Jeździłem potencjalnie najlepszym SUV-em z Chin dostępnym w Polsce. Omoda 7 SHS ma jedną dużą wadę
Omoda 7 SHS kosztuje od 169 900 złotych, ma 279 KM, jest hybrydą plug-in i oferuje przestronne wnętrze oraz dobre wyposażenie. Przyznam szczerze, że nie miałem wielkich oczekiwań wobec tego samochodu, a wysiadłem z niego pozytywnie zaskoczony. Nie ma jednak róży bez kolców - grupa Chery musi skupić się na jednej kluczowej kwestii, aby wreszcie dopasować swoje samochody do rynku europejskiego.
Nie jest tajemnicą, że do samochodów z Chin podchodzę dość ostrożnie, bez nadmiernego optymizmu. Nie jest to żadne uprzedzenie, a raczej chłodne spojrzenie na temat motoryzacji, która wcale nie jest odpowiedzią na każde pytanie. Oczywiście nie oznacza to też, że nie dostrzegam dobrych samochodów z tego kraju. Od momentu, w którym marki z Państwa Środka zaczęły rozpychać się w Polsce (niecałe 3 lata temu), na nasze drogi wyjechało bardzo dużo różnych samochodów - tych bardzo przeciętnych (np. Bestune B70) i bardzo dobrych (BYD Seal 6). Do tego drugiego grona zalicza się także Omoda 7 SHS, która, szczerze mówiąc, jest dla mnie ogromną niespodzianką.
Nie miałem wielkich oczekiwań wobec tego samochodu. Omodę 5 uznaję za samochód na szkolną czwórkę z plusem (zwłaszcza w wersji hybrydowej), ale już Omoda 9 nie chwyciła mnie za serce. Tymczasem okazuje się, że "siódemka" jest złotym środkiem.
Dobrze wygląda, ma wydajny napęd i pozbawiono ją wielu bolączek typowych dla chińskich samochodów. Śmiem twierdzić, że patrzycie na nowy bestseller tej chińskiej marki.
Omoda 7 SHS jest konkurentem między innymi Toyoty RAV4. I pierwszy raz japońska marka może nerwowo spoglądać na samochód z Chin
Zacznę jednak od garści statystyk, które stanowią idealne tło dla tego materiału. Omoda 5 była w pierwszym kwartale 12 najpopularniejszym samochodem w Polsce (2135 rejestracji), zaś Omoda 9 zmieściła się tuż za pierwszą trzydziestką (1340 rejestracji). To dobre wyniki jak na chińskie samochody, a liczby, o których tutaj mowa, nie zawodzą.
Mówimy bowiem o sukcesie kompaktowego crossovera i dużego samochodu. Tymczasem "siódemka" Omody jest przedstawicielem segmentu D, czyli właśnie odpowiednikiem Toyoty RAV4. Ma 4,66 metra długości i 2720 mm rozstawu osi i tymi liczbami nieco "wyprzeda" nowego japońskiego SUV-a.

I powiedzmy sobie szczerze - to naprawdę dobrze narysowany samochód. O ile Omoda 5 nigdy nie przypadła mi do gustu, a 9-ka ma kilka dziwnych detali (w tym pseudo-wydech), o tyle 7-ka jest w punkt. Nowoczesna, dynamiczna, ale nie przesadzona.
Ciekawie prezentuje się tutaj pas przedni, a także tył z lampami o specyficznej sygnaturze świetlnej. Strzałem w dziesiątkę jest także matowy lakier, choć to propozycja dla osób, które nie boją się rys, gdyż wszelkie uszkodzenia są tutaj dużo bardziej widoczne. Niespodzianką jest też fakt, że lakier Matte Grey nie wymaga dopłaty - jest w cenie.
Wnętrze jest typowo chińskie, ale cieszy estetycznym wykończeniem
Chyba nigdy nie zaskoczę się kokpitem chińskiego samochodu. W Omodzie 7 dostajemy dwuramienną kierownicę, 9-calowy wyświetlacz "zegarów", duży ekran multimediów (15,6 cala), ładowarkę indukcyjną i półkę na telefon, a także kilka podstawowych przełączników.
Nie ma tutaj żadnych udziwnień, ani tym bardziej ciekawych elementów. Tak naprawdę jedyną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest przesuwany ekran multimediów. Można go "wysłać" pasażerowi, choć nie mam pojęcia na co komu taka funkcja. Dużo bardziej wolałbym mieć opcję schowania wyświetlacza w linii deski rozdzielczej.
Rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest wykończenie kokpitu. Mamy tutaj mnogość miękkich tworzyw, ładnie spasowanych. Co prawda plastik, który jest na górze deski (miękki) strasznie łapie kurz, ale może się podobać. Jedyne nieprzyjazne dźwięki dobiegały z okolic uszczelek - i mam wrażenie, że są związane ze sztywnością karoserii. Do tego jednak przejdę za chwilę.

Za kierownicą siedzi się bardzo wysoko. Z tyłu mamy zaś bardzo dużo miejsca
Fotel jest dobry i wygodny, ale mając 185 cm wzrostu (a więc nie jestem wielkoludem), w czasie jazdy podziwiam w dużej mierze... podsufitkę. To urok każdej Omody, a w zasadzie każdego samochodu grupy Chery. Ten sam problem miałem i w Jaecoo i właśnie w Chery. W dużej mierze wynika to z architektury platformy i trzeba się do tego przyzwyczaić.
Jeśli zależy Wam na przestrzeni na tylnej kanapie, to Omoda 7 SHS będzie dobrym wyborem. Miejsca jest tutaj bardzo dużo, zarówno na nogi, jak i nad głową. Idealnie płaska podłoga to plus przy podróży z trzema osobami.
Wady? Bagażnik: jest stosunkowo mały
Według oficjalnych danych technicznych mowa tutaj o 401 litrach przestrzeni ładunkowej. Kufer ma nieco ponad 95 cm głębokości, 97 cm szerokości i 38 cm wysokości do linii rolety. Pod podłogą mamy miejsce tylko i wyłącznie na kable (co i tak jest plusem). Nie jest to więc lider pojemności, ale przy odrobinie chęci i wprawy spakowanie się z większą ilością bagaży nie będzie problemem. Tu jednak konkurencja ma sporą przewagę.
Doceniam także poprawione multimedia
Przede wszystkim nowy system operacyjny, który jest w Omodzie 7, ma poprawioną ergonomię obsługi. Na przykład panel klimatyzacji jest zawsze widoczny, także przy włączonym Apple CarPlay. Obsługa jest prostsza i bardziej intuicyjna, a kluczowe funkcje "wyprowadzono" na wierzch i ukryto w rozwijanym z górnej cześci ekranu menu.

Omoda 7 SHS jest oszczędna i zaskakująco dobrze wyciszona, jak na samochód z Chin. Problemem jest zawieszenie
Pod maską tego samochodu pracuje doskonale znany napęd. Mowa tutaj o silniku 1.5 T-GDI, współpracującym z przekładnią DHT, silnikiem elektrycznym i z akumulatorem o pojemności 18,4 kWh. Łączna moc systemowa to 279 KM (trafia na przednie koła), a łączny zasięg przekracza 1000 kilometrów. Na samym prądzie Omoda ma pokonywać do 90 kilometrów.
Zacznijmy od tej ostatniej kwestii. Udało mi się tutaj pokonać 84 kilometry na jednym ładowaniu, przy czym była to jazda także z fragmentem autostrady. Śmiem więc twierdzić, że wartości deklarowane przez markę są osiągalne. Tu jednak podkreślam, że w czasie testu pogoda była wzorowa - temperatura wynosiła od 15 do 24 stopni Celsjusza.
System SHS działa w bardzo prosty sposób: może być hybrydą szeregową, równoległą i szeregowo-równoległą. Oznacza to, że w zależności od decyzji komputera sterującego, silnik albo pełni rolę generatora, albo przenosi moc na koła. I działa to naprawdę dobrze.
Przede wszystkim dynamika zadowala, a cały układ stawia na wydajność. W hybrydzie SHS zawsze dostajemy zapas energii (w czasie jazdy autostradowej akumulator doładowuje się), co tworzy nam "żelazną rezerwę" prądu. To dobra rzecz.

Kolejną kwestią jest wyciszenie. Chińskie auta zawsze kuleją w tej kwestii. Tutaj faktycznie można byłoby nieco dopracować aerodynamikę lusterek (dużo szumów) i wyciszenie samego podwozia, niemniej nawet przy 140 km/h w kabinie jest przyjemnie. Silnik spalinowy nie daje o sobie znać i nie hałasuje w natarczywy sposób.
Omoda 7 SHS ma inny problem: nie lubi przenosić tych 279 KM na asfalt
Zawieszenie jest tutaj rzeczą wymagającą solidnej poprawy. Z jednej strony stawia na komfort: buja się, jest miękkie. Z drugiej jednak duże, 20-calowe koła, w połączeniu ze specyficznym ustawieniem amortyzatorów sprawiają, że auto na nierównościach dziwnie dobija.
Co więcej, ten samochód wręcz wypływa w każdym zakręcie, serwując solidną podsterowność przy nieco szybszym pokonywaniu łuków. Z kolei przy mocniejszym wciśnięciu gazu samochód solidnie przechyla się, a przednia oś traci solidny kontakt z podłożem. Efektem jest mrugająca jak szalona kontrolka ESC.
Sam układ kierowniczy jest bardzo mocno wspomagany i daje przeciętne czucie tego, co dzieje się z przednią osią. Wiecie, że jest jakaś korelacja miedzy Waszymi ruchami a skrętem kół, ale nie jest to "komfortowe" wrażenie.
Nie oczekuję sportowych zdolności od takiego samochodu, ale Omoda ma jeszcze sporo do zrobienia, aby dopasować swój samochód do typowych europejskich standardów. Grupa Chery powinna wreszcie przenieść część testów rozwojowych pojazdu na Stary Kontynent, aby doszlifować pewne kwestie.
To nie jest tani samochód, ale warty rozważenia
Bazowa wersja kosztuje 169 900 złotych. Testowany wariant wyceniono zaś na 184 900 złotych. Tutaj mamy między innymi podgrzewane i wentylowane fotele, lepszą tapicerkę (ale nie jest to oczywiście klasyczna skóra czy Alcantara), jest podgrzewanie kierownicy, zestaw kamer 360 i szereg innych bajerów.
Wiadomo - w tej cenie mamy już spory wybór samochodów, niemniej nie z napędem plug-in hybrid. A to może być przewaga w oczach wielu osób, zwłaszcza tych, które mają dom i mogą korzystać z "darmowej jazdy" na co dzień. W trasie z kolei sprawdza się solidny zasięg i potencjał jednostki benzynowej.

Jakby nie patrzeć Omoda 7 SHS jest też dużo tańsza od tych największych konkurentów. Biorąc to pod uwagę i dokładając do tego kwestię wyglądu (jest naprawdę udany) i wyposażenie (nie zawodzi), dostajemy naprawdę kompletny produkt.
Omoda 7 SHS - moja opinia o tym samochodzie
Mogę śmiało napisać, że jest to jeden z najlepszych chińskich pojazdów dostępnych w Polsce. Gdyby tak układ jezdny był bardziej doszlifowany, to dostalibyśmy naprawdę konkurencyjnego SUV-a. Przed zakupem obowiązkowo trzeba jednak zafundować sobie dłuższą jazdę próbną, aby ocenić, czy właściwości jezdne "siódemki" będą akceptowalne.
Powiem więcej: moim zdaniem Omoda 7 jest lepszym wyborem od Omody 9. Brakuje jej napędu na cztery koła, ale pod kątem przestrzeni we wnętrzu prezentuje się dużo lepiej.


