No dobra, powiem to. Mercedes CLA 250+ jest lepszym elektrykiem od Tesli Model 3. Ale jest jeden kłopot
Szanowny redaktor naczelny autoGALERII lubi się śmiać z mojego zamiłowania do Tesli. Cóż, nic nie poradzę na to, że auta elektryczne od Elona Muska są po prostu najlepsze. Albo właściwie to były – bo ku mojemu zaskoczeniu elektryczny Mercedes CLA jest lepszy od Tesli Model 3. Tylko że jest za drogi, więc... niewiele się zmieniło.
Można tego biednego (dobra, bogatego) Elona Muska nie lubić, ale trzeba być naprawdę zacietrzewionym, żeby nie zauważyć, że auta elektryczne Tesla robi naprawdę dobre. Są one wręcz benchmarkiem na tym rynku, do którego musi odnieść się konkurencja. Testowany Mercedes CLA 250+ Shooting Brake również.
I ku mojemu zaskoczeniu po raz pierwszy czuję, że jadę lepszym elektrykiem
Ale serio. Nie będę się tutaj silił na precyzyjny test każdego aspektu tego auta – naczelny zrobił to już zbyt dokładnie.Przejechał niespełna 700-kilometrową trasę zimą i opisał swoje wrażenia. Do tego wyjaśnił, dlaczego elektryczny CLA obecnej generacji to król wydajności.
Uważam, że Niemcom udało się dokonać czegoś w rodzaju małego cudu. Przypominam, że koncern ze Stuttgartu na całą elektryczną imprezę wjechał spóźniony, a ich pierwszy model – SUV Mercedes EQC – był kompletną porażką.
Jak zresztą każde auto elektryczne wyprodukowane na przerobionej płycie podłogowej z auta spalinowego. Wie to każdy w branży, ale widać w Mercedesie musieli przekonać się na własnej skórze.
Później nie było lepiej. Historie o awaryjności EQS krążyły po całej branży, a w tym samym czasie rynek zaczęli zalewać Chińczycy. Wspomniana Tesla doszła do momentu, w którym oferowała najlepiej sprzedające się auto świata, czyli Model Y (bez podziału na auta spalinowe i elektryczne!). Na dodatek niemiecka konkurencja – myślę głównie o BMW – radziła sobie coraz lepiej.

A tu niespodzianka – CLA obecnej generacji to wręcz nadzwyczajne auto elektryczne. Składowych tego sukcesu jest kilka, ale przede wszystkim jest to ogłupiający wręcz zasięg tego modelu oraz bardzo dopracowany ekosystem. Dwie rzeczy, które stoją za sukcesem Tesli, i które chyba zrobili w Mercedesie po prostu lepiej.
Dobra, to zacznijmy od wydajności.
Mercedes CLA 250+ Shooting Brake bez problemu przejedzie ponad 500 kilometrów po drodze ekspresowej
Wydajność zawsze była domeną Tesli. Kiedy auta innych producentów pożeraly kolejne kilowatogodziny, Model 3 i Model Y z jakiegoś powodu czerpały z prądu zgromadzonego w akumulatorze w sposób oszczędny.
Dokładnie to samo robi Mercedes CLA 250+ Shooting Brake. Nie wiem co to za magia, ale ten samochód na drodze ekspresowej połyka 15 kWh na 100 km. Serio. To oczywiście wynik latem, ale wciąż imponujący. A jeśli dodamy do tego fakt, że bateria netto ma 85 kwh, łatwo policzyć, że bez większej trudności można tutaj trzasnąć 500 kilometrów na ładowaniu. A jeśli postanowimy zerować baterię, to nawet trochę więcej.
500 kilometrów po ekspresówce to kilka godzin jazdy. I teraz szczere wyznanie – ja nigdy nie byłem fanem tych teorii, zgodnie z którymi jazda autem elektrycznym wcale nie jest wolniejsza niż autem spalinowym. Bo wiedzą państwo, co 200 kilometrów to warto zatrzymać się na półgodzinną przerwę. A guzik prawda.
Ale Mercedes CLA 250+ Shooting Brake pozwala już na podróż, po której naprawdę pół godziny przerwy będzie wskazane. A może i nawet 20 minut wystarczy, bo CLA 250+ ładuje się szybko. Naprawdę szybko. Moc ładowania to przyzwoite i już wystarczające 320 kW. Tym bardziej, że krzywa ładowania jest bardzo przyzwoita. CLA dalej całkiem sprawnie ładuje się i po 80 proc. naładowania akumulatora.
Mercedes CLA 250+ Shooting Brake to też naprawdę sprytne auto
Z tego, co oferuje Tesla, wielu się śmieje. I pewnie jest za co, bo przecież pokazy muzyczno-świetlne to nie jest coś, czego potrzebujemy w aucie. Ale to jednak Tesla ma naprawdę dopracowanego autopilota (oczywiście niedziałającego w Europie). To Tesla ma taką moc obliczeniową, że podzespoły w niej są chłodzone cieczą. Jakoś tego autopilota trzeba ogarnąć, prawda?
No to Mercedes CLA 250+ Shooting Brake oczywiście nie ma tak zaawansowanego autopilota, jak Tesla. Ale w tym, co w Europie jest legalne, niemiecka propozycja w ogóle nie ustępuje Amerykanom.

Z Superscreena (wielki ekran rozciagający się od wirtualnego kokpitu aż po fotel pasażera) pewnie można się śmiać. Zresztą z badań wynika, że ekran dla pasażera to przerost formy nad treścią, z którego nikt nie korzysta, niemniej jednak – można tam sobie włączyć np. przeglądarkę internetową. O takich rzeczach jak YouTube czy wszelakie platformy VOD już nie wspominam. Tu po prostu jest tyle aplikacji co w jakimś smartfonie.
Asystent utrzymujący nas na pasie ruchu na autostradach działa wręcz wybitnie. I samodzielnie zmienia pasy. A teraz ważne – jestem szczerze przekonany, że Mercedes ma na ten moment najlepszy na rynku asystent parkowania. Serio.
Wiedzą państwo, najczęściej to jest tak, że te autonomiczne systemy parkowania są, ale jak przychodzi co do czego, to... lepiej zrobić to samemu. Albo wybranie miejsca do zaparkowanie to jakaś mordęga, albo w ogóle trzeba włączać ten tryb specjalnym guzikiem i jechać powolutku po parkingu... no męczarnia.
Tymczasem Mercedes CLA 250+ Shooting Brake to pierwszy samochód, w którym wolę, żeby sam parkował.
Naprawdę. To jest po prostu banalnie proste. Wjeżdżasz na parking. Wrzucasz wsteczny. Na ekranie wyświetla się obraz z kamery, na której od razu wyrysowane są przestrzenie, gdzie można zaparkować auto. Po prostu klikasz w jedną palcem i po chwili samochód parkuje. Tyle. Działa to szybko. I jest intuicyjne.
Mercedes CLA 250+ Shooting Brake bardzo dobrze też jeździ, ale jest kłopot
Tak poza tym wszystkim to auto, którym się po prostu dobrze jeździ. To nie jest kolejny SUV, a do tego to elektryk z nisko osadzonym środkiem ciężkości, więc... jest to nadzwyczaj sprawne auto. Osiągi też są więcej niż odpowiednie.
272 KM i 335 Nm to naprawdę wystarczające wartości. Sprint do setki w 6,7 sekundy (CLA 250+ ma napęd RWD) to też znakomita wartość i nie dajcie sobie wmówić, że potrzebujecie osiągów rodem z chińskich aut, które robią setkę w cztery sekundy. Bo one ani nie skręcają najczęściej, ani nie hamują.
Oczywiście są chlubne wyjątki, ale nie o nich mowa.
To wszystko jest zapakowane w efektowne nadwozie shooting brake, które w końcu w tej generacji CLA jest naprawdę ładne i nie wygląda jak wóz pogrzebowy. Jest wydajnie, jest praktycznie (bagażnik jest naprawdę duży), są dobre osiągi.
Czego tu niby więcej trzeba? No... ceny.
Uważam, że ten samochód jest za drogi
Przy czym przez "za drogi" mam na myśli – jest droższy od Tesli.
Prawda jest przecież taka, że w dobie elektromobilności te wszystkie auta są z grubsza takie same. 30 lat temu, kiedy kupowałeś Mercedesa, mogłeś spodziewać się czegoś więcej. Dzisiaj to ta sama prosta jak konstrukcja cepa inżynieria silnika elektrycznego. Różnica jest w sumie tylko taka, że jeden producent wsadzi większy silnik, a najlepiej po jednym na oś, a drugi mniejszy.
W tym kontekście w elektromobilnym świecie dla mnie premium jako takie już nie istnieje. I dlatego nie ma powodu, żeby Mercedes CLA 250+ Shooting Brake, choć lepszy od Tesli Model 3, podkreślam to, był od niej tyle droższy.

CLA 250+ Shooting Brake to na dzisiaj co najmniej 234 900 zł. A to Mercedes, więc jak zajrzymy do konfiguratora, cena bardzo szybko przekroczy ćwierć miliona. A właściwie to bez problemu można zakręcić się w okoli 300 tys. zł.
Dla porównania 300-konna Tesla Model 3 Long Range RWD z baterią ok. 79 kWh to 204 990 zł. I to już niemal kompletnie wyposażone auto. Okej, Tesla wolniej się ładuje, a do tego to nie kombi, ale liftback, dalej bardzo pojemny. Ta różnica w cenie jednak psuje cały odbiór Mercedesa. Ale auto samo w sobie jest naprawdę rewelacyjne.


