Test

MINI John Cooper Works GP

Czas na weekend!

Na dystansie:
775 km

MINI John Cooper Works z pakietem GP to doskonały przykład tzw. auta weekendowego. W dni wolne od pracy idealnie sprawdzi się na równiuteńkich zakrętach toru wyścigowego. Pamiętajcie jednak, że do zwykłej, codziennej jazdy, taki samochód nadaje się równie dobrze jak śledź do orania pola.

Zawsze podobała mi się idea posiadania drugiego auta – zabawki weekendowej służącej wyłącznie do „upalania”. Zresztą nie tylko ja jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Wystarczy spojrzeć na polskie ulice, które w sobotnie wieczory wypełniają się nietypowymi pojazdami. Jeździ wówczas wszystko, co tylko przyjdzie Wam do głowy: kabriolety, samochody sportowe, zabytkowe i terenowe… Rodzynki, których nie ujrzycie w ciągu tygodnia. Śpią wtedy smacznie w garażach, czekając na ładną pogodę i moment, w którym ich właściciele zrzucą wreszcie krawaty i zamienią koszule na T-shirty.

Sobota i niedziela to czas, gdy można uruchomić zastane silniki i przewinąć pod klockami hamulcowymi tarcze pokryte nalotem z rdzy. Wierzcie mi – w życiu entuzjasty samochodów mało jest chwil równie emocjonujących jak te, które przeżywa się jadąc na stację benzynową w celu zatankowania do pełna swej maszynki do produkcji adrenaliny. Po prostu poezja…

Trochę odleciałem, ale też jest ku temu powód. Bohater naszego dzisiejszego testu zalicza się do grupy aut, o których traktowały oba poprzednie akapity. Tak – wbrew pozorom MINI też może być tzw. samochodem weekendowym. Oczywiście nie mówię tu o zwyczajnym Cooperze. Ten test dotyczy maksymalnie „hardkorowej” wersji oznaczonej literkami „GP”, która pomimo dość pospolitego (jak na MINI) wyglądu, kryje w sobie pakiet torowych usprawnień – całkowicie zbytecznych w codziennej jeździe, ale za to przydatnych podczas mierzenia się z granicami własnych umiejętności za kierownicą. Co powinniście wiedzieć o tej wściekle szybkiej i twardej wersji Miniaka?

Zacznijmy od dwóch niezbyt dobrych wiadomości
Po pierwsze, nawet jeśli macie obrzydliwie dużo pieniędzy w wenezuelskim banku, obecnie nie zamówicie już MINI w testowanej odmianie. Pakiet „GP” (za ponad 30 tys. zł) obejmujący m.in. sportowe zawieszenie, spoilery i wzmocnione hamulce był montowany do ograniczonej liczby 2000 aut. Pula ta została już oficjalnie wyprzedana. Jedynym sposobem na wejście w posiadanie Worksa GP jest polowanie na pojedyncze sztuki stojące u dealerów bądź telefon do gościa o pseudonimie „Kran”, którego ulubionym zajęciem jest wpatrywanie się w witryny sklepów z biżuterią. Możecie też spróbować znaleźć swoje wymarzone autko na rynku wtórnym, ale szanse na powodzenie takiej akcji są raczej nikłe.

Kolejną niezbyt dobrą wiadomością jest to, że w odróżnieniu od wszystkich innych „Miniaków”, John Cooper Works GP jest samochodem niezwykle wymagającym i mówiąc wprost: trochę okrutnym. Beztroska szarża po miejskich uliczkach najeżonych wybojami może zakończyć się dla jego kierowcy zgładzeniem, a w najlepszym przypadku wymownym „Boże, co ja narobiłem!” wypowiedzianym z głową ukrytą w dłoniach.

Zapomnijcie o rączce zarzuconej na dach i o nonszalanckich gestach wykonywanych podczas kręcenia kierownicą. Ten samochód jest absolutnie szalony i paradoksalnie, właśnie to czyni go wyjątkowo apetycznym kąskiem w karcie motoryzacyjnych dań. Miejska jazda Worksem GP to ciągłe balansowanie na krawędzi. Dlatego to auto stanowi znakomity przykład dodatkowego pojazdu wyciąganego raz na przysłowiowy „ruski rok” – właśnie wtedy, gdy macie ochotę zaszaleć i popełnić wszystkie „przestępstwa drogowe” jednego dnia…

Uwaga na zderzak… i nie tylko
W codziennym użytkowaniu testowanego Coopera brak tylnej kanapy i wstawiona w jej miejsce rozpórka nie sprawdzą się zbyt dobrze… Za to podczas jazdy po krętym odcinku niedzielnego KJS-u usprawnienia te bez wątpienia nabiorą sensu. Works GP powstał w myśl zasady: wywal z auta co się da, zamontuj sportowe zawieszenie, daj parę emblematów i zażądaj więcej pieniędzy. Idąc tym tropem, oprócz brakującej tylnej kanapy na dokładkę pozbawiono nasze MINI także wycieraczki na klapie bagażnika. Jak dieta, to dieta!

W autach weekendowych, oprócz niewielkiej masy, liczą się też twarde muskuły. Dlatego do ujarzmienia zrywnego i relatywnie oszczędnego (średnio w teście: 8 l/100 km) 218-konnego silnika 1.6 THP, Works GP posiada wyścigowe, gwintowane zawieszenie z regulacją prześwitu (specjalne narzędzia dodawane są do samochodu). Ustawienie dostosowane do poruszania się po drogach publicznych jest o 2 cm wyższe od torowego. Nic nam jednak po tym, skoro nisko schodzący przedni zderzak praktycznie uniemożliwia podjeżdżanie pod jakiekolwiek krawężniki. Więcej – niektóre garby z asfaltu oblewającego studzienki kanalizacyjne także bywają dla MINI wyzwaniem. W czasie jazdy trzeba uważnie patrzeć przed siebie. Pozornie niegroźne nierówności zmieniają się w skocznie, na których Cooper podbity, frunie do góry bez kontroli.

Tylko na suche, czyste drogi
Jeśli dobrze przyjrzycie się zdjęciom testowanego samochodu, z pewnością zobaczycie na nich dość interesująco wyglądające opony. Kumho Ecsta V700 – tak się nazywają. Mają dość absurdalne 215 mm szerokości, zaś ich bieżnik (a raczej jego brak) nie jest efektem mojej ciężkiej prawej stopy. To po prostu semi-slicki, których przyczepność na gładkim asfalcie warunkowana jest odpowiednią temperaturą dogrzania i idealną czystością nawierzchni. Oprócz tego, gdy tylko słupek rtęci w zewnętrznych termometrach spada poniżej siedmiu stopni Celsjusza, należy bezwarunkowo zmienić wyczynowe Kumho na zwykłe ogumienie (przynajmniej tak traktuje instrukcja obsługi samochodu).

Z czystej ciekawości przeszukałem Internet w celu ustalenia ceny opisywanych opon, które tak wiele wymagają od wszystkich i wszystkiego wokół. Po szybkim rekonesansie okazało się, że w Polsce… nie bardzo można je gdziekolwiek kupić. W zachodnich sklepach internetowych ceny kształtują się mniej więcej od 180 dolarów do 250 funtów brytyjskich za sztukę. Czy warto? Cóż, jeśli zamierzacie poruszać się MINI wyłącznie po suchych nawierzchniach pozbawionych zabrudzeń, to zapewne tak. W każdym innym przypadku – odradzam.

Nie sprawdzałem jak pół-slicki Kumho sprawują się na deszczu, ale przypuszczam, że kierowalność na „mokrym” może być zerowa. Wystarczające pojęcie o limicie przyczepności testowanego MINI dała mi lekcja z objeżdżania ronda, które było w jednym miejscu leciutko pokryte kurzem. W pewnej chwili miałem już serce w przełyku, a samochód prawymi kołami ledwie musnął coś innego niż czysty asfalt… Oto właśnie typowa sytuacja, która grozi Wam, gdy tylko zaczniecie traktować Worksa GP jako wóz do codziennych podróży. Na ulicach miasta twarde zawieszenie, bezpośredni i ciężko pracujący układ kierowniczy oraz pół-wyczynowe opony nie zdadzą egzaminu. Za to wpędzić Was mogą w poważne kłopoty.

A zaczyna się to wszystko dość niewinnie…
W piękny, lipcowy poranek już sam widok MINI zaparkowanego przed domem potrafi odmalować na twarzy kierowcy uśmiech. Po lekkim śniadaniu składającym się z dwóch kaw aż chce się zejść na parking i uruchomić silnik szarego Coopera. Brzmienie sportowego układu wydechowego z podwójną końcówką tłumika wyprowadzoną na środek tylnego zderzaka jest więcej niż zachęcające. Wrzucacie więc dowolny bieg, a idealnie zestrojona dźwignia skrzyni biegów trafia dokładnie tam, gdzie potrzeba. Pedał sprzęgła pracuje ciężko, jak przystało na prawdziwą maszynkę dla niegrzecznych chłopców. Trochę gazu i szerokie walce opon zaczynają przetaczać się wewnątrz błotników. Słychać charakterystyczne „szuranie”. Jest fajnie, jest fajnie…

Czas na przełączenie MINI w tryb SPORT. Uruchomicie go guzikiem umieszczonym obok lewarka zmiany biegów. Dzięki niemu wydech budzi się do życia, wydając z siebie soczyste strzały przy każdym zejściu z wyższych obrotów. Układ kierowniczy z elektrycznym wspomaganiem usztywnia się do granic możliwości. Prawy pedał nerwowo wbija kolejne dawki adrenaliny w wasz kręgosłup otulony kubełkowym fotelem Recaro. 6,3 sek. do „setki” i 242 km/h prędkości maksymalnej – oto czym dysponujecie w małym, 1235-kilogramowym autku.

Ten kiosk nigdy nie był taki malutki…
Po przekroczeniu 3,5 tys. obr./min. 218-konny benzynowy silnik 1.6 THP ochoczo poświstuje turbiną, a z rozgrzanych końcówek rur wydechowych MINI osłoniętych prawdziwym dyfuzorem wydobywa się rasowe warczenie. Kopniak mocy wbija w fotel, do którego przypięliście się czerwonymi pasami bezpieczeństwa. Co za dzień – myślicie, mijając na ręcznym zakręt przy warzywniaku. Ten kiosk nigdy nie wydawał się tak malutki, jak dziś… Prosty kawałek drogi i znowu gaz! Huk napędu, szum opon i grzmoty z wydechu przy każdej zmianie biegów potęgują uczucie chuligańskiej głupawki. Niby wszystko super, ale zaraz, zaraz… Coś tu jest nie tak. Samochód sam skręcił, a przecież jezdnia wydawała się gładka jak stół! No właśnie… To symptomy torowego charakteru MINI.

Prowadząc w ruchu licznym Coopera Works GP trzeba stale mieć się na baczności. Jeśli zignorujecie pierwsze ostrzeżenie, następne może być już bardzo bolesne. Dla portfela, kręgosłupa i w ogóle dla wszystkiego. Studzienek i łat na asfalcie, Cooper nienawidzi równie mocno jak niewidocznych kolein powodujących samoistne skręcanie samochodu. Spróbujcie dodać ostro gazu podczas pokonywania choćby minimalnych pofałdowań drogi, a zobaczycie na obrotomierzu wizerunek faceta z kosą ubranego w czarną pelerynę. Nie ma żartów! Jeśli nawierzchnia jest nierówna, auto wyskakuje w powietrze i w ogóle nie pozwala sobą kierować. Co innego, gdy tylko Cooper znajdzie się we właściwym dla niego otoczeniu… Wtedy wszystkie przytoczone wcześniej, zdradliwe elementy sportowego układu jezdnego zaczynają grać na korzyść kierowcy i dostarczać prawdziwej frajdy z jazdy.

Gdzie jest koniec przyczepności?
Ważną rolę w ciekawej charakterystyce prowadzenia MINI odgrywają opisywane opony Kumho. Sposób „łapania” i tracenia przez nie przyczepności jest skokowy i w zwykłej jeździe przyprawia o zawał serca, ale w czasie poruszania się po szybkich łukach zjazdów z obwodnic, efekt współpracy wyczynowych gum z twardym zawieszeniem jest niesamowity. Prowadzenie odbiega daleko od tego, do czego przyzwyczajają nas inne auta przednionapędowe.

W Worksie GP ustalona wcześniej prędkość wjazdu w zakręt co chwilę może ulegać skorygowaniu… na wyższą. Wygląda to tak: wraz z zacieśniającym się skrętem nagle uświadamiasz sobie, że miałeś okazję przejechać szykanę dużo szybciej. Sztywne wspomaganie kierownicy pozwala precyzyjnie wyczuć, co znajduje się pod zewnętrzną przednią oponą. Zachęcony nowymi limitami przyczepności całkowicie wbrew logice, w samym środku zakrętu zwiększasz po prostu prędkość. Co się dzieje? Nic. Samochód wciąż trzyma się asfaltu, zachęcając do jeszcze ostrzejszej szarży! Taka zabawa wkręca!

W całym tym szaleństwie warto pamiętać, że ukryte pokłady przyczepności kończą się nagle i bez ostrzeżenia. Wtedy nie pomogą już nawet ostre jak brzytwa sportowe „heble” (przednie tarcze mają średnicę 330 mm). W Worksie GP trzeba po prostu dokładnie wiedzieć, na ile można sobie pozwolić. Gdy tylko zobaczymy, że na jezdni jest choćby malutka nierówność, będzie już za późno. Auto „poleci przez przód” i zostanie nam modlitwa do świętej trójcy: blacharza, lakiernika i wulkanizatora.

Co wybrać?
Poruszanie się tym drogowym „gokartem” nie jest igraszką dla amatorów, lecz raczej gratką dla profesjonalistów. Jeśli szukacie samochodu do nauki sportowej jazdy, to MINI John Cooper Works GP jest tym, czego potrzebujecie. Sposób wyczuwania jego limitów przyczepności powinien spodobać się wszystkim, którzy mieli wcześniej do czynienia z prawdziwym torowym „upalaniem”.

Na koniec wypada zapytać, czy są jakieś argumenty przeciwko zabawie takim drogowym gokartem? Otóż moim zdaniem są i to nawet dwa. Nazywają się Toyota GT 86 i Mazda MX-5. Fakt – raczej nie można ich traktować jako bezpośrednich konkurentów dla testowanego Coopera. To auta słabsze i mniej „hardkorowe”. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: także są to dwuosobowe maszynki do czerpania radości z jazdy. Obaj Japończycy oferowani są za podobne pieniądze i… obaj mają tylny napęd! A to poszerza wachlarz doznań z weekendowych przejażdżek…

Zalety:
+ gokartowe, twarde prowadzenie
+ mocny silnik z niesamowicie brzmiącym wydechem
+ precyzyjnie działająca skrzynia biegów
+ ogromne pokłady przyczepności, których odkrywanie jest niebezpieczne, ale daje niezapomnianą frajdę z jazdy

Wady:
– nie nadaje się zupełnie do codziennego użytkowania
– tworzywa sztuczne użyte do wykończenia kokpitu są twarde

Podsumowanie:
MINI John Cooper Works GP to samochód, z którym właściciel musi się zmierzyć, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Właśnie dzięki temu jest on na tyle niesamowity, by zostać prawdziwym autem weekendowym. I tylko w tej roli sprawdzi się dobrze.

Dyskusja

komentarzy

Dane techniczne
Dane techniczne producentaMINI John Cooper Works GP
Silnikbenzynowy, turbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1596 cm³
Moc maksymalna218 KM (160 kW) przy 6000 obr./min.
Maks. moment obrotowy260 Nm (oberboost: 280 Nm) przy 1750-5750 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony215/40 R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń723 l
Zbiornik paliwa50 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc3/2
Wymiary (dł./szer./wys.)3774/1683/1393 mm
Rozstaw osi2467 mm
Masa własna /ładowność1235/175 kg
Masa przyczepy / z hamulcem-/- kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie9,5/5,7/7,1 (średnie w teście: 8,0)
Emisja CO2165 g/km
Prędkość maksymalna242 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h6,3 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowejJohn Cooper Works: 126 200 zł
Cena wersji testowej158 081 zł
Cena egz. testowego162 754 zł