Volkswagen tłumaczy się z jednej z najgłupszych decyzji. Szczerze mówiąc nadal tego nie rozumiem
Volkswagen wróżył z kryształowej kuli - ale niestety było to bardzo złym pomysłem. Teraz tłumaczą się ze swojej złej decyzji.
Od razu zaznaczę jedną rzecz: nienawidzę wszechobecnych dotykowych przełączników. To zaraza, która ogarnęła branżę motoryzacyjną i sprawiła, że obsługa aut stała się zwyczajnie nieznośna. I przyznam szczerze, że nie rozumiałem tłumaczeń koncernów, które próbowały argumentować te zmiany.
Teraz Volkswagen postanowił posypać głowę popiołem i powiedział, skąd takie zmiany. Szczerze mówiąc, ich teoria jest po prostu... dziwna. Jak widać słuchanie głosu dziennikarzy i klientów było przez pewien czas mocno wybiórcze. Na szczęście ktoś zreflektował się w samą porę.
Volkswagen chciał, aby samochody elektryczne wyglądały jak samochody przyszłości
Nie chodziło wyłącznie o oszczędności czy możliwość uproszczenia produkcji deski rozdzielczej. Przynajmniej tak wynika ze słów Andreasa Kreppa, szefa działu zapewnienia jakości Volkswagena.
W rozmowie z "Automobilwoche" Krepp przyznał, że u podstaw całego pomysłu leżała elektryfikacja. Samochody elektryczne miały otworzyć zupełnie nowy rozdział w historii motoryzacji. Ktoś uznał więc, że wraz z napędem musi zmienić się również sposób ich obsługi.
Tradycyjne pokrętła i przyciski zaczęły wyglądać jak relikt przeszłości. Ich miejsce zajęły ekrany, dotykowe suwaki i pojemnościowe pola na kierownicy. Volkswagen zakładał, że właśnie tak powinien wyglądać samochód przyszłości. Problem w tym, że za tą decyzją nie stały konkretne oczekiwania klientów.
Krepp przyznaje, że w tamtym okresie producent nie dysponował wystarczającą ilością wiarygodnych danych. W efekcie próbował przewidzieć, czego będą chcieli kierowcy, i eksperymentował z różnymi rozwiązaniami, które okazały się być ślepą uliczką.
Klienci Volkswagena chcieli elektrycznego napędu, ale nie chcieli statku kosmicznego
To określenie pada zresztą z ust samego Kreppa. Volkswagen odkrył coś, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się dość oczywiste - osoba kupująca samochód elektryczny szuka przede wszystkim innego rodzaju napędu.
Volkswagen za to dorzucił do tego futurystyczny kokpit, który okazał się być ergonomicznym koszmarem. Dobrym przykładem były dotykowe suwaki odpowiedzialne za temperaturę i głośność. W pierwszych samochodach z tym rozwiązaniem nie były nawet podświetlane, więc korzystanie z nich po zmroku należało do bardzo irytujących.

Do tego dochodziły pojemnościowe przyciski na kierownicy oraz ograniczanie liczby klasycznych przełączników. Wszystko miało wyglądać nowocześniej, ale nie działało lepiej.
Krytyki było dużo. Volkswagen w końcu zaczął jej słuchać
Krepp przekonuje, że producent wyciągnął z tej historii wnioski. Volkswagen ma teraz znacznie ostrożniej podchodzić do projektowania interfejsów i zadawać sobie proste pytanie: czy nowe rozwiązanie faktycznie daje kierowcy jakąś korzyść? Jeżeli nie, sprawdzony przycisk lub pokrętło może być po prostu lepszym wyborem.
Nie jest to zresztą pierwsza taka deklaracja ze strony Volkswagena. Thomas Schäfer już wcześniej otwarcie przyznał, że dotykowe elementy sterowania wyrządziły marce sporo szkód.
Volkswagen przywraca fizyczne przyciski. To zmiana na plus
Pierwsze zmiany już widać. Volkswagen w ID.3 Neo zastosował tradycyjne elementy obsługi i pozbył się krytykowanych suwaków odpowiedzialnych za temperaturę i głośność.
Jeszcze lepiej prezentuje się Volkswagen ID. Polo oraz ID. Cross. W ich wnętrzach znajdziemy między innymi osobne przełączniki wszystkich szyb. Brzmi banalnie, ale po latach eksperymentów z ograniczaniem liczby przycisków nawet takie rozwiązanie trzeba obecnie traktować jako zmianę na plus.
Podobny kierunek ma obrać odświeżony model ID.4. Volkswagen chce więc stopniowo odbudować ergonomię swoich wnętrz i ponownie korzystać z fizycznych elementów tam, gdzie mają one więcej sensu niż powierzchnia dotykowa.
Pozostaje mieć nadzieję, że podobne podejście obejmie także kolejne wcielenia samochodów spalinowych. Golf i Passat również przeszły w ostatnich latach przez etap mocnego ograniczania liczby klasycznych przełączników.
I tak oto Volkswagen powraca do przycisków. Będzie ich więcej, będą sensownie rozlokowane, a Niemcy wreszcie przypomną nam, że proste wnętrze to dobre wnętrze. Nie można było tak robić przez cały czas?


