Jak Audi RS3 radzi sobie na... oponach z kolcami? Wjechałem na lód, wyłączyłem ESC i tańczyłem
Zdradzę Wam dwie rzeczy: Audi RS3 potrafi zaskoczyć swoimi możliwościami, a jazda na oponach z kolcami po lodzie jest uzależniająca...
Przyznam Wam szczerze, że zawsze miałem dość specyficzny stosunek do Audi RS3. Zawsze ceniłem ten samochód ja jego silnik, gdyż pięciocylindrowej jednostki nie da się podrobić. Unikalne brzmienie i brutalna charakterystyka sprawiają, że naprawdę ciężko nie polubić tej jednostki napędowej. Nigdy jednak nie mogłem "dogadać" się z układem jezdnym w tym samochodzie.
Dopiero odświeżona wersja RS3 pokazała pazury i po wprowadzeniu szeregu poprawek zaczęła być angażująca dla kierowcy. Z kolei mój serdeczny kolega, właściciel poprzedniej generacji tego samochodu, pokazał mi co da się zrobić z tym samochodem, mając odpowiednie doświadczenie.

Być może do RS3 podchodziłem po prostu zbyt obojętnie. Tymczasem okazuje się, że jest to bardzo kompetentne i uniwersalne auto. Z jednej strony pozostaje hothatchem, ale z drugiej ma w sobie "coś więcej" niż Mercedes-AMG A 45 S. To w zasadzie jego jedyny konkurent, gdyż cała reszta towarzystwa oferuje 4 cylindry i dużo mniej mocy.
Kliknij tutaj, aby obejrzeć mój film z jazdy Audi RS3 na lodzie - YouTube
Tym razem miałem okazję sprawdzić ten samochód w warunkach, które do tej pory były mi obce. Kilkukrotnie jeździłem po zamarzniętych jeziorach, ale nigdy nie było okazji, aby zrobić to na porządnych oponach z kolcami. A tutaj dostałem RS3 gotowe do pracy, przygotowany tor w Alpach i wyłączone ESC. Brzmi jak marzenie, nieprawdaż?
I jak się okazuje Audi RS3 świetnie odnajduje się w takich warunkach. Tu pozostał ten "rajdowy" pierwiastek
Wiadomo, Audi RS3 nie ma Torsena, ale obecna konstrukcja napędu potrafi miło zaskoczyć. A wszystko to za sprawą jednego magicznego urządzenia o nazwie Torque Splitter. To on sprawia, że RS3 ma w sobie coś z ostrej papryczki, która wywołuje to uczucie drętwienia w ustach z lekkim opóźnieniem.
Torque Splitter pozwala na przeniesienie dużo większego momentu na jedno z tylnych kół. Dzięki temu samochód łatwiej jest wprowadzić w nadsterowność, zachowując przy tym pełną kontrolę. Trzeba się do tego przyzwyczaić, gdyż inicjacja poślizgu wymaga solidnego dociśnięcia gazu, a do tego od czasu do czasu trzeba nienaturalnie dokręcać auto bez kontrowania.

Niemniej na lodzie, mając opony z kolcami, sprawdza się to idealnie. W ramach programu Audi Driving Experience miałem trzy moduły do zaliczenia: slalom w kontrolowanym poślizgu, powerslide 270 stopni i tak zwany "parkour", który łączy obie figury.
Przede wszystkim jazda na kolcach jest uzależniająca. To trochę tak, jakbyście jechali po świeżym śniegu na zimówce, ale mając więcej kontroli nad przednią osią. Właśnie przy slalomie było to na wagę złota.
Najpierw trzeba lekko wyrzucić auto mocnym uderzeniem w pedał gazu. Później delikatnie przyhamowujemy lewą nogą, aby przenieść masę na przód, zwiększając przyczepność skrętnej osi. Tył staje się chętniejszy do zabawy, a gazem można sterować całym poślizgiem. Przednia zabawa!
Powerslide wymagał już przywyczajenia, gdyż tutaj właśnie do akcji wkracza Torque Splitter. I naturalne odruchy nie sprawdzają się
Najpierw wrzucacie auto w nadsterowność, po czym w zasadzie wyciągacie je gazem - jak w dobrej "czteronapędówce". Czasami jednak trzeba je wręcz dokręcić, a nie kontrować. Nie jest to naturalne, ale po kilku próbach wchodzi w nawyk. I da się to zrobić naprawdę sprawnie, gdyż elektronika nie wcina się do akcji, gdy włączycie tryb manualny skrzyni biegów.
ESC smacznie śpi, a odcinka nie wymusza zmiany biegu. Gang pięciu cylindrów przyjemnie odbija się od gór, a obrotomierz mruga czerwonym polem.
Nie dziwię się, że Audi wykorzystuje właśnie ten model do takich treningów. Jest jeszcze stosunkowo lekki, zwinny i wystarczająco szybki. S5 nie zapewni jednak takiej łatwości nadrzucania tyłu (choć obecne wcielenie zaskakująco chętnie wpada w nadsterowność) i dopiero model RS5 będzie odpowiednim substytutem.

Jedyną rzeczą, której mi tutaj brakowało, była większa prędkość. Takie zabawy można jednak uskuteczniać na większej przestrzeni, a taką znajdziemy na północy Europy. Audi także robi tam podobne treningi, ale ich ceny i zakres są już zupełnie inną bajką...
Plusem takiego modułu, tutaj odbywającego się w Saalbach w Austrii, jest jego dostępność. Cena wciąż nie należy do niskich (to 990 euro). Jeśli jednak macie nadmiar gotówki i potrzebujecie przerwy od szusowania po stokach, to jest to inwestycja warta rozważenia.


