Taki samochód mógł powstać tylko na specjalną okazję. Bugatti FKP Hommage nosi inicjały człowieka, który dał trzecie życie tej marce

Wygląda niemal tak, jak pierwszy Veyron, a pod nadwoziem kryje jedno z najmocniejszych wcieleń silnika W16. Przed Wami Bugatti FKP Hommage, czyli najnowsze dziecko Programme Solitaire

  • Bugatti FKP Hommage to nie tylko hołd dla pierwszego produkcyjnego Veyrona
  • Jest to także forma "podziękowania" dla Ferdinanda Piëcha, który przywrócił do życia tę markę - po raz trzeci
  • Powstanie tylko jeden taki samochód

Już kilkukrotnie wspominałem moment, w którym zobaczyłem po raz pierwszy Veyrona. Gdy w 2005 roku Bugatti pokazało 1001-konny samochód, osiągający ponad 400 km/h, miałem wrażenie, że przekroczono wszelkie granice świata motoryzacji. Ten projekt był dzieckiem Ferdinanda Piëcha, który nie tylko uratował koncern Volkswagena przed bankructwem (w latach dziewięćdziesiątych), ale przede wszystkim dał mu nowe życie. Za jego kadencji w szeregi tej grupy włączono Lamborghini, Bentleya i właśnie markę, która wróciła do Molsheim. Bugatti FKP Hommage jest więc hołdem dla wizjonera, który wymyślił sobie "silnik W16" i znalazł dla niego zastosowanie.

Bugatti FKP Hommage 2026

Wbrew pozorom droga do premiery Veyrona nie była krótka. Piëch szukał różnych sposobów na spełnienie swojego marzenia. Najpierw na warsztat wzięto nowy silnik W12, który powstał z połączenia dwóch konstrukcji VR6. Później rozbudowano go o kolejne cylindry, tworząc jedną z najbardziej odlotowych konstrukcji w historii motoryzacji.

Pierwsze wersje nie miały turbodoładowania, a marką, do której przymierzano W16-kę, był Bentley. Później jednak pojawiło się Bugatti - i wiadomo było, że będzie to najlepszy wybór.

Bugatti FKP Hommage nawiązuje do pierwszego Veyrona. Nie nazywaj go jednak "restomodem"

Wbrew pozorom z Veyronem nic go nie łączy. Punktem wyjścia dla tego samochodu była platforma Chirona. W ramach programu Solitaire obudowano ją opracowanym od podstaw nadwoziem, które nie ma nawet jednego elementu z jakiegokolwiek innego Bugatti. Do tego sercem jest tutaj silnik W16 w najmocniejszej konfiguracji, oferującej aż 1600 KM.

Muszę przyznać, że miałem pewne obawy. Zrobienie "na nowo" Veyrona jest trudnym zadaniem, tym bardziej, że oryginał (zwłaszcza z wczesnej produkcji) jest moim zdaniem samochodem perfekcyjnym.

Czy to się udało? Cóż, zdania są podzielone, ale uważam, że Bugatti wyszło tutaj obronną ręką. Sylwetka zgrabnie nawiązuje do oryginału, podobnie jak nowy pas przedni (z wąskimi, ale przywodzącymi na myśl lampami) i tylny. Świetnym detalem są też koła, które mają dokładnie taki sam wzór, jak felgi z Veyrona. Różnica jest jedynie w rozmiarze - tutaj mają od 20 do 21 cali (przód i tył), a w Veyronie mieliśmy "raptem" dwudziestki.

Najbardziej urzekło mnie chyba jednak wnętrze, które z jednej strony ma cechy Chirona, ale z drugiej stara się przywodzić na myśl Veyrona. Całą konsolę wykonano z aluminium, a wnętrze obszyto specjalną skórą, do tego farbowaną na potrzeby tego samochodu.

Bugatti FKP Hommage Veyron 2026

Smaczkiem jest też ulokowany na szczycie deski zegarek Audemars Piguet Royal Oak Tourbillon z kopertą 41 mm.

Myślę, że Ferdinand Karl Piëch byłby dumny

Bugatti rozwija się dokładnie tak, jakby sobie tego życzył. Elektromobilność zapukała do drzwi w Molsheim, ale zawitała tylko i wyłącznie w formie hybrydyzacji. Sercem nowego Tourbillon jest wszak opracowana od podstaw jednostka V16. Może i nie mamy więc do czynienia z wyjątkowym silnikiem W, ale duch szesnastu cylindrów dalej pozostaje w akcji.