Akio Toyoda niczym Rejtan rzuca się w obronie silników spalinowych. I ma rację
Akio Toyoda nie boi się odważnych opinii i cały czas pozostaje wierny swoim przekonaniom. A te zakładają, że elektryfikacja nie jest odpowiedzią na wszystko.
Akio Toyoda to wyjątkowo barwna postać. Kilka dni temu pozował z Nissanem Murano, machając flagami z logo tej marki. Dlaczego? Otóż w ten sposób świętował decyzję konkurencyjnej marki, która zdecydowała się na wprowadzenie amerykańskiego modelu na rynek japoński - co w jego opinii jest świetnym ruchem. Toyoda regularnie startuje w wyścigach, potrafi żartować na konferencjach i lubi dzielić się swoimi przemyśleniami. Te często bywają "kontrowersyjne" z perspektywy całego rynku. Ale może właśnie o to chodzi?

Były prezes Toyoty, obecnie przewodniczący rady nadzorczej koncernu, w rozmowie z Carwow przyznał, że nadal mocno wierzy w sens istnienia samochodów z silnikami spalinowymi. I chodzi tutaj o coś więcej, niż "emocje" - a fundamentem jest... rentowność biznesu.
Akio Toyoda broni silników spalinowych jak tylko może. Robi to jednak z głową
Toyoda od dawna powtarza, że samochody elektryczne nie rozwiążą wszystkich problemów rynku. Jego zdaniem różne rynki nie rozwijają się w takim samym tempie. W jednych krajach infrastruktura ładowania powstaje w ekspresowym temoie, a w innych pozostaje słaba albo prawie nie istnieje. Mamy też różne ceny energii (i to skrajnie).
W jego opinii pełne przejście na auta elektryczne może działać w bogatszych i lepiej przygotowanych regionach, a także, paradoksalnie, w tych... uboższych. Nie musi jednak sprawdzić się wszędzie.
W 2024 roku Toyoda zaskoczył wszystkich swoją prognozą. Jego zdaniem samochody elektryczne nigdy nie przekroczą 30 procent globalnej sprzedaży. Kilka miesięcy później ponownie podkreślił, że w wielu częściach świata auta benzynowe nadal będą fundamentem oferty wielu marek.
Tu pojawia się proste stwierdzenie: równolegle powinniśmy rozwijać różne rodzaje napędu, dopasowując je do lokalnych potrzeb - a nie do odgórnych regulacji, które tworzy się przy biurkach.
Silnik spalinowy = miejsca pracy
Akio Toyoda często podnosi argument, którego w debacie o elektryfikacji nie używa się zbyt często. Chodzi o dostawców związanych z produkcją silników spalinowych. Toyota przez dekady zbudowała wokół tej technologii ogromny łańcuch firm, zakładów i specjalistów. Nagłe odejście od silników oznaczałoby dla wielu z nich utratę zamówień.
Oczywiście wiele firm może się przebranżowić, a produkcję można odpowiednio przedstawić. Niemniej pamiętajcie, że samochody elektryczne wykorzystują znacznie mniej części. Do złożenia jednego samochodu potrzeba mniejszej liczby komponentów i skromniejszego zespołu.

Masowe zwolnienia widać już wielu firmach - a pamiętajcie, że formalnie jesteśmy bliżej początku, niż końca drogi do pełnej elektryfikacji.
Toyota dalej rozwija elektryki, ale to jest tylko część złożonej strategii
Sceptycyzm Toyody nie oznacza, że Toyota wyrzuca silniki elektryczne do kosza. Japończycy rozbudowują swoją ofertę i konsekwentnie wprowadzają modele, takie jak Toyota C-HR+, bZ4X po liftingu, opracowana z Suzuki Toyota Urban Cruiser, czy nowa elektryczna Toyota Highlander.
Portfolio, jak widać, jest coraz większe. I nie są to najbardziej zaawansowane samochody elektryczne na rynku, ale mają jedną zaletę - bazują na architekturze skalowanej do wielu produktów. Zresztą z tego samego rozwiązania korzystają nowe Lexusy, takie jak ES, RZ czy TZ.
Analitycy podkreślają, że takie współdzielenie technologii sprawia, że elektryki japońskiego koncernu mogą być rentowne i przyjazne dla portfela. Oczywiście tracą na tle konkurentów, zwłaszcza pod kątem krzywej ładowania. Japończycy niespecjalnie się tym jednak przejmują.
Toyota oczywiście nie rezygnuje przy tym z hybryd, silników spalinowych, paliw syntetycznych i neutralnych węglowo, a nawet nie odpuszcza sobie wodoru. To strategia oparta na założeniu, że różne rynki będą potrzebowały różnych napędów.
Hybrydy to wciąż rdzeń oferty Toyoty
Akio Toyoda cały czas podkreśla wyliczenia dotyczące śladu węglowego. Według niego 27 milionów hybryd sprzedanych przez Toyotę miało porównywalny wpływ środowiskowy do 9 milionów samochodów elektrycznych. Ta kalkulacja uwzględniała emisje związane z produkcją samochodów oraz akumulatorów.

Jego argument wymaga jednak doprecyzowania, gdyż jest nieco naciągany. Jego założenie opierało się na produkcji aut elektrycznych w Japonii, gdzie duży udział w miksie energetycznym mają elektrownie cieplne. Rzeczywisty bilans emisji zależy więc od wielu czynników. Liczy się miejsce produkcji, źródło energii, wielkość akumulatora, przebieg samochodu oraz sposób użytkowania.
Toyota obecnie pracuje nad całkowicie nową rodziną silników spalinowych
Japończycy rozwijają równolegle kilka nowych silników. Opracowane od podstaw V8 z podwójnym doładowaniem zadebiutowało już w Toyocie GR GT. Patrząc na to, że początkowo trafiło do sportowego modelu, niszowego i limitowanego, można założyć, że prędzej czy później zagości też w innych samochodach.
Poza tym Toyota rozwija nową architekturę silników 1.5 i 2.0. To całkowicie nowe silniki, które będą fundamentem oferty marki. Połączą się z napędami hybrydowymi, ale także zagoszczą w samochodach sportowych.
Doładowana wersja silnika 2.0 (G20E) ma generować od 400 do 500 KM. Mówimy więc tutaj o wysilonej, ale i bardzo wydajnej jednostce, która będzie sercem sportowych samochodów.
Ciekawostką w nowej architekturze jednostek napędowych jest ich niewielka wysokość i nisko położony środek ciężkości. Przekłada się to na dwie zalety. Po pierwsze, Toyota będzie mogła projektować dużo bardziej aerodynamiczne samochody. A to, jak wiemy, oznacza niższe zużycie paliwa Po drugie, poprawi to właściwości jezdne japońskich aut.
Akio Toyoda wciąż wierzy także w wodór i w paliwa syntetyczne. Mają one przedłużyć życie spalinówek
Japończycy szukają także sposobu na zmniejszenie emisji bez rezygnacji z silnika spalinowego. Producent pracuje nad jednostkami zasilanymi paliwami neutralnymi pod względem emisji CO2. Od kilku lat rozwija również silniki spalinowe zasilane wodorem. Dobrym przykładem jest tutaj wyścigowa Toyota GR H2. Toyota pokaże go podczas tegorocznego wyścigu 24h Le Mans.
Szczerze mówiąc ciężko jest mi się nie zgodzić z panem Toyodą
Spójrzcie - większość firm musi w trybie ekspresowym "wracać" do spalinowej motoryzacji. Strategia, która stawiała wyłącznie na elektryki, nijak się nie sprawdziła. Auta na prąd zyskują coraz większy udział w rynku, ale droga do pełnej elektryfikacji staje się coraz dłuższa i bardzo wyboista.
Wiele firm podgląda też rozwiązania Toyoty. Volkswagen stawia na klasyczne hybrydy, które zobaczymy w T-Rocu i Golfie (a później także w innych modelach). Taki sam napęd opracowała także KIA (pojawi się w Seltosie i K4). Stellantis ma zaś stworzyć klasyczną hybrydę na bazie jednostki 1.6 THP.
Od dawna uważałem, że strategia Toyoty i Toyoty to strzał w dziesiątkę. Dajmy ludziom wybrać rozwiązanie, które faktycznie się sprawdza i jest dla nich lepsze. Jeśli wygrają elektryki - brawo, stawiamy na prąd. Jeśli jednak to hybrydy będą idealnym wyborem, to Toyota będzie mógł uśmiechnąć się pod nosem, mówiąc "a nie mówiłem?".


