Traficar zafundował mi przejażdżkę życia. Hamulce prawie nie działały, a we wnętrzu nie było kawałka deski rozdzielczej
Choć z usług firmy Traficar korzystam dość często, to takich doświadczeń, jak z ostatniego przejazdu, jeszcze nie miałem. Renault Clio, które wypożyczyłem, było skrajnie zajechane, niemal straciło hamulce w czasie jazdy, a w środku brakowało całego... panelu klimatyzacji. Problem, wbrew pozorom, nie tyczy się samej firmy - tylko użytkowników.
Carsharing, od czasu do czasu, jest dla mnie zbawieniem. Są sytuacje, gdy muszę szybko przemieścić się po mieście. Teoretycznie najwygodniejszym rozwiązaniem są taksówki lub przewozy osób. Nie zawsze chcę jednak z nich korzystać. Te pierwsze są drogie, z usług Ubera, Bolta czy Freenow nie korzystam w Polsce ze względu na standardy, które oferują (a w zasadzie ich brak). Nawet cena nie jest tutaj argumentem. Carsharing (a obecnie w Warszawie działa tylko Traficar), daje niezależność, brak spotkań z kierowcami i ich muzyką i pozwala czasami zaoszczędzić kilka groszy względem klasycznej "złotówy".
Oczywiste jest to, że samochody mogą być w różnym stanie. Pierwszy raz spotkałem się jednak z sytuacją, w której wynajęte przeze mnie Renault Clio było skrajnie niebezpieczne. Jedynym pozytywnym aspektem tej sytuacji był fakt, że wiedziałem co zrobić w momencie, w którym pedał hamulca praktycznie całkowicie zanurkował w podłodze, a samochód zaczął raptem lekko zwalniać. Nie chciałbym jednak widzieć miny niedoświadczonego kierowcy, który zmierzyłby się z taką sytuacją w ruchu miejskim.

Już w momencie, w którym wsiadłem do tego samochodu, wiedziałem, że "będzie wesoło". We wnętrzu brakowało całego panelu klimatyzacji. Ktoś ewidentnie uznał, że jest to dawca części zamiennych i skorzystał z okazji. Oczywiście zgłosiłem to i ruszyłem w trasę, gdyż akurat w tej sytuacji ten nieszczęsny Traficar był moją ostatnią deską ratunku.
Traficar teoretycznie powinien był wyłączyć ten samochód z użytkowania już wcześniej. Zakładam, że zgłoszenia o brakującym panelu klimatyzacji pojawiły się też od innych użytkowników
Przyjmijmy jednak, że był to stosunkowo świeży temat. Sama podróż, przynajmniej przez pierwsze kilometry, upływała normalnie, choć miałem wrażenie, że pedał hamulca nie działa tak, jak powinien. Samochód miał jednak ponad 47 000 kilometrów i na lewym fotelu siedziało tysiące kierowców, więc tarcze i klocki mogły być zmęczone życiem. Zresztą w carsharingu zawsze biorę na to poprawkę.
Kiedy jednak w gęstym ruchu na Alei Prymasa Tysiąclecia wspomniany hamulec niemal wpadł w podłogę, a samochód zaczął raptem lekko zwalniać, tętno poszło w górę. Szczęśliwie trzymałem duży odstęp od poprzedzającego pojazdu, a próba "pompowania" hamulca przywróciła względnie akceptowalne ciśnienie. Spadało ono jednak już po kilku chwilach, co sugeruje poważniejszą usterkę.
I tu przechodzimy do kwestii, która najbardziej mnie zirytowała
Jest to sytuacja dość skrajna i potencjalnie niebezpieczna. Dojecałem do celu i postanowiłem skorzystać z infolinii, aby zgłosić szczegółowo problemy z pojazdem. Przez lata była to najwygodniejsza opcja kontaktu z Traficarem.
Problem w tym, że cięcia kosztów sprawiły, że Traficar pozbył się infolinii. Po odsłuchaniu długiego nagrania i wyboru tematu rozmowy dowiedziałem się, że mam coś kliknąć w aplikacji, lub wysłać maila. Po tym komunikacie automat rozłączył połączenie.
I tak oto zaparkowałem pojazd, który dla wielu osób może być niebezpieczny. Zakładam, że rozmowa z konsultantem mogłaby doprowadzić do natychmiastowego wyłączenia pojazdu z użytkowania. Teraz jednak nie ma takiej możliwości. Nie mam pojęcia kiedy ktoś przeczyta maila i czy zweryfikuje zgłoszenie z aplikacji.
A pech chciał, że akurat nie miałem pod ręką kartki i długopisu. Zostawiłbym ją w samochodzie, sugerując spacer lub zamówienie taksówki. Może przynajmniej odległa lokalizacja nie zachęci nikogo do wyboru tego samochodu w najbliższym czasie.
Traficar odpowiada za stan samochodu, ale to użytkownicy są złem wcielonym
Niestety, coś, co jest "wspólne", jest niczyje. Stare powiedzenie sprawdza się tutaj doskonale. Wiele osób traktuje takie samochody jak maszyny do sponiewierania, które zniosą wszystko. Traficar i tak dość ostro piętnuje agresywną i szybką jazdę, blokując dostęp do aplikacji. Wystarczy jednak, aby kolejni użytkownicy zrobili po jednym takim przejeździe. W ciągu dnia może być ich kilka, tygodniowo może nawet kilkadziesiąt. Nawet solidny samochód tego nie zniesie.
Jeśli więc wpadnie Wam w oczy Traficar z numerem rejestracyjnym KR 2YG54, to omijajcie go (póki co) szerokim łukiem.