To najlepszy Opel od lat, ale Grandland ma jeden wielki problem. Trzeba zajrzeć pod maskę

Tak, nie żartuję - nowy Opel Grandland jest naprawdę dobrym samochodem, aczkolwiek jego potencjalny sukces rynkowy hamuje jedna kwestia: silniki.

Pamiętacie ten moment, w którym Opel Insignia wyjechał na drogi? Powiedzmy sobie szczerze - dla marki z Russelsheim był to ogromny przełom. Po latach produkowania poprawnych, ale nijakich samochodów, na scenę wkroczył naprawdę pięknie narysowany i nowoczesny model. Na tle Avensisa, Passata czy Mondeo wyglądał bardzo futurystycznie. Do tego urzekał wnętrzem i niezłą gamą jednostek napędowych. I prawda jest taka, że od czasów Insignii pierwszej generacji nie było drugiego tak dobrego produktu tej marki. Aż do teraz, bo Opel Grandland drugiej generacji naprawdę zaskakuje, zwłaszcza w wersji PHEV - i piszę to z czystym sumieniem.

Pierwsze wcielenie tego auta, czyli drugi samochód stworzony w kooperacji z PSA (które chwilę później wchłonęło Opla), było dość przeciętne. Nijaki design, słabe wnętrze, rozczarowujące plastiki. Generalnie ciężko było znaleźć w tym modelu coś ciekawego - poza ceną, która w pewnym momencie stała się atrakcyjna.

Grandland z numerem dwa mocno się zmienił. Urósł, dojrzał i zyskał szereg nowoczesnych rozwiązań. Ma bardzo prosty, ale estetyczny design, oferuje dużo przestrzeni i ma przyjemny układ jezdny. Zasadniczo jest ogromną i pozytywną niespodzianką, ale rozczarowuje na samym końcu, gdy chciałoby się powiedzieć: "okej, to idealna propozycja".

Niestety tak nie jest - i wynika to z jednego prostego faktu.

Opel Grandland PHEV to jedyna sensowna propozycja w gamie tego modelu. Takie są fakty

Spójrzcie: Oplowi naprawdę brakowało w ostatnich latach bardzo dobrze produktu. Obecna Astra wygląda świetnie, ale. Corsa? Też niezła, ale. Tak naprawdę Frontera i Mokka mają najwięcej sensu, ale tutaj też jest "ale". I to samo słowo można postawić przy nazwie Grandland.

Opel Grandland PHEV

Czego oczekujemy od rodzinnego SUV-a? Moim zdaniem taki samochód musi spełniać trzy kluczowe cechy. Poza przestrzenią i dobrym wyposażeniem, kluczową kwestią jest silnik. Rozumiem, że nie każdy potrzebuje kosmicznej liczby koni mechanicznych, ale dynamika jest absolutnym fundamentem.

Tymczasem w gamie Grandlanda nasz wybór ogranicza się do trzech opcji. Pierwszą, najtańszą i najczęściej wybieraną jest jednostka 1.2 z układem miękkiej hybrydy. W teorii 145 KM nie jest dużo mniejszą liczbą niż 150 KM w silniku 1.5 eTSI, popularnym w Kodiaqu, Tiguanie czy Tayronie.

Różnica jest jednak fundamentalna, gdyż silnik w Oplu ma niewielką objętość skokową i trzy cylindry. I choć moc jest porównywalna, to czuć, że ta mała jednostka musi się po prostu napracować, aby napędzić ten samochód - zwłaszcza w momencie, w którym na pokładzie mamy 3-4 osoby i dużo bagaży.

Co więc jest naszą alternatywą?

Jeśli chcemy mieć silnik spalinowy, to zostaje nam jedynie hybryda plug-in. Łączy ona silnik 1.6, jednostkę elektryczną i akumulator oferujący blisko 18 kWh pojemności. Systemowo dostajemy 225 KM, co jest już niezłą wartością.

Tu pojawia się jednak to "ale". Jeśli chcemy korzystać z potencjału hybrydy plug-in, to musimy ją regularnie ładować. Ten fakt automatycznie skreśla PHEV-y w oczach wielu osób. Poza tym wozimy dodatkowe kilogramy w postaci akumulatora, a cena jest dużo wyższa, przynajmniej katalogowo. Kwoty transakcyjne to inna bajka, do której jeszcze wrócę.

Poza tym zostają wersje elektryczne

Tak, są mocniejsze (flagowa ma nawet 325 KM i napęd na cztery koła), ale to propozycje dla wąskiego grona klientów. Co więcej, mówimy tutaj o drogich samochodach, z przeciętną mocą ładowania i z wydajnością, która nieco zawodzi.

Wniosek jest więc prosty: Opel Grandland PHEV to jedyna sensowna propozycja w gamie tego modelu

Musimy więc pogodzić się z faktem, że będziemy wozić dużo kilogramów pod podwoziem, a ładowarka stanie się naszym przyjacielem. Oczywiście układ PHEV ma swoje plusy - na prądzie da się tutaj przejechać od 50 do 80 kilometrów (mi rekordowo wyszło 68), po rozładowaniu zostajemy z autem hybrydowym, choć już nie tak wydajnym, a moc jest zadowalająca.

Nie oczekujcie jednak "przeciągu" po wciśnięciu gazu. Pełną moc dostajemy tylko w momencie, w którym w akumulatorze jest wystarczająco dużo prądu - wtedy setkę osiągniecie w 7,8 sekundy. Gdy energii ubywa, chęć do przyspieszania też się zmniejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to obecnie najsensowniejsza propozycja w gamie tego modelu.

Opel Grandland PHEV - zużycie paliwa (rozładowany akumulator)

przy 100 km/h: 5,4 l/100 km
przy 120 km/h: 6,8 l/100 km
przy 140 km/h: 8,3 l/100 km
w mieście: 4,5-7,6 l/100 km

Wróćmy jednak do naszej gwiazdy. Dlaczego Opel Grandland to moim zdaniem najlepszy samochód tej marki od lat?

Odpowiedź jest bardzo prosta: gdyż, wbrew pozorom i obiegowym opiniom, jest bardzo dopracowany. Serio. Mam wrażenie, że Opel wycisnął z siebie 100% możliwości, tworząc nowego Grandlanda. Nadwozie wygląda moim zdaniem świetnie - jest proste, skromne, ale estetyczne.

Wnętrze? Ładnie wykończone, estetyczne i ergonomiczne. Mamy duży ekran, ale nie zabrakło też kluczowych przełączników od klimatyzacji. Ergonomia jest dobra, schowki pozwalają na ukrycie wszystkich podręcznych przedmiotów, a fotele AGR (drogie jak diabli niestety) są po prostu ge-nial-ne.

Z tyłu mamy dużo przestrzeni, a bagażnik, który według danych producenta ma 550 litrów pojemności, w zupełności wystarczy na zapakowanie większych bagaży.

Poza tym jest tutaj, niezmiennie, sporo "przydatnych" bajerów

Mamy bardzo dobre światła Intelli-Lux (są naprawdę skuteczne), systemy wspierające kierowcę działają bardzo dobrze, a wyciszenie kabiny nie rozczarowuje. Ta ostatnia kwestia jest dla mnie sporą niespodzianką, gdyż z reguły auta grupy Stellantis, które bazują na platformie STLA Medium, nie są pod tym kątem najlepsze.

Właściwości jezdne też nie rozczarowują. Grandland prowadzi się pewnie, ma dobrze zestrojone zawieszenie i zapewnia dość wysoki komfort resorowania. Nawet obecność tych dodatkowych kilogramów nie jest tutaj jakoś bardzo dotkliwa z punktu widzenia kierowcy.

I jak zwykle wszystko rozbija się o cenę (w pewnym sensie)

Najtańszy Opel Grandland kosztuje 147 500 złotych - i mowa tutaj o wersji z silnikiem 1.2 Hybrid, czyli z miękką hybrydą. Za hybrydę plug-in wyjściowo trzeba zapłacić 188 200 złotych, a za elektryka 199 700 złotych.

Jak sami widzicie punkt wyjścia jest niebezpiecznie blisko granicy 200 000 złotych. Przy takiej mnogości konkurentów, zwłaszcza z Chin, nie jest to cena, która urzeka. Co więcej, wersja ze zdjęć wymaga wydania niemal 240 000 złotych. Auć...

Tu jednak pojawia się nasze ostatnie "ale" - czyli kwestia aut stojących u dealerów. Wiele z nich zalega miesiącami i można je dorwać z ogromnymi rabatami. Znalazłem samochody, które możecie kupić nawet za 165 000 złotych. To wciąż sporo, ale już znacznie mniej, niż można byłoby się spodziewać, zwłaszcza po spojrzeniu na oficjalny cennik.

Uważam, że Opel Grandland, nawet PHEV, to bardzo dobry samochód - ale przegrywa przez cennik

Antonio Filosa chce mocno docisnąć hamulec i wrócić do dużej produkcji oraz niższych cen. Czy to się uda? Bardzo na to liczę, gdyż inna strategia wyceniania samochodów na pewno przyniosłaby większe zainteresowanie Grandlandem. Ten samochód naprawdę na to zasługuje. Nie jest idealny, ale na dobrą sprawę trudno mu coś poważnie zarzucić.