opadał.

I tak obserwowałem kolejne egzemplarze co najwyżej jadąc tramwajem czy zerkając wiecznie z pociągu na ten sam, czerwony, z bilbordu stojącego na warszawskich Włochach. Kilka miesięcy później udało mi się jednak zasiąść za kierownicą nowego Clio i poznać go z bliska pod każdym możliwym względem. Efekt był taki, że codziennie wyglądałem na niego przez okno pokoju, a tuż przed oddaniem do parku prasowego, po prostu nie mogłem się z nim rozstać. Do dziś nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego, choć wiele cech chodzi mi po głowie. A przypominam, że tematem dzisiejszego testu nie jest wersja R.S., a jedynie zwyczajny „ropniak”.

Dynamika i styl
Choć wiele już napisałem na ten temat we wstępie, o designie „Klijówki” można powiedzieć lub napisać jeszcze wiele więcej. Projektanci po prostu podeszli do projektu z pomysłem i wyczuciem. Przednie lampy od razu przypomniały mi kosmiczne spojrzenie czwartej generacji vana Espace jeszcze sprzed faceliftingu, wobec których nie potrafię być obiektywny – są świetne. Cała reszta nie wchodzi im w drogę, a tworzy udaną kompozycję – charakterystyczny romb na środku, wklęsły napis „Clio” i spora ramka wlotu powietrza ozdobiona chromowanymi obwódkami świateł przeciwmgłowych. Dynamiki i pomysłu nie zabrakło również z tyłu – tam, gdzie wiele projektów wyraźnie jest tylko dopełnieniem całości, a nie jej pomysłowym elementem.

Bryła Clio wygląda lekko i zwarcie. Wrażenie niestety w mojej opinii psują 16-calowe felgi – rozmiar jest optymalny, tylko wzór jakby z innej epoki. W Clio IV. generacji zrezygnowano z tradycyjnej lokalizacji klamek tylnych drzwi i umieszczono je tuż przy słupkach C, jak choćby w Alfie Romeo Giulietta czy Hondzie Civic. Nie przewidziano tym samym stworzenia trzydrzwiowej odmiany Clio – do wyboru mamy już tylko wersję Grandtour. Niemniej jednak sylwetce pięciodrzwiowego hatchbacka trudno w jakikolwiek sposób zarzucić brak dynamiki.

Oryginalne akcenty
Pierwsze, co rzuca się w oczy po otwarciu drzwi, to „doczepiona” do deski rozdzielczej konsola środkowa. Przyznam szczerze, że tak awangardowa forma od razu wywołała we mnie sprzeczne myśli – raz wydawała się być „fajnym gadżetem”, innym razem nie mogłem zrozumieć jej fenomenu. Z czasem jednak mój wzrok się przyzwyczaił i zacząłem doceniać oryginalność tego projektu. Niestety, z praktycznego punktu widzenia, czarne wykończenie panelu przeszkadza w łatwym utrzymaniu czystości – widać na nim wyraźnie wszelkie odciski palców i nawet niewielki kurz.

„Gadżeciarskiemu” klimatowi wnętrza kroku dotrzymuje kierownica pokryta częściowo sporym fragmentem srebrnego plastiku. Rozwiązanie o tyle dziwne, że skazuje nasze kciuki na obcowanie z niezbyt miłą w dotyku twardą powierzchnią, ale i do tego można się po pewnym czasie przyzwyczaić. Tablica zegarów jest kolejnym elementem, o którym warto napisać więcej niż dwa słowa. Centralnie umieszczono duży, cyfrowy prędkościomierz, a po bokach rozrzucono analogowe wskaźniki obrotów silnika i stanu zbiornika paliwa. W obu przypadkach użyto połączenia koloru białego z „kolorem Renault”, co moim zdaniem idealnie współgra z delikatnie niebieskim tłem wyświetlaczy. Całość otoczono chromowanymi obwódkami… i tu wspomnę o jednym małym „ale”. W typowo wakacyjny dzień słońce odbija się od nich, skutecznie rozpraszając naszą uwagę, a nie każdy przecież lubi jeździć w okularach przeciwsłonecznych.

Podczas projektowania wnętrza zadbano niemal o każdy szczegół, jednak da się też zauważyć ślady cięcia kosztów. Na obu parach drzwi znajdziemy jedynie symboliczne fragmenty pokryte materiałem – zdecydowanie zbyt duży procent ich powierzchni stanowi twardy plastik. Niezbyt solidnie wyglądają też czarne otoczki głośników. Pozytywnym zaskoczeniem jest za to duża różnorodność zastosowanych materiałów, czego przykładem jest między innymi miękkie tworzywo o niespotykanej fakturze pokrywające górną część deski rozdzielczej. Mamy też kilka rodzajów wykończeń i motyw przewodni umieszczony na fotelach oraz dywanikach podłogowych.

Pod względem funkcjonalności kokpitu, Clio należą się pochwały. Poza ustawieniami nawiewów właściwie wszystkim steruje się za pomocą dotykowego ekranu systemu MEDIA NAV, który jest bardzo prosty w obsłudze. Dodatkowe sterowanie radiem nie odbywa się, jak w większości aut, za pomocą przycisków na kierownicy, a poprzez pilot umieszczony z jej prawej strony. Po zapamiętaniu rozmieszczenia poszczególnych funkcji pod konkretnymi przyciskami, dla niektórych może się to okazać rozwiązaniem wygodniejszym od tradycyjnego.

Jeśli chodzi o ilość miejsca, nie powinniśmy mieć większych powodów do narzekań. Z przodu można się poczuć dość swobodnie, z tyłu nieco gorzej – biorąc jednak pod uwagę wielkość samochodu, jest w sam raz. Clio oferuje dość sporą przestrzeń bagażową – 300 litrów pojemności to porządna wartość na tle większości konkurencji.

Jak ryba w wodzie
1.5 dCi o mocy 90 KM jest dokładnie tak dynamiczny, na jaki wygląda. Przy stosunkowo spokojnej jeździe sprawdza się idealnie, pozwalając bez wysiłku na sprawne manewry zmiany pasa czy wykonanego „z głową” włączenia się do ruchu. Przy próbie wkręcania silnika w wyższy zakres obrotów odczujemy jednak zmęczenie jednostki – tak jakby brakowało jej tchu i prosiła nas o natychmiastową zmianę biegu na wyższy. Daje się to odczuć również poprzez głośność pracy motoru – z naprawdę cichego brzmienia robi się nieco zbyt hałaśliwie. Przy odpowiednio przemyślanych zmianach przełożeń nie powinniśmy mieć jednak problemów z dynamicznym poruszaniem się po drogach. Po specjalne wrażenia czerpane z silnika diesla trzeba jednak iść do konkurencji. Renault póki co nie umieszcza w Clio mocniejszych „ropniaków”, stawiając główny nacisk na inne kwestie niż bicie rekordów przyspieszania.

Silnikowi należy się bowiem solidna piątka za zużycie paliwa w cyklu miejskim. Podczas trwania testu udało mi się na około 10-kilometrowym odcinku osiągnąć średnie spalanie 2,9 l/100 km (oczywiście według wskazań komputera pokładowego). Trasę można określić jako podmiejską, a obchodzenie się z gazem wystarczające, by nie być zawalidrogą. Przechodząc jednak do realnych na co dzień wartości powiem, że w mieście przy umiejętnej jeździe łatwo uzyskać spalanie na poziomie 5 l/100 km, nawet zahaczając o zakorkowane centrum. Równie proste do osiągnięcia jest przekroczenie tej wartości na autostradzie – wystarczy podróżować ze średnią prędkością 140 km/h i możemy oglądać mocny wzrost apetytu małego Renault.

Rozwijanie wspomnianej prędkości na autostradzie nie będzie jednak dla nas wielką przyjemnością, bo Clio trochę ignoruje zadany mu tor jazdy. Przy licznikowych 150 km/h podmuchy wiatru psują zabawę i przyjemniej będzie jednak zwolnić – tym lepiej dla portfela. W gęstym ruchu ulicznym samochód czuje się jak w domu. Mocne wspomaganie kierownicy jest bardzo użyteczne podczas manewrowania w ciasnych miejscach, ale też sprawia dużo frajdy podczas normalnego przemierzania miejskich ulic, bo praktycznie nie wymaga użycia większej siły. Co ciekawe, cały układ jest nadal całkiem precyzyjny i dobrze wykonuje nasze polecenia.

Zawieszenie Clio sprawia wrażenie dość niezdecydowanego. Moim zdaniem brakuje mu trochę sztywności w zakrętach, a jednocześnie nie jest mistrzem w tłumieniu nierówności. Przy spokojnej jeździe zachowuje się bardzo stabilnie i wydaje się, że do takiej właśnie zostało stworzone. A szkoda, bo lewarek zmiany biegów kusi do częstego korzystania z niego w każdych warunkach. Na początku możemy odczuć nieco „miękką” pracę dźwigni, jednak po czasie zauważymy, że w żadnym przypadku nie wpływa to na dokładność jej działania – przełożenia wchodzą zawsze tak jak powinny. Sam lewarek mógłby być nieco krótszy – jego skoki są już bardzo w porządku.

Jest ok
Ceny Clio w odmianie Intens zaczynają się od 49 900 zł za wersję 1.2 75 KM. Mocniejszy wariant silnika 1.5 dCi kosztuje już 62 600 zł i mimo sporej dopłaty oferta nadal wygląda korzystnie. Taki model wyposażony jest m.in. w klimatyzację manualną, kartę Renault Hands Free, czy system multimedialny MEDIA NAV z 7-calowym ekranem dotykowym, nawigacją, radioodtwarzaczem, gniazdami USB i Jack oraz łącznością Bluetooth. Testowany egzemplarz wyposażono dodatkowo m.in. w klimatyzację automatyczną (zamiast manualnej), czujniki parkowania z tyłu czy 16-calowe felgi aluminiowe.

Clio jest jednak nieźle wyposażone już od podstawowej odmiany Life. Przewiduje ona między innymi system stabilizacji toru jazdy ESC, wspomaganie ruszania pod wzniesienie (Hill Start Assist), czy regulację kierownicy w dwóch płaszczyznach. Ceny tej odmiany z uwzględnieniem silnika 1.2 75 KM zaczynają się od 40 950 zł.

Zalety:
+ oszczędny silnik
+ mocne wspomaganie kierownicy idealnie sprawdzające się w miejskich manewrach
+ ciekawa, nowoczesna stylistyka zewnętrzna
+ oryginalne, awangardowe wręcz wnętrze…

Wady:
– …które mogłoby mieć trochę więcej miękkich materiałów
– trochę nijaka charakterystyka zawieszenia

Podsumowanie:
Clio czwartej generacji jest udanym, zwinnym i oryginalnie zaprojektowanym samochodem. Niektórych może razić nieco plastikowe wnętrze czy niezdecydowana praca zawieszenia, ale poza tym nie wyróżnia się niczym nad wyraz negatywnym. Clio nawet w stonowanej kolorystyce i z dieslem pod maską wywołuje uśmiech na twarzy kierowcy, co, przynajmniej dla mnie, jest istotną kwestią przy wyborze samochodu.

Dyskusja

komentarzy

Dane techniczne
Dane techniczne producentaRenault Clio Energy dCi 90 Intens
Silnikturbodiesel, R4, 8 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1461 cm³
Moc maksymalna90 KM (66 kW) przy 4000 obr./min.
Maks. moment obrotowy220 Nm przy 1750 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 5-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./bębnowe
Opony195/55 R16
Bagażnik / po złożeniu siedzeń300/1146 l
Zbiornik paliwa45 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4062/1731/1448 mm
Rozstaw osi2589 mm
Masa własna /ładowność1071/587 kg
Masa przyczepy / z hamulcem570/1200 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie4,1/3,3/3,6 (test: 5,0/4,6/4,9)
Emisja CO293 g/km
Prędkość maksymalna178 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h11,7 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowej1.2 16V Life: 40 950 zł
Cena wersji testowej62 600 zł
Cena egz. testowego69 700 zł