Stellantis ma nową zwyczajną hybrydę. Nie uwierzycie w to, jaki silnik jest pod maską
W ofercie koncernu Stellantis pojawił się najbardziej pożądany napęd - jest to klasyczny silnik hybrydowy, który nie wymaga ładowania i generuje ponad 200 KM. Nie uwierzycie jednak w to, jaka jednostka jest jego "bazą".
To jest to, czego najbardziej brakuje samochodom tego koncernu. Prosty silnik hybrydowy, oferujący ponad 200 KM, spięty z przekładnią automatyczną. Stellantis długo unikał takiego rozwiązania, stawiają na miękkie hybrydy i hybrydy plug-in. Klienci oczekiwali jednak zwyczajnej "samoładującej się" (jak to mawia Toyota) wersji takiego systemu. I wreszcie trafiła ona na rynek.
Tu jednak robi się ciekawie, gdyż ten koncern nie tylko zaczął od premiery tego silnika w USA, ale także postawił na dość zaskakującą konstrukcję. Tego się nie spodziewaliście.
Nowy silnik hybrydowy grupy Stellantis bazuje na jednostce 1.6. Tak, tej jednostce, wywodzącej się z rodziny Prince
Mówimy więc o konstrukcji, która powstała w czasach, kiedy koncern PSA współpracował z BMW. Jednostka z rodziny Prince zagościła w wielu samochodach z Francji, ale zobaczyliśmy ją także w pojazdach BMW i w MINI. Jej pierwsze wcielenie przyprawiło wiele osób o siwiznę, głównie z powodu problematycznego rozrządu.
Kolejna wariacja na temat tej jednostki, oznaczona już głównie nazwą THP, zyskała szereg poprawek, ale wciąż nie była idealna. Dopiero ostatnie wydania pozbawiono większych problemów, ale takie wersje szybko wycofano z oferty. Powód? Skręt Stellantisu w stronę elektryfikacji, który skończył się w tragiczny z finansowego punktu widzenia sposób.

I tak oto ten koncern wreszcie stworzył jednostkę, której im brakowało. Tylko dlaczego zaczęli od niej w USA?
Takiej kombinacji nikt się chyba nie spodziewał. Nowa konstrukcja łączy silnik 1.6 z rodziny THP, daleką pochodną Prince'a, z przekładnią bezstopniową i z akumulatorem trakcyjnym. Jest to więc coś na kształt mieszanki hybrydy w stylu koreańskim (silnik z turbo) i japońskim (przekładnia CVT).
Pierwszym autem, które dostało tę konstrukcję, jest nowy Jeep Cherokee. Można jednak śmiało założyć, że będzie ona wprowadzana konsekwentnie także do innych modeli. W grę wchodzi więc Peugeot 3008, Opel Grandland, Citroen C5 Aircross, czy Jeep Compass. Co więcej, możemy ją też zobaczyć w Alfie Romeo Stelvio i Giulii drugiej generacji.

W końcu Jeep Cherokee, ten nowy rzecz jasna, bazuje na platformie STLA Large, z której skorzystają te dwa samochody. Teoretycznie więc nowa konstrukcja, w europejskim wydaniu, może być oferowana w bardzo szerokim zakresie modeli.
Oby tylko Stellantis nie zwlekał i szybko wprowadził nowy silnik hybrydowy do oferty na Starym Kontynencie. Bez tego słupki sprzedazy nie drgną.