Ultratanie Renault odmawia emerytury. Znacie je doskonale, choć nim nie jechaliście
W Polsce można je kupić, choć z innym znaczkiem i napędem. Renault Kwid kosztuje grosze i z technicznego punktu widzenia... ma sens!
Słyszeliście kiedyś o Renault Kwid? Pewnie nie, bo w Europie tego auta nigdy nie oferowano - przynajmniej nie pod tą nazwą. Jego konstrukcja jest Wam jednak doskonale znana. W dużym uproszczeniu patrzycie bowiem na spalinowego krewnego Dacii Spring.
Obydwa samochody wyrastają z tej samej rodziny konstrukcji wykorzystujących architekturę CMF-A. Jej początki sięgają 2015 roku, a poza Kwidem i Springiem korzysta z niej kilka tanich modeli przeznaczonych głównie na rynki azjatyckie.
Kwid również nie jest nowością. Renault wprowadziło ten model w połowie poprzedniej dekady i od tego czasu konsekwentnie go modernizuje. Teraz samochód przechodzi drugi duży lifting - i ma więcej sensu, niż kiedykolwiek dotąd. Szkoda tylko, że dostają go wybrane rynki, gdyż jako stricte budżetowa propozycja stanowi coś naprawdę ciekawego.

Renault Kwid odmawia emerytury. Nowy przód skutecznie ukrywa jego wiek
Największe zmiany w nadwoziu znajdziemy z przodu. Renault pozostawiło dzielone światła, ale przeprojektowało zderzak, wloty powietrza i grill. Ten ostatni jest teraz znacznie węższy. Pojawiła się również nowa dolna osłona, a całość wykorzystuje więcej czarnego tworzywa.
Najbogatszy Kwid Outsider wyróżnia się dodatkowo relingami, plastikowymi osłonami nadwozia i dwukolorowymi 14-calowymi felgami aluminiowymi.
Dużo więcej zmian zaszło za to we wnętrzu. Deska rozdzielcza jest teraz "przyozdobiona" 10,1-calowym ekranem systemu multimedialnego oraz 7-calowymi zegarami. Zmieniono położenie nawiewów, a przed kierowcą znalazła się kierownica z aktualnym logo marki.
Ale jest tutaj także idealne "base models only"
Najtańszy wariant Evolution jest z kolei absolutnym golasem. Multimediów tutaj nie uświadczycie, zegary są prostsze, a klimatyzacja stanowi opcję. Ale wszystko po to, aby ściąć cenę - a ta może wynosić w przeliczeniu na złotówki mniej niż 30 000 złotych.
Pod maską, na większości rynków, jest prosta litrowa jednostka, która generuje od 68 do 71 KM. Niby mało, ale to auto waży około tony. Do miasta nie potrzeba więc czegokolwiek więcej.
My mamy Twingo, ale taki Kwid... moim zdaniem miałby sens
Prawda jest taka, że brakuje na rynku tanich samochodów miejskich. Po wycofaniu takich modeli jak Skoda Citigo i Volkswagen up! powstała ogromna luka, którą trudno zagospodarować. Tak, oczywiście: problemem są normy i wymagania regulatorów, ale w przypadku tak prostych samochodów powinny być jak najniższe.
Europa powinna mieć proste auta spalinowe w cenie na poziomie 40-50 tysięcy złotych. Chętnych na nie nie brakuje - problemem jest jedynie prawo, którego nie da się przeskoczyć.


