Gordon Murray zrobił nowego McLarena F1 bez McLarena. 64 szczęśliwców wysyła przelewy
Gordon Murray ma ewidentnie sentyment do swojego "opus magnum", a McLaren nie widzi problemu w tym, aby do niego nawiązywał. S1 to tak naprawdę F1 w nowoczesnym wydaniu.
Gordon Murray rozwija skrzydła. Przez lata eksperymentował z przedziwnymi projektami miejskich samochodów, a także myślał o tanim aucie sportowym. To była jednak rozgrzewka przed stworzeniem pojazdu, które spełniało jego marzenia. T.50 łączyło cechy, które zaimplementował w Brabhamie BT46B i w McLarenie F1.
To była jednak tylko rozgrzewka. Później pojawił się projekt T.33, a po nim wyjechały limitowane auta, budowane dla specjalnych klientów. S1 LM stanowiło pierwsze podejście do reinterpretacji McLarena F1, nawiązując do modelu GTR. Tym razem jednak wreszcie dostaliśmy "nowe" wcielenie dziecka Murray'a.
Gordon Murray S1 to tak naprawdę nowoczesny McLaren F1, w każdym calu. Widać to gołym okiem
I z jakiegoś powodu manufaktura z Woking ewidentnie nie widzi w tym problemu. Albo Murray podpisał odpowiednie zgody z McLarenem, albo po prostu nikt nie chce odbierać mu tego, że F1 jest jego dzieckiem i "opus magnum".
GMSV (Gordon Murray Special Vehicles) wizualnie pięknie nawiązało do oryginału. Pokusicie się pewnie o określenie "restomod", aczkolwiek tutaj nie ma nawet jednego wspólnego elementu z pierwowzorem. Mamy za to świetnie odwzorowany design nadwozia, z dbałością nawet o felgi.

Wnętrze także zachowało charakterystyczny układ i surowy styl. Można śmiało powiedzieć, że pięknie uhonorowano design Petera Stevensa, który narysował oryginał. Ciekawe tylko czy przypadnie mu to do gustu - S1 LM mocno krytykował i oburzał się, że nikt nie konsultował z nim tego "nowego modelu".
Murray uznał, że S1 musi mieć odpowiedni charakter. Postawił tutaj na aktywną aerodynamikę
S1 wyraźnie różni się pod tym względem od torowego S1 LM. Gordon Murray zrezygnował z dużego przedniego splittera, rozbudowanych progów i wielkiego niczym deska do prasowania tylnego skrzydła.
Zamiast nich zastosowano aktywną aerodynamikę, której elementy są zintegrowane z nadwoziem. System dostosowuje swoją pracę między innymi podczas szybkiej jazdy i hamowania.
Założenia są przy tym inne niż w S1 LM. Priorytetem nie było uzyskanie maksymalnego docisku, lecz zachowanie odpowiedniego balansu i stabilności na drodze. Dużą rolę ma odgrywać mechaniczna przyczepność podwozia, a aerodynamika przede wszystkim wspiera samochód wtedy, gdy jest to potrzebne.

Sercem tego samochodu jest wolnossące V12 opracowane przez Coswortha, które osiąga 12 100 obr./min
Za plecami kierowcy pracuje przygotowany przez Coswortha wolnossący silnik V12 o pojemności 4,2 litra. Jednostka rozwija 690 KM i 500 Nm, a maksymalne obroty sięgają aż 12 100 obr./min. To nieco mniej niż w bardziej ekstremalnym S1 LM.
Cosworth zastosował lekkie tłoki, tytanowe zawory i tytanowe korbowody. Silnik ma również układ smarowania z suchą miską olejową. Osłonę termiczną pokryto 24-karatowym złotem, podobnie jak w McLarenie F1. Czego nie robi się dla właściwego odprowadzania ciepła...
Oczywiście jest też tutaj manualna skrzynia biegów
Gordon Murray pozostaje przy rozwiązaniu, które w nowych supersamochodach jest rarytasem, ale zaczynają powracać. S1 ma sześciobiegową manualną skrzynię biegów. Dwusprzęgłowej skrzyni nie dostaniecie nawet w opcji.
W porównaniu z S1 LM zmieniono poprowadzenie linek mechanizmu zmiany biegów. Są teraz prostsze, co ma zapewniać bardziej precyzyjną i bezpośrednią pracę lewarka. Producent porównuje jego działanie do ruchu zamka karabinu. Szykujcie się więc na zestaw dźwięków "czcz-klik"
S1 ma nadawać się także do długich podróży
Drogowy charakter nie ogranicza się do usunięcia dużego skrzydła. GMSV zmieniło również ustawienia zawieszenia. Prześwit zwiększono o 10 mm względem S1 LM, a amortyzatory otrzymały łagodniejszą charakterystykę. Co więcej, nowe dziecko Gordona Murray'a ma zachować precyzję układu kierowniczego, zwinność i bezpośrednie reakcje.

Więcej uwagi poświęcono także wyciszeniu kabiny. S1 otrzymał dodatkowe materiały tłumiące hałas oraz lekki system audio. Zmieniono też konstrukcję drzwi otwieranych do góry, aby ułatwić wsiadanie i wysiadanie. Według Gordona Murraya samochód zaprojektowano tak, aby można było komfortowo pokonywać nim długie trasy, bez rezygnowania z analogowego charakteru całej konstrukcji.
Na drogi wyjadą 64 takie samochody. Cena? Tak.
Krótko mówiąc: będzie obrzydliwie drogo, ale nikomu to nie przeszkadza. Chętnych nie brakuje, a przelewy od miliarderów już fruną do firmy Murray'a.
I choć lubię takie projekty, to moim zdaniem S1 wręcz zbyt mocno "jedzie" na legendzie F1. Jak widać jednak miliarderzy tego chcą, a wszystkie auta zejdą na pniu.


