Produkowali samochody, przerzucają się na wojskowe drony. Renault stawia na sektor zbrojeniowy

Renault zamienia produkcję samochodów na wytwarzanie wojskowych dronów Chorus. Współpraca z sektorem zbrojeniowym przyniesie ochronę miejsc pracy i zapewni pracę kluczowym fabrykom.

Takiej wiadomości zapewne się nie spodziewaliście. Renault rozpoczyna produkcję bezzałogowych statków powietrznych w ramach projektu „Chorus”. Nowe maszyny, które powstaną w zakładach produkujących do tej pory m.in. samochody, mają realizować misje uderzeniowe i rozpoznawcze. Francuzi chcą nim wzmocnić gospodarkę wojenną, która musi być gotowa na trudne czasy.

Renault zamieniło samochody na drony w dwóch zakładach - czym jest "Chorus"?

Program „Chorus” zakłada produkcję dronów w dużych seriach. Wartość dziesięcioletniego kontraktu sięga około 1 miliarda euro. Docelowa zdolność produkcyjna ma wynosić do 600 maszyn miesięcznie.

Renault Chorus Dron

Projekt prowadzi firma Turgis Gaillard we współpracy z Renault. Dla Francji jest to bardzo ważny program - ma on zwiększyć krajowe zdolności produkcyjne w kluczowym sektorze obronnym. Ten ma coraz większą rolę w trudnych dla Europy czasach.

Pierwszych dziesięć egzemplarzy testowych trafi latem 2026 roku do francuskiej agencji ds. uzbrojenia. Po zakończeniu testów i walidacji ruszy produkcja seryjna. Przy tej skali Renault może stać się jednym z największych producentów bezzałogowców w Europie.

Skąd w ogóle taka decyzja Renault?

Jest to odpowiedź na apel ze strony rządu tego kraju. W 2025 roku, ówczesny minister obrony, a obecny premier Sebastien Lecornu, wezwał sektor cywilny do adaptacji linii produkcyjnych na potrzeby wojska. Rząd wskazał na konieczność masowej produkcji tanich dronów, które mają konkurować kosztowo z konstrukcjami wykorzystywanymi przez Rosję i Iran.

Drony Chorus mają być kluczowym elementem programu obrony kraju. Taki statek bezzałogowy ma około 10 metrów długości i 8 metrów rozpiętości skrzydeł. Maszyna przenosi ładunek do 150 kg. Osiąga prędkość do 400 km/h i operuje na pułapie do 5000 metrów. Zasięg sięga nawet 1000 kilometrów.

Za produkcję odpowiedzialne będą dwie fabryki: w Le Mans i w Cleon

Renault uruchomi produkcję w dwóch zakładach. W fabryce ACI w Le Mans powstanie wydzielona linia montażu struktur płatowców o wydajności do 600 maszyn miesięcznie. Zakład likwidowanej grupy Ampere w Cleon (powstawały tam kiedyś jednostki napędowe) zajmie się modyfikacją i montażem silników.

Ciekawostką jest adaptacja gotowych systemów i rozwiązań. Renault wykorzysta typowe materiały, narzędzia i procedury znane z produkcji samochodów. Ma to obniżyć koszty i uprościć proces budowy. Umożliwi też szybkie zwiększenie produkcji w sytuacji kryzysowej.

Decyzja Renault nie przeszła bez echa wśród pracowników. Wiele osób nie jest zadowolonych z takiego obrotu spraw i nie chce uczestniczyć w produkcji sprzętu wojskowego. Władze koncernu zakładają, że za montaż takich maszyn odpowiedzialne będą tylko te osoby, które zaakceptują nowe warunki pracy. Inni prawdopodobnie pozostaną przy montażu pojazdów i elementów do samochodów.

Francuski koncern podkreśla, że ta decyzja to także zabezpieczenie przyszłości zakładu i miejsc pracy w czasach kryzysu w motoryzacji. Jakby więc nie patrzeć jest to dość ciekawy ruch.