Wojna cenowa w Chinach. Prezes BYD ostrzega: "weszliśmy w etap nokautu"

Nie powinno być zaskoczenia. Trwająca w Chinach wojna cenowa zaczyna przynosić krwawe skutki. Prezes BYD mówi wprost: "to etap nokautu".

Szósty miesiąc z rzędu spadku zysków. I to przy ciągle rosnącej sprzedaży, zdetronizowaniu Tesli w sprzedaży samochodów elektrycznych oraz ciągle rozszerzającej się strefie wpływów. To właśnie w tym potężnym koncernie najlepiej widać, jakie skutki ma chińska wojna cenowa. Ale choć "pół roku spadku zysków" brzmi groźnie, to znacznie ciekawsze jest to, co będzie działo się na tamtejszym rynku.

Wojna cenowa uporządkuje rynek

Ten etap walki o klienta już zaczyna regulować chiński rząd, zmieniając rodzaje dopłat i zakazując sprzedaży poniżej kosztów. Nie powstrzymuje to jednak chińskich koncernów przed dalszą ekspansją oraz próbami zdobycia coraz mniej nieograniczonego chińskiego rynku.

Wspomniany BYD mocno na nim stracił. Udział w rynku spadł z 27 do 17%, a spadek zysków o 20% w 2025 zakończył lata ciągłego wzrostu spółki. 

Po latach ciągłej ekspansji (mniej więcej od 2020 roku) nastąpi teraz stabilizacja. BYD szuka swojej szansy w eksporcie, zwiększając stopniowo udziały na poszczególnych rynkach. Bardzo liczy też na USA.

Ale ważne też są Chiny. Wojna cenowa w Państwie Środka to wojna o klienta na największym rynku motoryzacyjnym świata. Zwłaszcza w segmencie aut elektrycznych i zelektryfikowanych, Chiny odskakują innym na kilka długości.

wojna cenowa

Niemniej, ciągłe mnożenie spółek, firm, marek oraz ciągłe obniżanie cen doprowadzi do pewnego załamania. Wiele firm będzie musiało przeprojektować swój sposób funkcjonowania, bo w tym momencie tworzy się "bańka motoryzacji EV". Jeśli to się nie uporządkuje, w końcu pęknie. Nie, żeby ludzie przestali kupować samochody, ale mówimy o spółkach akcyjnych, dla których kroplówką jest wzrost i inwestorzy. A wzrost wyhamował i trzeba teraz pilnować, żeby nie zamienił się w spadki i falę bankructw.

Oczywiście, nie grozi to największym koncernom, takim jak BYD, Chery, czy wyjątkowo utytułowany beniaminek - Xiaomi. Ale sądzimy, że w pewnym momencie gamy zostaną uporządkowane, a klienci będą może mieli mniejszy, ale stabilny wybór. Ceny pewnie wzrosną (zgodnie z rządowym nakazem), a producenci zmienią się z głodnych ciągłej ekspansji start-upów w chińskie wersje koncernów, które znaliśmy do tej pory.

Czyli - sytuacja wróci do normy. Ważne jest też nie tylko to, jak poradzą sobie z tym Chińczycy, ale jak reagować będą na to inne kraje, z dużym przemysłem motoryzacyjnym.