Pojechałem na Goodwood Festival Of Speed. Przegrzałem się, zobaczyłem tylko ułamek imprezy i wróciłem z wielkim uśmiechem
Żar lał się z nieba, tłumy zalewały 1200 hektarów Lorda Marcha, a o najwspanialsze samochody można było się dosłownie potykać. Goodwood Festival Of Speed to impreza, która wysysa całą energię, ale jest niesamowitym doświadczeniem. W tym roku nie było inaczej.
Wiecie, że Goodwood Festival Of Speed odbywa się już od 33 lat? Kilka tygodni temu obejrzałem amatorskie nagrania z pierwszych edycji, w których uczestniczyło kilka-kilkanaście tysięcy osób. Teraz przez posiadłość Lorda Marcha (a w zasadzie Księcia Richmond) przewija się ponad 200 000 osób w ciągu 4 dni. Każdy zakątek jest wypełniony ludźmi i fantastycznymi maszynami, a gości z całego świata przyciąga jeden wspólny cel: celebrowanie piękna motoryzacji.
Znowu stanąłem przed trudnym zadaniem: dostałem 5 godzin na to, aby zobaczyć jak najwięcej. A to, wbrew pozorom, ociera się o status "niemożliwe". 1200 hektarów terenu, rozrzucone po całym obszarze aktywności, odbywające się niemal co chwilę przejazdy... Tutaj dzieje się tak dużo, że w 30 minut jesteście przebodźcowani. I prawda jest taka, że na FoS trzeba poświęcić co najmniej dwa dni, a najlepiej trzy. To absolutne minimum.
Mając jednak odrobinę doświadczenia z ubiegłorocznej edycji, zameldowałem się pod bramą wejściową o 7 rano i od razu ruszyłem do akcji. Jak zwykle szczękę ciągnąłem po szutrze, mijając kolejne prezentowane samochody.
Goodwood Festival of Speed jest jak sklep ze słodyczami i zabawkami, do którego ktoś wpuścił 5-latka, nie dając mu ograniczeń
Dojazd do posiadłości Lorda Marcha nie jest prostym zadaniem, gdyż brytyjska sieć dróg potrafi doprowadzić do szewskiej pasji. Z hotelu, położonego kilkadziesiąt kilometrów dalej, ruszyliśmy o 6 rano, aby ominąć korki. I tak przy Chichester, okolicznej bazie wypadowej, wszystko już stało. Później zostało tylko przekonać naszego średnio kumatego taksówkarza, że musi wjechać na parking dla gości, a dalej poszło już sprawnie. Szybki spacer, skan biletów i...
...poczułem się jak w raju, gdzie na wejściu stoi orszak z trąbkami. Wyobraźcie to sobie - potykacie się niemalże o prototypowego RUF-a, za nim stoi Pagani Huayra Codalunga, a obok zaparkowana jest Praga Bohema. Kawałek dalej, jakby nigdy nic, stoi GMA S1, a vis-a-vis, praktycznie obok siebie, zaparkowano GMA T.50 Niki Lauda, Astona Martina Valkyrie i McLarena W1.

Z gardła wydobywa się ciche "wow", a to dopiero początek zabawy. Festiwal Prędkości to jedna z tych imprez, na których samochody są na wyciągnięcie ręki. Nikt ich nie odgradza (poza wybranymi wyjątkami), stoją zaparkowane na trawie, a po kilku godzinach pokrywa je wszechobecny pył i kurz.
Jest tutaj absolutnie wszystko: od przedwojennych potworów pokroju "Bestii z Turynu", aż po elektryki przyszłości
I wszystko stoi obok siebie we wspaniałej zgodzie. Nie ma buczenia na widok pędzącego trasą podjazdu górskiego Jaguara Type 01, czy nowego Alpine A110 EV. Może po prostu entuzjazm widzów jest nieco mniejszy. To jedno z tych miejsc, gdzie motoryzacja łączy i fascynuje. Gdzie nawet to, co może być przeciwieństwem naszych poglądów, zasługuje na chwilę uwagi i na uznanie.
W pięć godzin możecie sprintem przebiec cały teren, dosłownie zerkając na to, co wystawiają różne firmy - ale nie liczcie na komfort podziwiania tych maszyn. Nie nastawiajcie się też na oglądanie przejazdów. Tak naprawdę na to warto poświęcić osobny dzień, kupując też miejsca na trybunie - inaczej mało zobaczycie i usmaży Was słońce.

Drugi rok z rzędu w Goodwood słońce prażyło jak na południu Europy. Nie ma tam zbyt wielu miejsc, w których jest cień, więc każdy szukał swojego sposobu na radzenie sobie z upałem. Wszystkim jednak dawał w kość i sprawiał, że tempo oglądania wyraźnie spadało z każdą upływającą godziną.
Udało mi się zobaczyć kilka samochód, na które najbardziej czekałem (McLarena M6GT, Alpine A110 EV, Audi Nuvolari), obejrzałem kilka ciekawych przejazdów i... to by było na tyle. Jeśli chcecie się tam wybrać, to zarezerwujcie sobie 3 dni. Będzie to kosztowało krocie (a do tego doliczcie absurdalnie drogie noclegi i wyżywienie), ale zafundujecie sobie przepiękne wspomnienia.
Które auta z Goodwood Festival of Speed zrobiły na mnie największe wrażenie?
Na pierwszym miejscu stawiam Audi Nuvolari. Jest w tym projekcie coś fascynującego. W dobie "krzyczących" i agresywnych supersamochodów stanowi chwilę spokoju, skrywającą w sobie szalone V8 z podwójnym doładowaniem. Marka z Ingolstadt zasługuje na wielkie brawa - w czasach kryzysu stworzyli samochód, którego nikt się nie spodziewał.
Na drugim miejscu postawiłbym RB17, czyli dziecko Adriana Newey'a - szalony torowy pojazd, który ma być szybszy niż bolidy F1. Na żywo wygląda bosko, a w czasie przejazdu brzmi absurdalnie dobrze.

Podium zamyka maszyna, która jest mało znana - a fascynuje. Mowa o Koenigseggu CC. Pierwszy wyprodukowany samochód tej szwedzkiej marki odnalazł się po latach i przeszedł gruntowny remont. Mało kto o nim słyszał, mało kto o nim wie, a jest to drogowskaz dla marki, która tworzy obecnie szalone rzeczy.
Nie udało mi się niestety zobaczyć Ferrari Luce. Włosi, chyba celowo, nie tylko nie wypuścili tego samochodu na przejazdy, ale także ukryli go w "Casa Ferrari", gdzie wstęp mieli zaproszeni goście. Mam wrażenie, że bardzo pilnowano tonu wypowiedzi przy nagraniach. Dziwicie się? Ja nie.
O tych wszystkich samochodach mógłbym pisać godzinami
Zobaczyłem McLarena F1 XP5, czyli jeden z prototypów, noszący tablice K8 MCL - samochód, który "dał" mi nick, z którego przez lata korzystałem na forach. Mogłem podziwiać nowe Renault 5 Turbo 3E, które wygląda bosko (i co z tego, że jest elektrykiem?). Otarłem się o wszystkie Singery, Pagani, Ferrari, Lamborghini i GMA, próbując ogarnąć to, co mnie otacza. I finalnie wpadłem do zagrody z bykami - Cartier wystawił w jednym miejscu 6 egzemplarzy Miury.
Naprawdę, zróbcie wszystko, aby tam pojechać
Zarezerwujcie sobie kilka dni na ten event, przygotujcie duży budżet, ale nie będziecie tego żałowali. Nie ma drugiej takiej imprezy na świecie - może z wyjątkiem Goodwood Revival, które ma nieco inny klimat, ale jest równie szalone.
Ach, pamiętajcie - koniecznie pójdźcie też na parking. To w zasadzie "impreza towarzysząca" głównemu wydarzeniu.


