Ford E-Tourneo Custom to nisza w niszy. I w tej niszy się sprawdza, ale tylko w niej. Test samochodu
To van, którym jeździ się niesamowicie dobrze, jest ładnie wykonany, dobrze zmontowany, praktyczny i w ogóle och i ach. Ford E-Tourneo Custom to też van, który z grubsza na jednym ładowaniu przejedzie dwieście, może trochę więcej kilometrów. Jak szukasz auta do transportu VIP-ów z lotniska do hotelu, to czytaj dalej.
Lata lecą. Pamiętam, jak polski importer pokazywał nowego Transita/Tourneo (bo to przecież ten sam samochód) w 2023 r. w warszawskim Studiu Tęcza. To był czas, kiedy elektromobilność była odmieniania przez wszystkie przypadki. Minęły trzy lata, europejski zapał do elektryków nieco przygasł, a ja nagle dostaję do testu to cudo. Przed państwem Ford E-Tourneo Custom.
Ford E-Tourneo Custom - co to w ogóle za auto?
Wypada w tym momencie odnieść się chyba do Biblii. Tak więc na początku był Transit. Ford Tourneo Custom to nic innego jak osobowa wersja swojego użytkowego protoplasty. A Transita nikomu nie trzeba chyba też przedstawiać, bo to zresztą z mojej perspektywy legenda polskiego kapitalizmu. Mój wujek Transitem jeździł w latach 90. do Turcji po ciuchy, a potem pokazywał mi zarobione dolary. Nigdy się nimi nie podzielił.
Anyway: Transity były wszędzie na naszych ulicach i dwadzieścia lat temu, są i teraz. Zacytuję redaktora naczelnego: przez lata liderem segmentu aut oferujących około tonę ładowności (z hakiem) był Volkswagen Transporter, ale niemiecki dostawczak ustąpił jednak w pewnym momencie miejsca amerykańskiej marce, która dosłownie zgarnęła rynek.

Mój wujek miał jednak jedną przewagę – nie musiał jeździć vanem z elektrykiem pod maską. A o takim aucie mówimy w tym teście. I od razu dla porządku – WSZYSTKIEGO o obecnej generacji Transita oraz Tourneo dowiecie się z tego tekstu.
Tutaj natomiast skupimy się wyłącznie na wersji elektrycznej.
Ford E-Tourneo Custom – co go wyróżnia?
Złośliwiec (taki jak ja) mógłby powiedzieć, że tylko zielona tablica rejestracyjna. Ale już poważnie – Ford E-Tourneo Custom wygląda dokładnie tak samo, jak wersja spalinowa.
W tym przypadku mamy do czynienia z wersją L2, czyli z przedłużonym rozstawem osi. W środku jest osiem pełnoprawnych miejsc siedzących, chociaż akurat to jest wykonalne również w wersji "krótkiej".
Tak czy owak – to kawał vana. Rozstaw osi to aż 3,5 metra, a całe auto ma 5450 mm długości. Szerokość to 1999 mm, a wysokość 1963 mm. Teoretycznie Fordem E-Tourneo Custom można więc wjechać do większości garaży podziemnych w Polsce, ale... jednak odradzam taką zabawę.
Auto nie tylko z zewnątrz jest identyczne jak wersje spalinowe, ale i wewnątrz. Tak naprawdę – poza tablicami – można połapać się tu tylko po wtyczce do ładowania i trochę innym układzie menu.

Jeździ się tym doskonale...
Odpalamy auto i od razu zacznijmy od pozytywów – jazda elektrycznym Tourneo to sama przyjemność. Oczywiście sam fakt, że Ford dobrze się prowadzi, to żadna niespodzianka. Choć to "popularna" marka, europejski odłam Forda od zawsze słynął z dopracowanych zawieszeń i układów kierowniczych.
Tutaj warto jednak zwrócić na to uwagę dodatkowo choćby dlatego, że ten model był projektowany równocześnie także jako auto spalinowe. Ale co ja się w sumie dziwię – kamper na tej bazie, czyli Ford Transit Custom Nugget, prowadzi się równie dobrze, w mojej ocenie lepiej niż Volkswagen California, który ma płytę podłogową z Multivana, czyli auta osobowego.
Ford E-Tourneo Custom jest też całkiem sprawnym autem elektrycznym, choć jest tu haczyk. Po pierwsze: napęd elektryczny generuje moc 218 koni mechanicznych, co może nie robi dużego wrażenia, ale mamy tu też wysoki i całkowicie elektryczny elektryczny moment obrotowy – 415 niutonometrów.
W praktyce ten wielki pustak na kołach rusza do setki w 8,6 sekundy i przy tej wielkości budy to naprawdę robi wrażenie. Zwłaszcza że to elektryk, więc subiektywne odczucie przyspieszania jest znacznie bardziej dojmujące, zwłaszcza tak do 50 km/h. Aha – istnieją też wersje 286-konne z napędem AWD (tutaj mamy RWD), ale raczej mało kto się na nie skusi. Bo chodzi o wersje Sport oraz jeszcze bardziej sportową MS-RT. Chyba nikomu to niepotrzebne w przypadku elektrycznego vana.
... tylko nie za daleko
Ale jest też haczyk, o którym wspomniałem. Bateria w tym aucie ma pojemność 64 kWh netto, co według producenta pozwala na przejechanie dystansu do 327 kilometrów. 64 kWh w wielkim dostawczaku. Powiedziałbym, że to musi się skończyć katastrofą... tylko że to samochód o bardzo konkretnym zastosowaniu. It's not a bug, it's a feature.
Nie kupujesz więc tego auta, jeśli szukasz auta rodzinnego. Zasięg Forda E-Tourneo Custom w rzeczywistości jest znikomy, te liczby obiecane przez producenta – jak zawsze – można między bajki włożyć.
W mieście przy płynnej jeździe MOŻE uda się zbliżyć do tych 300 km, ponieważ w zależności od warunków na drodze zużycie energii waha się od 22 do 28 kWh na sto kilometrów.
Z miasta natomiast lepiej tym autem po prostu nie wyjeżdżać. Droga szybkiego ruchu to spokojnie co najmniej 35 kWh. To nawet nie jest uwaga, to po prostu fakt wynikający z obcowania z autem elektrycznych o tych wymiarach. I te 35 kWh to optymistyczny wariant. Bo jak to w elektryku – zacznie wiać, będzie za zimno, za gorąco... i cyk, czwórka z przodu.

Ford E-Tourneo Custom to po prostu wygodny VIP shuttle za grubą kasę... albo i nie
Ten samochód został pomyślany po prostu jako auto do przewozu osób. Tutaj nawet moc ładowania nie jest zbyt wysoka, bo to raptem 125 kW, czyli nic.
To samochód, którego kierowca przez osiem godzin będzie się kręcić tym cackiem dookoła komina, wozić gości hotelowych czy kogokolwiek i akurat na tyle mu wystarczy bateria. Taksówkarz w dużym mieście robi dziennie właśnie około 200 km, więc to naprawdę wszystko składa się w logiczną całość.
Elektryczny Tourneo oczywiście jest też dużo droższy, niż wersje spalinowe… chociaż nie jest. Jak to możliwe? Cóż, w obowiązującym cenniku na E-Tourneo są duże promocje. To zapewne efekt znikomego popytu na takie auta, nie oszukujmy się. W każdym razie przy dłuższym nadwoziu L2 cena regularna najsłabszej spalinowej wersji (2.0 EcoBlue) to 215 736 zł, a najsłabszej elektrycznej wersji 263 620 zł. Przepaść.
Rzecz w tym, że w cenach promocyjnych elektryk jest tańszy. A wręcz… najtańszy w gamie. EcoBlue 2.0 kosztuje 198 477 zł, a elektryk… równe 181 tys. zł.
Cennik Forda Tourneo.
Ale nie dajcie się na to nabrać. Jak ktoś chce wyjechać Tourneo z miasta, to niech kupi sobie diesla.


