V12, którego nie jesteśmy godni. Renntech "Sledgehammer" to arcydzieło restomodów

Wciąż jeszcze pojawiają się projekty, które powodują błysk w oku. Renntech "Sledgehammer" ma abstrakcyjne V12 i bodykit z lat osiemdziesiątych. Czy da się lepiej?

Znudziły Wam się amerykańskie restomody i kolejne iteracje przebudowanych Porsche 911? Proszę bardzo, o to Renntech "Sledgehammer". Choć nazwa kojarzyć się może ze słynną Corvette od Callawaya, to czysta niemiecka inżynieria opakowana w Mercedesa C126 z bodykitem jak wprost z lat osiemdziesiątych.

Renntech "Sledgehammer" nie ma litości

Ekipa niemieckiego Renntecha wzięła na warsztat prawdziwego klasyka. Mercedes SEC serii 126 to jedno z najsłynniejszych i najbardziej podziwianych coupe w historii. Luksusowe, mocne, może mieć zarówno image ekskluzywnego drogowego jachtu, jak i gangsterskiego auta "sportowego".

"Sledgehammer" jest zdecydowanie tym drugim. Choć na razie dostaliśmy tylko wizualizacje, mamy tu "wszystko". Zmodyfikowaną maskę, potężne poszerzenia, które przebijają nawet te z genialnego SEC-a Widebody. Są masywne felgi oraz lotka na tylnej klapie. No i zmienione zderzaki. Wszystko w takim stylu, że równie dobrze auto mogłoby mieć oznaczenia Koenig Specials. Esencja lat osiemdziesiątych i tego braku finezji, który tak uwielbiamy z tego okresu.

Renntech

V12, którego pożądamy

Nawet taki projekt, z V12, jest czymś co warto odnotować. A Renntech "Sledgehammer" jest wyjątkowy.

Pod maską zapakowano słynną już jednostkę Mercedesa, która zaczęła swoją historię jako M120, napędzające najwyższą odmianę klasy S.

W Renntechu rozwiercono ją do 7,5 litra, podobnie jak robi to Horacio Pagani w swoich autach. "Sledgehammer" również oddycha w sposób naturalny. Żadnego kompresora, ani turbosprężarek. Wolnossące, 7,5-litrowe V12, osiągające ok. 660 KM i 650 Nm. Cudowny kawał inżynierii.

Do tego ponoć ma brzmieć wyjątkowo. Do auta zaprojektowano specjalny układ wydechowy. Kolektor musi wyglądać niczym dzieło sztuki, bo Renntech zdradził, że jest równoodległościowy. Każdy kanał tej samej długości, przy dwunastu cylindrach zapowiada niesamowitą ścieżkę dźwiękową.

Ten czarny Batmobil zdecydowanie szybciej będzie można usłyszeć niż zobaczyć.

Niestety, to na razie jedyne informacje, jakimi podzieliła się firma.

A, no i jeszcze to, że będzie to bardzo rzadkie auto. Powstanie zaledwie dwanaście egzemplarzy i mam nadzieję, że będzie można je zobaczyć na drodze, a nie tylko w klimatyzowanych garażach. Cena? Bardzo wysoka.