Niska cena też ma niską cenę. Chery Tiggo 4 wygląda dobrze na papierze, ale ma kilka wad. Test samochodu

95 900 złotych - tyle kosztuje bazowa wersja tego samochodu. Testowana jest o 10 000 złotych droższa i teoretycznie ma "wszystko" na pokładzie. Chery Tiggo 4 HEV kusi ceną, wyposażeniem i hybrydą pod maską. Ale czy faktycznie jest warty uwagi? Wbrew pozorom do ideału dużo mu brakuje.

Miałem naprawdę ogromne oczekiwania wobec tego samochodu. Chery Tiggo 4 HEV zapowiadało się ciekawie, przynajmniej "na papierze". Samochód z segmentu B-Crossover, z hybrydą pod maską, o naprawdę dobrym wyglądzie i z przyjaznym wnętrzem. To wszystko tworzyło spójną całość, a w połączeniu z atrakcyjną ceną przyciągnęło sporo uwagi.

Kliknij tutaj, aby obejrzeć mój wideotest Tiggo 4 - YouTube

Prawda jest jednak taka, że ta niska cena też ma swoją cenę. I w przypadku Tiggo 4 są to pewne cechy, z którymi trzeba się pogodzić. Jeśli będą Wam wadziły, to lepiej sięgnąć po inne samochody. A ten segment, wbrew pozorom, oferuje naprawdę wiele.

Chery Tiggo 4 stawia cenę na pierwszym miejscu. Hybryda, wyposażenie i wygląd kuszą

To naprawdę udany wizualnie samochód. Zresztą uważam, że Chery, ze wszystkich "chińskich" samochodów, ma jedną z najlepszych linii. Widzę tutaj coś z Audi, trochę z Volkswagena (profil i tył przywodzą mi na myśl T-Crossa), a kanciasta bryła jest po prostu atrakcyjna i ciekawa dla oka. Do tego mówimy o całkiem sporym, bo liczącym ponad 4,3 metra długości samochodzie, z rozstawem osi na poziomie 2610 mm.

Chery Tiggo 4 HEV test recenzja opinia

Wnętrze z kolei wygląda jak krzyżówka Omody 5 z nieco prostszym samochodem. Mamy tutaj identyczną kierownicę i te same multimedia. Debiutuje za to zestaw fizycznych przycisków na konsoli centralnej (bardzo przydatne, np. jest tam sterowanie głośnością), oraz dotykowy panel klimatyzacji. Ten drugi też jest zaletą Tiggo 4, gdyż ułatwia obsługę wentylacji. O niej jednak rozpiszę się później.

Fotele z przodu są wygodne, a materiały wykończeniowe niezłe. Z tyłu przestrzeni też nie brakuje, aczkolwiek otaczają nas tutaj już dużo twardsze materiały. Niemniej mając 185 cm wzrostu siadam sam za sobą w dość wygodny sposób.

Pierwszą rysą na wizerunku tego samochodu jest bagażnik. Ma teoretycznie 430 litrów, ale wyrósł mu garb

A mowa dokładniej o wybrzuszeniu w prawym rogu kufra. Pod nim kryje się akumulator 12V, który nie wiedzieć czemu trafił w najmniej korzystne miejsce, do tego w wyjątkowo mało korzystny sposób. W efekcie przestrzeń ładunkowa jest nieco ograniczona - zapakowanie dużych płaskich przedmiotów będzie trudne. Co więcej, pod podłogą nie ma żadnego schowka. Są tam tylko narzędzia i zestaw naprawczy.

Hybryda Chery korzysta z 95-konnego silnika 1.5 i 218-konnej jednostki elektrycznej. Systemowo oferuje 163 KM

Patrząc na taką liczbę można by pomyśleć, że będzie to naprawdę szybki samochód. Przyspieszenie do setki, według danych technicznych, zajmuje 8,9 sekundy. Brzmi to dobrze?

Chery Tiggo 4 HEV wnętrze

To tutaj niestety zacznie się ta mniej przyjemna część. Hybryda w wydaniu Chery sprawdza się dobrze tylko i wyłącznie w mieście. Naprawdę fascynuje mnie mnogość pozytywnych komentarzy o zachowaniu tego auta w trasie. Nie wiem, czy kupujący po prostu mieli specyficzny punkt odniesienia, czy nie przeszkadza im ten fakt, ale...

Po pierwsze: jak tu jest głośno! Nie mam bladego pojęcia jak można znieść podróż tym samochodem, jadąc przez dłuższy czas z prędkością przekraczającą 120 km/h.

Przy 140 km/h jednostka napędowa wyje, pracuje na wysokich obrotach i bardzo się męczy. Zresztą to nic dziwnego - prędkość maksymalna wynosi 150 km/h i ewidentnie jest "granicą" całego napędu. Wynika to nie tylko z konstrukcji i architektury układu hybrydowego, ale także z powodu przekładni DHT, która ma dość krótkie przełożenie.

I wiem: napiszecie, że Yaris Cross też jest głośny. Owszem. Różnica jest jednak duża - w Toyocie czujecie się tak, jakbyście siedzieli w małym pomieszczeniu z pralką odwirowującą pranie na pełnych obrotach. W Tiggo 4 z kolei siedzicie w tej wirującej pralce.

Ciekawostką jest także ta wspomniana już dynamika. Sprint do setki w 8,9 sekundy brzmi nieźle, ale jest trudny do osiągnięcia. Dlaczego? W Tiggo 4 mamy tylko dwa tryby jazdy: ECO i SPORT. W ECO samochód jest mocno zduszony, w SPORT z kolei wręcz nadwrażliwy na muskanie gazu. Czemu więc nie ma tutaj jakiegokolwiek złotego środka?

Dużo przyjemniej jest podczas jazdy miejskiej. Tu napęd hybrydowy sprawdza się najlepiej

Przede wszystkim działa płynnie, bez szarpnięć i zawahania, a do tego pozostaje stosunkowo cichy. Co więcej, zużycie paliwa spada do rozsądnego poziomu 5,5 litra. Nie jest to więc oszczędność na poziomie hybryd Toyoty czy Hondy (z Jazza), ale takie liczby też nie rozczarowują.

Chery Tiggo 4 HEV nadwozie

Dla porównania: w trasie zużycie paliwa, przy prędkości powyżej 120 km/h, przekracza już 10 litrów. To jednak tylko "orientacyjne" wyniki, gdyż Chery Tiggo 4, jak na chiński samochód przystało, ma idiotyczny komputer pokładowy, pokazujący średnie zużycie z 50 kilometrów. Nie da się go wyzerować, wskazania zdają się być losowe i nie dają nam żadnej wiedzy. Nie wiem, czemu dla europejskich klientów nie przeprogramowano tego jednego elementu.

Zaletą tego samochodu są za to właściwości jezdne. Chery Tiggo 4 jeździ dobrze

Prowadzenie małego crossovera z Chin jest pewne, a zawieszenie, choć nawet dość sztywne, nie męczy i nie irytuje. Podoba mi się też przełożenie układu kierowniczego i fakt, że choć jest mocno wspomagany, to jednak daje nam jakieś poczucie kontroli nad samochodem. Doceniam też pozycję za kierownicą, która jest naprawdę bardzo wygodna.

Z ciekawych "niuansów": wentylacja żyje swoim życiem, a system utrzymywania pasa ruchu jest bardzo nerwowy

Ta pierwsza kwestia mocno mnie fascynuje. Zauważyłem (nie tylko ja, rozmawiałem o tym z osobami z branży), że wiele chińskich samochodów ma problem z wentylacją wnętrza. Klimatyzacja miewa swoje dziwne epizody, ciężko pokonać parowanie szyb.

Tutaj nie jest inaczej. Przy minusowych temperaturach na zewnątrz, nawet przy klimatyzacji ustawionej na 16 stopni, z nawiewu leciało wręcz gorące powietrze. Z kolei wyłączenie klimy sprawiało, że w samochodzie robiło się pieruńsko zimno.

Automatyczne ustawienie nadmuchu i kierunku nawiewu z kolei działa własnym życiem - a szyby parują jak złe. Mam wrażenie, że przetestowałem wszystkie konfiguracje nawiewu (tryb AUTO, ręcznie, z różną mocą) i ani razu nie trafiłem na konfigurację, która byłaby dobra.

Chery Tiggo 4 kosztuje 95 900 złotych w bazowej wersji i 105 900 złotych w testowanej

Wygląda to bardzo kusząco - zwłaszcza, gdy bierzemy pod uwagę ten najtańszy wariant. Trzeba jednak być świadomym tego, że z tą ceną wiążą się też pewne... cechy tego samochodu. Nie nazwę tego niedoróbkami. To raczej chińska filozofia tworzenia rzeczy nieco inaczej, czasami ignorując elementy, które dla nas w Europie są bardzo ważne.

Doleję jeszcze oliwy do ognia i stwierdzę, że przy cenie na poziomie 105 900 złotych można rozglądać się też za innymi samochodami. Za niewielką dopłatą dostaniemy MG ZS, które w mojej opinii robi lepsze wrażenie. Z kolei z budżetem do 106 000 złotych możemy przebierać w różnych samochodach stojących u dealerów. W tym segmencie jest wiele opcji: od Forda Pumy, przez Fiata 600, Mitsubishi ASX/Renault Captur, aż po Skodę Kamiq.

Trochę zastanawia mnie ta wielka "miłość" do Tiggo 4. Zwróciłem uwagę na bardzo dużą grupę osób, które kupiły lub planują kupić ten samochód i bronią go w komentarzach pod różnymi materiałami i filmami.

To nie jest zły samochód, ale też nie nazwę go bardzo dobrym. Moim zdanem Chery powinno jednak przyłożyć się do samochodów oferowanych w Europie, aby doszlifować w nich kluczowe kwestie.