Stellantis zdecydował. Te marki są kluczowe, inne idą w odstawkę. Mocno się zdziwicie
Koncern Stellantis zdecydował, że w najbliższym czasie postawi na wybrane marki. Lista jest bardzo krótka, gdyż ogranicza się do czterech nazw. Wybór jest zaskakujący.
Antonio Filosa, obecny dyrektor wykonawczy grupy Stellantis, w najbliższych tygodniach przedstawi całkowicie nową strategię koncernu. Od dłuższego czasu wiadomo było, że będzie ona dość radykalna. Mając pod jednym dachem 15 firm, często o zbliżonym charakterze, trzeba podjąć trudne decyzje i dać priorytet tym, które są najbardziej obiecujące. I jak widać Stellantis już wybrał marki, które będą specjalnie traktowane. Pozostałe zadowolą się mniejszymi budżetami i skromniejszymi możliwościami.
Stellantis stawia na cztery marki. To Fiat, Peugeot, Jeep i RAM
Wybór tych konkretnych marek może Was dziwić, ale jest to wbrew pozorom rozsądna decyzja. Antonio Filosa w zasadzie nie miał wielkiego wyboru. Z jednej strony na pewno chcielibyśmy zobaczyć rozkwit każdego produktu w gamie Stellantisu. Z drugiej jest to fizycznie niemożliwe. Dzielenie budżetu na każdą z marek w podobnych proporcjach sprawia, że żadna z nich nie idzie do przodu.
Stąd też wybór czterech konkretnych firm. Co więcej, to idealny kompromis, który pozwala na stworzenie produktów szytych na potrzeby wielu rynków.
Spójrzcie: na przykład Jeep jest oczywiście fundamentem oferty grupy Stellantis w USA, ale ta marka doskonale radzi sobie także w Ameryce Południowej i w Europie. Inwestując w nią można więc stworzyć dobre i mocne portfolio, które sprawdzi się w wielu zakątkach świata.

Dalej mamy Fiata. Tutaj tak naprawdę najważniejsze stają się dwa rynki: Ameryka Południowa, gdzie Fiat jest wciąż potęgą, a także Europa. Co prawda pozycja tej marki w naszym regionie mocno "podupadła", ale ta nazwa wciąż dźwięczy w głowach wielu osób.
Fiat może być dobrym punktem wyjścia do tworzenia taniej, ale atrakcyjnej oferty modelowej, która przyciągnie użytecznością i możliwościami. Nie zdziwię się, jeśli punktem odniesienia będzie tutaj Dacia.
Peugeot jest z kolei najbardziej rozpoznawalną marką z tych, które Stellantis ma w swojej "głównej" ofercie
Citroen musi tutaj ustąpić miejsca, podobnie jak i Opel. Francuski producent będzie więc balansować dalej na granicy samochodów masowych, próbując potencjalnie ocierać się o tabliczkę z nazwą premium. Oby tylko nie oznaczało to zbyt wysokich cen - te są zmorą Peugeotów w ostatnich latach.
Na koniec zostaje nam RAM. Tutaj nie trzeba się rozwodzić nad tematem: pickupy i duże samochody to w USA podstawa oferty. Ameryka Południowa także stoi takimi samochodami. Nie dziwi mnie fakt, że to właśnie na RAM-a położono największy nacisk w USA, gdzie rywalizacja w segmencie "ciężarówek" jest bardzo zacięta.
Stellantis ma też inne marki. Jaki jest ich los?
Tego jeszcze nie wiemy, ale można spodziewać się tutaj realizacji dwóch scenariuszy.
Pierwszy, w mojej opinii najbardziej prawdopodobny, to ponowna ewaluacja potencjału konkretnych firm. Problem polega na tym, że np. Opel i Peugeot grają do tej samej bramki. Citroen w ostatnich latach zszedł z kolei na półkę Fiata, przynajmniej z częścią modeli. DS jest zaś przedziwnym tworem, który próbuje być reprezentantem segmentu premium, ale średnio mu to wychodzi.

Poza tym jest jeszcze Lancia, którą próbują przywrócić do świata żywych (i która będzie realnie DS-em w innym przebraniu), pozostaje nam Alfa Romeo z Maserati (tu walka trwa, ale idzie opornie), a w USA mamy jeszcze prawie leżącego w bezruchu Chryslera i Dodge'a, w którym oferta jakby się uszczupliła.
Mam wrażenie, że Stellantis po prostu trochę zmieni podejście do tego, jak będzie "przebudowywać te samochody". Krótko mówiąc: Peugeot dostanie to, co najlepsze. Na wybranych rynkach Peugeota przekuje się w Opla, a Fiata w Citroena. Przy okazji Opel może też, zgodnie z plotkami, wykorzystać DNA Leapmotor, stając się marką oferującą europejskie z wyglądu i tanie samochody na prąd.
Jestem ciekaw, czy w tym otoczeniu DS będzie mieć szansę na przetrwanie, podobnie jak i Lancia. Tu widzę duży problem, gdyż są to mimo wszystko marki sprzedające mało samochodów, a wymagające sporych nakładów finansowych.
Gigantycznym problemem jest też Alfa Romeo z Maserati. Obie firmy mają gigantyczny potencjał, ale trudno go wykrzesać. Na szczęście w przypadku nowego Stelvio ktoś poszedł po rozum do głowy i zatrzymał premierę wersji stricte elektrycznej, zmuszając do inwestycji w napędy spalinowe i hybrydowe. Bez nich szanse na sukces są bliskie zeru.
Z kolei Dodge skupi się wyłącznie na dwóch produktach: Chargerze i Durango, które ma zyskać nową generację. Chrysler? Tutaj przyszłość nie zapowiada się kolorowo
Być może platforma STLA Large posłuży jako punkt wyjścia dla nowego vana - wszak Pacifica wciąż cieszy się dużym uznaniem. Mimo wszystko te dwie marki będą musiały zadowolić się współdzieleniem części rozwiązań z RAM-em i Jeepem.

Drugi scenariusz, równie realistyczny, jest nieco bardziej brutalny. Stellantis wybierze marki, które znikną z rynku, lub trafią pod młotek
Nie jest tajemnicą, że np. chińskie koncerny z pewnością z chęcią weszłyby w posiadanie Maserati czy Alfy Romeo. Dla Stellantisu byłoby to także "zrzuceniem" odpowiedzialności i obowiązków. Obawiam się jednak, że taki scenariusz byłby fatalny dla tych marek. Chińczycy mają wiele talentów, ale wciąż nie "czują" europejskich marek. Widać to po Lotusie, który z firmy niszowej, oferującej lekkie i szalone samochody sportowe, nagle stał się producentem wielkich i spasionych elektryków.
Tej marki nikt z takim wizerunkiem nie utożsamiał, a budowanie świadomości to długi i żmudny proces. DS finalnie mógłby zwinąć się z rynku, lub znowu stać się częścią Citroena - jako ich lepsze produkty, bazujące na nowych Peugeotach.
Na konkrety musimy jednak jeszcze poczekać. Ogłoszenie nowej strategii zaplanowano na początek maja. Wtedy wszystko stanie się jasne i zobaczymy w jakiej pozycji będą wszystkie marki grupy Stellantis.


