Alpine A110 nigdzie się nie wybiera. Jego napęd już jednak jak najbardziej
Nowe Alpine A110 nabiera kształtów. Ojcem tego projektu jest człowiek, który odpowiadał za Ferrari 458 Speciale i 296 GTB. Problem w tym, że francuski sportowiec straci element, który tak bardzo sobie cenicie.
Mogę śmiało powiedzieć, że Alpine A110 to jeden z moich ukochanych samochodów. Zwinny, zwarty, bajecznie lekki i wystarczająco mocny. "Raptem" 300 KM w topowej wersji daje mu fantastyczne osiągi. Tutaj nie liczy się przyspieszenie do setki, a to, co można osiągnąć w zakrętach. A uwierzcie mi, wersję R stać na wiele.
Czas spalinowego modelu dobiega jednak końca. Jego następca ma już być elektrykiem - i Francuzi nie widzą scenariusza, w którym wersja z silnikiem benzynowym powróciłaby na rynek. Doprowadzenie tego projektu do końca powierzono człowiekowi z wyjątkowym doświadczeniem.

Stery w Alpine objął Philippe Krief. W ubiegłym roku zamienił Maranello na Dieppe, gdzie nadzoruje rozwój nowych modeli. Pod jego okiem powstaje samochód, który w teorii ma wyznaczać nowe standardy w segmencie lekkich elektryków. Tylko czy znajdą się na to chętni?
Alpine A110 przechodzi właśnie chrzest bojowy. Na dobrą sprawę jego architektura już wyjechała na drogi
I nie, nie chodzi o prototypy, czy muły testowe. Platformą, która stała się polem doświadczalnym dla Alpine, jest... Renault 5 Turbo 3E. Elementem, który ten elektryczny hiperhatch dzieli z Alpine, jest platforma. Opracowana od podstaw konstrukcja, z architekturą 800V, powstała głównie z myślą o nowym A110.
Renault 5 Turbo 3E dostało ją niejako w bonusie, aczkolwiek jest to też przestrzeń do sprawdzenia napędu i jego możliwości. Kluczową cechą w tym samochodzie miała być lekkość. Początkowo Alpine romansowało w tej sprawie z Lotusem, jednak finalnie drogi tych firm rozeszły się.
Philippe Krief twierdzi, że nowe Alpine A110 w elektrycznym wydaniu będzie ważyło około 1500 kilogramów. To i tak o 400 kilogramów więcej od obecnego modelu, niemniej wszystkie wartości poniżej dwóch ton w aucie na prąd cieszą.
Ciekawostką w nowym A110 będzie pozycja za kierownicą. Specyficzna architektura akumulatora (około 70 kWh pojemności) sprawi, że pozycja kierowcy będzie bliższa tej z... bolidów F1. Nie wiem, na ile sprawdzi się to w codziennym użytkowaniu, ale brzmi to co najmniej ciekawie.

Kluczowa jest także kwestia wydajności. Alpine A110, według Kriefa, ma pokonywać trzy okrążenia na Nurburgring z gazem w podłodze. Alternatywnie przejedzie około 480 kilometrów na ładowaniu, w trasie.
Takie liczby padają póki co w wywiadzie dla brytyjskiego Autocar. Na oficjalne informacje przyjdzie nam jeszcze poczekać. Premiera tego samochodu powinna mieć miejsce w 2027 roku. Niebawem na drogi wyjadą pierwsze zamaskowane samochody, które będą zapowiedzią kierunku, który przyjęło Renault w kwestii tej marki.


