Chińczycy chcą wejść do Formuły 1. To nie jest kwestia "czy", tylko "kiedy"

BYD spogląda na motorsport z najwyższej półki. Chiński koncern rozważa w przyszłości debiut w serii WEC, lub nawet w Formule 1. I wcale mnie to nie dziwi – to nie jest kwestia "czy", tylko "kiedy".

Po latach przerwy w Formule 1 znowu mamy 11 zespołów, a seria WEC (wyścigi długodystansowe) kwitnie. Wiadomo, wszyscy chcielibyśmy oglądać bolidy z silnikami V8, lub nawet V10, a także szalone prototypy walczące na długim dystansie. Motorsport musiał się jednak zmienić i zyskał więcej cech, które pozwalają na budowanie doświadczenia przenoszonego do samochodów drogowych. Takie cechy dla wielu firm są wystarczająco kuszące, aby wzbudzić w nich zainteresowanie swoim udziałem w jednej z czołowych kategorii. I teraz Formuła 1 trafiła na celownik BYD – producenta z Chin. Nie powinno Was to dziwić, gdyż Chińczycy od dawna zarzekają się, że prędzej czy później zobaczymy ich w motorsporcie.

Pierwszą marką, która próbowała swoich sił na większą skalę, było NIO. Mowa tutaj o Formule E, w której ta chińska marka pojawiała się przez pewien czas. Geely z kolei stawia poważniejsze kroki w serii TCR. Sam koncern był tam obecny przez markę Lynk&Co i CYAN Racing. Chery z kolei chce pojawić się w Le Mans. Teraz przyszedł czas na szersze działania i promocję ich kluczowego produktu, Geely Preface.

Dlaczego Formuła 1 "kusi" BYD? Tu chodzi o sprawdzenie swoich możliwości

Stella Li, wiceprezeska BYD, potwierdziła doniesienia Bloomberga o potencjalnym wejściu w świat motorsportu. Chodzi właśnie o jedną z czołowych kategorii: Formułę 1, lub serię WEC. Ma to być zgodne z "technologiczną tożsamością marki", a także chęcią rozwoju i sprawdzenia autorskich rozwiązań.

BYD Formuła 1 Supersamochód

Chińczycy chcą w ten sposób pokazać, że stać ich na więcej, niż tylko na produkowanie hybryd i samochodów elektrycznych. Teoretycznie swoje doświadczenie z tworzenia silników o wysokiej wydajności mogliby przenieść właśnie do świata wyścigów, rozwijając je w ekstremalnych warunkach.

W przypadku serii WEC (World Endurance Championship) w grę wchodziłaby kategoria LMH lub LMDh, aczkolwiek ta druga wymusza połączenie autorskiego silnika z uniwersalnym systemem hybrydowym. Znając zapędy BYD, woleliby mieć pełną kontrolę nad projektem.

Formuła 1, w teorii, ma miejsce na jeszcze jeden zespół. Przepisy pozwalają na start 24 kierowców i dwunastu zespołów, a 11 miejsce zajął w tym roku Cadillac. BYD może być traktowane jako poważny gracz: na pewno wniosą odpowiednie pieniądze, ambicje i cele. Jeśli kwestie biznesowe pozostaną dla pozostałej jedenastki atrakcyjne, to drzwi mogą być tutaj szeroko otwarte.

F1 budzi także zainteresowanie w Korei Południowej i w Japonii

Ostatnie "wolne" miejsce na gridzie jest też na celowniku Hyundaia. Koreańczycy w tym roku pojawią się w serii WEC, gdzie wystawiają Genesisa w kategorii LMDh. Hyundai od dawna zaznacza, że nie jest to ich ostatnie słowo, a Formuła 1 byłaby bez wątpienia wisienką na torcie. Tu jednak wszystko zależy od budżetów i decyzji politycznych na najwyższym szczeblu koncernu.

Nieco inaczej wygląda podejście Japończyków, obecnych przez lata w Formule 1. Honda przez lata była obecna jako duży gracz, później pozostają w roli dostawcy silników. Ich obecność w tej chwili jest dyskusyjna (stworzyli absolutnie najgorszy silnik dla Astona Martina), a przyszłość stoi pod znakiem zapytania.

Nieco inaczej wygląda obecność Toyoty. Po wycofaniu się z oficjalnej rywalizacji w 2009 roku, ten producent zniknął z radarów Formuły 1. Dopiero w zeszłym roku nawiązali ścisłą współpracę z zespołem Haas, która teraz przerodziła się w partnerstwo tytularne. Według plotek Toyota rozważa przejęcie Haasa w momencie, w którym Gene Haas zdecydowałby się na sprzedaż swojego zespołu, a obecnie weryfikują potencjał nowych przepisów silnikowych.